Podobnie jak w wielu innych filmach Żuławskiego, erotyka łączy się w "Szamance" z wątkami filozoficznymi. Główny bohater ma obsesję na punkcie odnalezionej w Polsce, liczącej sobie 2500 lat mumii szamana wprawnego w sztuce osiągania ekstazy. Mężczyzna szuka podobnych odczuć właśnie w burzliwym romansie z "Włoszką", w którym obydwoje kochankowie całkowicie się zatracają. Ekstatyczny związek unurzany jest jednak w "Szamance" w fizjologii i brudzie, co wynika z samej wizji człowieka, który w kinie Żuławskiego zawsze rozdarty jest między sacrum a profanum, kulturą a naturą, duchem a materią. Reżyser z upodobaniem mnoży w filmie wstrętne – czy jak powiedzieliby pewnie psychoanalitycy, "abiektalne" – szczegóły. Ujęcia pokazujące wydalanie, rozmazywanie na ciele rozmaitych wydzielin czy mielenia mięsa razem ze szczurami w rzeźni nie należą wcale do najbardziej drastycznych obrazów w "Szamance". Dla "Włoszki" intensywnie cielesny kontakt ze światem jest naturalnym stylem bycia; Michałowi daje nadzieję na pełniejsze doświadczenie rzeczywistości.
Nie mniej ważny od filozofii (czy, zdaniem krytyków filmu, pseudofilozofii) jest jednak w "Szamance" kontekst socjologiczny. W rozgrywającym się w połowie lat 90. dramacie ulice wypełnione są bezdomnymi, dworce giną w brudzie, a zbiry katują dłużników nie tylko w ciemnych zaułkach, ale też bezpośrednio w biurach. Jeden z kolegów Michała, antropolog chwytający się rozmaitych legalnych i nielegalnych prac dorywczych, wciąż jeździ na rolkach, co wydaje się ironicznie oddawać rozpaczliwy pęd Polaków za pieniędzmi. Nowa rzeczywistość, która niesie ze sobą obietnicę dobrobytu, wolności i konsumpcyjnej ekstazy, jest w istocie brudna i odpychająca. Obraz polskiego społeczeństwa po przemianie ustrojowej to nie tyle tło, co znaczące dopełnienie historii bohatera, który dusi się w "wolnej" Polsce. "Zadanie na następny tydzień – przeżyć w odczłowieczonym świecie materialistów" – mówi w jednej ze scen Michał do swoich studentów.
O swoistości "Szamanki" decyduje przede wszystkim autorski styl reżysera, który w tym wypadku ociera się o autopastisz. Kamera prowadzona przez Andrzeja J. Jaroszewicza nerwowo goni za "Włoszką" – która nie tyle chodzi, co raczej wykonuje spazmatyczny balet na ulicach miasta – podobnie jak podążała kiedyś za protagonistką "Opętania". Odczucie gorączkowości potęgowane jest przez ekspresyjną grę aktorską oraz muzykę Andrzeja Korzyńskiego, nadającą zbliżeniom bohaterów charakter rytualnego obrzędu.
Śmiałe sceny erotyczne, obrzydliwość, gra z kiczem i surrealizm sprawiły, że film nie mógł spodobać się polskim widzom w latach 90., zupełnie nieprzyzwyczajonym do tego rodzaju kina. "Szamanka" zebrała po premierze fatalne recenzje, a i w późniejszych plebiscytach na najgorsze polskie filmy wszechczasów była honorowana dość wysoko. Z upływem czasu obraz Żuławskiego zyskiwał jednak coraz więcej zagorzałych wielbicieli. Współcześnie zdania są podzielone: dla jednych "Szamanka" jest oryginalnym, odważnym dziełem znacznie wyprzedzającym swoje czasy, dla innych najbardziej manierycznym, pretensjonalnym i bełkotliwym obrazem kontrowersyjnego twórcy.
Szamanka. Reżyseria Andrzej Żuławski. Scenariusz Manuela Gretkowska. Zdjęcia Andrzej J. Jaroszewicz. Muzyka Andrzej Korzyński. Wykonawcy Iwona Petry ("Włoszka"), Bogusław Linda (Michał), Piotr Machalica (ojciec Anny), Paweł Deląg (współpracownik Michała), Agnieszka Wagner (Anna, narzeczona Michała), Paweł Burczyk (Marcin), i inni.
Polska/Francja, Compagnie des Films, Alhena Films, Łódzkie Centrum Filmowe, 1996, 117 minut.