Narzędziami, za pomocą których można najszybciej reagować na bieżące wydarzenia, dysponuje poezja. Na szczęście sięga po nie i broni się bądź atakuje rzeczywistość ironią, konkretem, aluzją. Pozwala być blisko, a jednocześnie zachować dystans. O demonach współczesności, pamięci z załączoną instrukcją obsługi, frustracji, narzuconym modelu myślenia i bezrefleksyjnego działania mówi Jakub Kornhauser w "Krwotokach i wiewiórkach". Z kolei w tomiku "Brzydko tną twoje noże?" poeta rzeźbi w języku, testuje możliwości komunikacyjne, rozcina związki wyrazowe, po czym zszywa słowa nieprzystające do siebie i do rzeczywistości. O to, "czy język jest państwem w Państwie" i czy ciało i godność "jest zbiorem zamkniętym" pyta (a właściwie to oznajmia) Jakub Sajkowski, tworząc swoistą mapę pandemii i wewnętrznych granic w książce poetyckiej "Ilha Formosa".
Leku na lęk, pewności w czasach niepewności, odpowiedzi na kolejne fale pytań szukają polskie i zagraniczne autorki w antologii "Poetki na czasy zarazy". Jolanta Prochowicz przez kilka miesięcy publikowała na swoim profilu w mediach społecznościowych jeden, napisany przez kobietę utwór, którego treść koresponduje z pandemiczną rzeczywistością. Wraz z Bartoszem Wójcikiem stworzyła z nich zbiór będący antidotum na izolację, kumulujący napięcia, złość, wspólne doświadczenie kobiecości. Ten temat rozpisały też na wiersze Joanna Mueller w wypełnionym krzykiem i stanowczością tomie "Hista & her sista" oraz Agata Jabłońska w niepokornej i kipiącej złością książce poetyckiej "Dla moich dziewczyn". To właśnie ich głos – kobiet wzburzonych, niezgadzających się na zastępstwo w decydowaniu o własnym życiu, dążących do równego traktowania, a nie poniewierania czy obojętności – był w tym roku w polskiej liryce najbardziej donośny i oby nie ucichł w kolejnych latach.