Gigantyczny sukces Kawalerowicza uczynił go gwiazdą, ale polityka pokrzyżowała jego plany i uniemożliwiła szybką realizację kolejnego wymarzonego filmu – Austerii według prozy Juliana Stryjkowskiego. Podobnie jak w przypadku Faraona, reżyser Pociągu przymierzał się do niej latami. Opowieść o mieszkańcach miasteczka w Galicji Wschodniej, których świat zostaje zniszczony przez wybuch I wojny światowej, był dla Kawalerowicza okazją do powrotu do krainy dzieciństwa. W rozmowie z Barbarą Hollender mówił wiele lat później:
W moim rodzinnym Gwoźdźcu był taki dziwny konglomerat trzech społeczności: żydowskiej, ukraińskiej i polskiej. Życie toczyło się między cerkwią, kościołem i bożnicą. Wszyscy żyli w symbiozie, a święta prawosławne, żydowskie i katolickie splatały się ze sobą.
W Austerii chciał powrócić do tego świata, ale gdy już był gotowy do pracy nad filmem, przez Polskę przetoczyła się fala antysemickich protestów inspirowanych przez tzw. moczarowców, a dla władz stało się jasne, że o żydowskiej przeszłości kraju nie będzie się głośno opowiadać. Na realizację Austerii Kawalerowicz musiał poczekać aż do 1982 roku, a zrealizowany wówczas film – nagrodzony gdańskimi Złotymi Lwami – należał do trzech obrazów szczególnie cenionych przez samego reżysera.
W międzyczasie nakręcił natomiast kilka innych dzieł, w tym Śmierć prezydenta z 1977 roku poświęconą okolicznościom zamachu na Gabriela Narutowicza, pierwszego prezydenta II Rzeczypospolitej. Zawarł w niej, jak w Faraonie, opowieść o naturze władzy, a także obraz podzielonego społeczeństwa podatnego na manipulacje i będącego żyznym podglebiem dla ekstremizmów. W 1978 roku otrzymał za niego Srebrnego Niedźwiedzia Festiwalu Filmowego w Berlinie.