W kolejnych dekadach jazz stał się filmowym mitem, częścią opowieści o powojennej historii polskiego społeczeństwa. I choć w filmach Wajdy, Morgensterna i Polańskiego jazz był bardziej prywatny niż polityczny, z czasem polskie kino coraz częściej brało go na sztandary i zaprzęgało do ideologicznych wojen.
Przykładem takiej strategii był film "Był jazz" Feliksa Falka z 1981 roku. Inspirowana historią zespołu Melomani opowieść o młodych jazzmanach, którzy w ostatnich latach stalinizmu próbowali grać nad Wisłą "muzykę uciśnionych Murzynów", to nie tylko jeden z najbardziej jazzowych filmów kina PRL, ale też przykład na to, jak czas zmienia kinowe sposoby obrazowania historycznych procesów i kulturowych zjawisk.
Ta opowieść o sztuce, która nie chce poddawać się dyktatowi polityki, sama padła ofiarą historycznych zawirowań. Wprowadzenie stanu wojennego w grudniu 1981 roku sprawiło, że film Falka przez trzy lata nie mógł trafić na kinowe ekrany, stając się tym samym jednym z pułkowników tamtej epoki. Nieprzypadkowo, bo filmowa historia Melomanów pełna była politycznych odniesień i komentarzy, które w 1981 roku znów miały się stać aktualne.
Historia zakochanych w jazzie przyjaciół była obrazem epoki, a nie opowieścią o wyjątkowych postaciach. Falk rysował świat wyrazistych podziałów: członkowie komunistycznej młodzieżówki w mundurkach recytowali polityczne wiersze i protestowali przeciwko amerykańskiej wojnie w Korei, zbuntowany malarz słuchał zakazanego Głosu Ameryki, a uniwersytecki wykładowca krytykował imperialne wpływy w twórczości Wyspiańskiego. Jazz był tu symbolem amerykańskiej wolności, powiewem świeżości i buntu, a przede wszystkim – zakazanym owocem.
Film Falka dziś jawi się jako dzieło paradoksalne. Z jednej strony muzyka jest tu głównym (ba, tytułowym) bohaterem, z drugiej zaś – zostaje zupełnie zinstrumentalizowana, stając się podręcznym symbolem politycznych różnic, ambicji i tęsknot. Choć niemal wszyscy bohaterowie filmu są muzykami, artystyczne ambicje, rozterki i dylematy są w ich życiu drugorzędne. Nad wszystkim ciąży polityczne odium, które zawłaszcza ekranową przestrzeń i sprawia, że historie młodych ludzi schodzą na plan dalszy.
Słoneczna strona ulicy