Polityczność czy doraźność to jednak niejedyne elementy, które przyspieszają procesy starzenia się. Na odbiór filmów dawnych mistrzów wpływa także obyczajowość. Przemiany społecznych norm sprawiają, że niektóre z dawnych arcydzieł po latach okazują się trudne w odbiorze. Wystarczy rzut oka na rodzimą klasykę i towarzyszącą jej przez lata nieuświadomioną mizoginię.
Filmy Władysława Pasikowskiego, które w latach 90. epatowały seksizmem, nie spotykały się wówczas z wystarczająco mocną krytyką tego aspektu. Tymczasem po latach seksizm Psów okazuje się nie tylko nieznośny, a wręcz karykaturalny. I kiedy Pasikowski w 2025 roku zaprezentował Zamach na papieża, w którym znów ożywiał figurę „świętej dziwki”, krytycy bez litości wypominali mu anachroniczność takiego myślenia o kobietach w kinie.
Oczywiście Pasikowski nie jest jedynym twórcą w polskim kinie, którego filmy po latach rażą mizoginią. Oglądając wielbione przez kinomanów dzieła Piotra Szulkina, z jednej strony znajdziemy w nich odważną intelektualną wizję, z drugiej natomiast – seksistowsko banalne postacie takie jak młoda dziewczyna grana przez Katarzynę Figurę w Ga, Ga. Chwała bohaterom. A w uznawanym dziś za klasykę Pociągu do Hollywood Radosława Piwowarskiego ta sama aktorka zostaje do tego stopnia uprzedmiotowiona, że we współczesnym widzu może to budzić jedynie sprzeciw.
Mizoginia – tak silnie zinternalizowana przez rodzime kino – nie jest zresztą jedynym obyczajowym powodem, dla którego filmowa klasyka spotyka się z odrzuceniem i nie wytrzymuje próby czasu. Już dziś możemy zaobserwować, że część młodej publiczności odrzuca Popioły Wajdy ze względu na głośną historię konia zabitego na planie przez twórców filmu, a filmy Romana Polańskiego (na czele z Tess będącym prowokacyjną odpowiedzią na sprawę Samanthy Geimer) czy też Kronika wypadków miłosnych Wajdy spotykają się z odrzuceniem ze względu na przemoc seksualną, jakiej – na planie lub poza nim – przed laty dopuścili się ich reżyserzy.
Co zatem sprawia, że jedne filmy starzeją się lepiej, a inne gorzej? Dlaczego Pociąg Jerzego Kawalerowicza oglądany dzisiaj wydaje się filmem całkowicie współczesnym, a niektóre filmy zaledwie sprzed dekady robią wrażenie, jakby powstały w innym stuleciu? Dlaczego mizoginia, tak uwierająca u Pasikowskiego, nie przeszkodziła w triumfalnym powrocie Szamanki Żuławskiego? Bo przecież jak widać, nie tylko łaska, ale i oburzenie publiczności na pstrym koniu jeździ. Historie filmów Andrzeja Żuławskiego i Grzegorza Królikiewicza, ale też Jerzego Kawalerowicza czy Jerzego Skolimowskiego pokazują, że prawdziwej nieśmiertelności nie można zaprogramować, a filmowe kanony podlegają ciągłym negocjacjom. I może na tym polega tajemnica kina – i tego wielkiego, które intelektualną odwagę przedkłada nad koniunkturalizm, a formalny eksperyment stawia wyżej niż rzemieślniczą poprawność, ale i tego, które po prostu z jakiegoś nieznanego krytykom powodu w którymś momencie objawi się widzom na nowo.