Wszystko to stylizacje, a co z płytami reprezentującymi podejście in crudo?
Remigiusz Mazur-Hanaj w swojej wytwórni In Crudo wciąż odkrywa przed światem nagrania kryjące się w jego archiwum. Część nowo opublikowanych archiwaliów to nagrania zrealizowane przed potańcówkami z cyklu "Scena Korzenie" w warszawskim klubie Riviera-Remont: Kapeli Dobrzeliniacy, Kapeli Lututowianie i śpiewaczki Antoniny Majdy. To dość surowe materiały, raczej dla wyrobionych wielbicieli muzyki wiejskiej niż dla początkujących. Chociaż metaliczne brzmienie basów dwustrunnych Lututowian powinno przypaść do gustu także wielbicielom metalu albo noise’u. Nagrania z Remontu znajdziemy też na "Od Białegobłota". O składance poświęconej kurpiowskiej wsi wydawca pisze tak:
Za co lubię te nagrania i czule ich słucham? Za niedoskonałości – techniczną, wykonawczą, pamięciową. Niedoskonałości, które absolutnie nic nie ujmowały temu świętu, którym za każdym razem było spotykanie się przy muzyce w gronie sąsiedzkim, czasem powiększonym przez ciekawskich przyjezdnych.
Kolejny tom serii "Jest drabina do nieba" gromadzi różnorodne pieśni obrzędowe z kilku regionów (od Radomszczyzny, Sieradzkiego i Wieluńskiego, przez Kurpiowszczyznę i Suwalszczyznę, po Lubelskie i Roztocze Lwowskie). Znajdziemy tu kolędy, pieśni adwentowe, maryjne, poświęcone świętym patronom i patronkom, pątnicze, pogrzebowe… Z kolei na płycie "Pieśni za umarłych" śpiewaków z Baszkowa, nie znajdziemy pieśni pogrzebowych, ale ich tematyka krąży wokół śmierci. Swoją drogą, temat wiejskich obrzędów związanych ze śmiercią jest dość często poruszany przez twórczynie innych dziedzin. W 2023 roku festiwale filmowe objeżdżała studencka etiuda "Garstka ziemi" w reżyserii Izabeli Zubryckiej. W eksperymentującym dokumencie usłyszymy słowa Haliny Waszkiewicz, śpiewaczki pogrzebowej z podlaskich Moniek, i jej syna Jana, grabarza. Bohaterem powieści "Wniebogłos" Aleksandry Tarnowskiej jest syn grabarza pragnący zostać śpiewakiem. Opowieść o PRL-owskiej wiosce lat 70. daleka jest od etnograficzno-dokumentalnej wierności, jest jednak ciekawym odniesieniem do nurtu chłopskiej prozy.
Wydana przez Muzykę Zakorzenioną płyta Marii Siwiec pod tytułem "Pieśni do nieba" poza śpiewami pogrzebowymi zawiera też utwory maryjne, przygodne i pasyjne. Śpiewaczka urodzona w 1959 roku w Gałkach obok Rusinowa jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych artystek wiejskich, ale i nauczycielek przekazujących odchodzącą tradycję kolejnym pokoleniom. Jej działalność edukacyjna wśród "miejskich muzykantów" rozpoczęła się w 1995 roku, kiedy odwiedzili ją Adam Strug i Remigiusz Mazur-Hanaj. Później uczestniczyła w spotkaniach Domów Tańca, festiwalu Wszystkie Mazurki Świata, organizowała liczne warsztaty. Laureatka Nagrody im. Kolberga i zwyciężczyni Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu Dolnym jest skarbnicą dawnego repertuaru i zachwycającą śpiewaczką. Na "Pieśniach do nieba" Marii Siwiec nie towarzyszą muzycy. Dla nieosłuchanego odbiorcy spotkanie z surowym śpiewem może być wyzwaniem, ale może być to również początek wspaniałej przygody z muzyką mikroregionu kajockiego.
"Skrzypki ładnie grają, dudki ładnie brzęczą" Kapeli Dudziarskiej Sokoły z Kościana– kolejna nowość od Muzyki Zakorzenionej – jest z kolei dobrym wprowadzeniem do świata wielkopolskich dud. Sokoły są zespołem młodzieżowym, działającym przy Kościańskim Ośrodku Kultury od 2000 roku. Niektórzy członkowie zespołu grają w nim od początku, są kontynuatorami tradycji wygasającej mniej więcej w latach 60. XX wieku. Na swoim pierwszym monograficznym albumie zabierają nas w międzypokoleniową potańcówkę wypełnioną polkami, oberkami, wiwatami i przyśpiewkami – wszystko przy świdrującym brzmieniu wielkopolskich kozłów i podwiązanych skrzypiec, grających w nieco wyższym stroju. Nagraniom młodych dudziarzy brakuje trochę szaleństwa, ale przecież wszystko jeszcze przed nimi. Spragnieni ekstatycznego wirowania mogą sięgnąć po wydaną przez Muzykę Odnalezioną płytę "Łowicz 40%" Kapeli Diabubu.
Nie imitujemy techniki konkretnych muzykantów, ale próbujemy zachować styl, brzmienie i ducha gry tutejszych wsi. Nie uważamy się więc za rekonstruktorów, ale po prostu za muzykantów poruszających się w obrębie regionalnego kanonu i estetyki.
– mówią łódzcy muzykanci, których interpretacja lokalnego folkloru jest prawdziwie nieokiełznana: pełna połamanych rytmów, czasem wręcz hałaśliwa, ze skłonnością do dysonansów. Na pierwszy plan wybija się zazwyczaj przenikliwy odgłos brzęczenia w barabanowy talerz, skrzypce i harmonia prowadzą nieustanny dialog w unisono, jakby się przedrzeźniając. Czasami słyszymy śpiew, chociaż słowa są raczej nierozpoznawalne, lekko bełkotliwe. Diabubu pokazują, że trzymanie się tradycji może być szalone.
Podobne siły witalne znajdziemy w muzyce Poleskiego Składu Smyczkowego, ansamblu, którego patronem jest Edmund Brożek, urodzony w 1926 roku skrzypek i weteran Armii Krajowej. Muzycy próbują odtworzyć brzmienie przedwojennego Polesia, polsko-ukraińsko-żydowskiego kotła, w którym archaiczne melodie spotykały się ze współczesnymi melodiami, podsłuchiwanymi na szelakowych płytach i w wielkomiejskich kawiarniach. To wyjątkowo starannie dopracowany album, podparty wieloletnią kwerendą i rozmowami ze świadkami przeszłości. Klamrą kompozycyjną są nagrania terenowe krajobrazu dźwiękowego bubieńskich bagien, śpiewu poleskiego ptactwa.