Puszczałaś mu polską muzykę?
Haino bardzo lubi kupować płyty; pierwsze, co robi za granicą, to idzie do sklepu z płytami. W Polsce bardzo mu się spodobała muzyka wiejska wydawana przez Andrzeja i Małgorzatę Bieńkowskich w Muzyce odnalezionej. Poza tym lubi Ewę Demarczyk, Annę German, Jacka Kaczmarskiego. Ciekawe, prawda?
Właściwie to mają podobną ekspresję...
Wiele osób myśli, że Haino słucha bardzo eksperymentalnej muzyki, ale jego interesują albo piosenki, albo muzyka tradycyjna, folk. Lubi też muzykę współczesną i muzykę dawną.
Z muzyki tradycyjnej przeszłaś do muzyki improwizowanej.
Właściwie było odwrotnie. Chciałam zacząć grać na instrumencie japońskim, bo interesowałam się muzyką współczesną, np. Tōru Takemitsu. On działał w tradycji zachodniej muzyki współczesnej, ale bardzo dużo odwoływał się do estetyki japońskiej i muzyki tradycyjnej. Często nie wprost, czasami wyrażając w swojej muzyce pewne idee estetyczne. Np. ma – koncept obecny w każdej dziedzinie sztuki, który mówi o istotności przestrzeni. W przypadku muzyki chodzi o to, że dźwięk jest równie istotny, co cisza pomiędzy dźwiękami. Inna wartość estetyczna to sawari, czyli wszystkie szumy, dźwięki mniej przyjemne. One w europejskiej kulturze pojawiły się dopiero w XX wieku, ale w kulturze japońskiej istniały zawsze. Zainteresowały mnie pisma Takemitsu poświęcone estetyce japońskiej – stąd wzięła się moja potrzeba gry na japońskim instrumencie.
Czy Michiyo Yagi uczyła cię improwizacji?
Kiedy byłam u niej w szkole, był duży nacisk na grę w zespole złożonym z wielu instrumentów koto. Improwizacja czasami była elementem tych lekcji, ale to nie było najważniejsze.
Zastępy Maneki-neko, fot. Katarzyna Karpowicz
Do improwizacji trzeba dojść samemu, nie można tego się nauczyć. To poszukiwanie, praca z instrumentem, wymyślanie nowych technik. Ważne jest słuchanie i granie muzyki, najlepiej różnej. Warto też sięgać po inne instrumenty. Jeszcze w podstawówce grałam na fortepianie, czasami na nim gram, żeby mieć nową gamę różnych pomysłów, rytmów. Nauczyciel tego za ciebie nie zrobi.
Jakie możliwości w improwizacji daje koto?
Są duże możliwości preparacji instrumentu, możesz zrobić z nimi właściwie wszystko. Szarpać, uderzać, grać smyczkiem, delikatnie dotykać. Możliwości sonorystyczne są bardzo szerokie. Ułatwieniem przy improwizacji jest strój, najczęściej pentatoniczny, to pomaga w szukaniu skal, które są w sumie gotowe. Strój sprawia problem w grze z drugą osobą. Trudno zmienić tonację, trzeba przestroić cały instrument – czasami jest to niemożliwe.
Samo koto łatwo się rozstraja. To kłopotliwe, bo jesteśmy przyzwyczajeni, nawet nieświadomie, że wszystkie dźwięki muszą być bardzo czyste, idealnie równe. W grze na koto nie jest to bardzo ważne. W estetyce japońskiej jest kategoria iki, która polega na elegancji wywoływanej tym, że coś jest nie do końca idealne. To występuje w momencie, w którym przykładowo podnosimy dźwięk o 1/4 tonu zamiast o 1/2 – to powoduje wrażenie pewnego szlachetnego niedosytu.
Najłatwiej koto połączyć z instrumentami perkusyjnymi, wtedy nie musimy martwić się o strojenie.