Ramen, sushi, udon, onigiri, matcha – nie ma już polskiego miasta, które nie oferowałoby wyboru japońskich specjałów. Przynajmniej od wczesnych lat dwutysięcznych, kiedy w kulturze wizualnej pojawił się obraz korporacyjnego yuppie jedzącego surową rybę w przerwie na obiad, coraz lepiej rozpoznajemy różne oblicza japońskiej kuchni. Zresztą jeśli wierzyć Koheiowi Yagi i Marcinowi Wojtasikowi, szefom kuchni noszącym tytuł mistrzów ramenu, Warszawa wyrasta na prawdziwą mekkę europejskich wielbicieli azjatyckich smaków – może więc żurek i ramen są spokrewnione bliżej, niż nam się wydaje?