"Śniło mi się, że jestem pijakiem": O alkoholizmie w polskim kinie
"Po co się budzić, skoro na jawie jest jeszcze gorzej? Jawa jest jednym wielkim powodem do picia". To z Jerzego Pilcha, a dokładnie z jego przełomowej powieści "Pod mocnym aniołem". Cytat o tyle ważny, bo epokowy i wpisujący się w estetykę i treść praktycznie wszystkich naszych produkcji o nałogu. Rodzimi filmowcy wiedzą, czym jest picie. Sami pili, albo pił ktoś z rodziny lub przyjaciół. I tak zostało aż do dzisiaj.
W XXI wieku spożywanie alkoholu w nadmiernych ilościach wciąż jest tematem tabu. Natomiast "alkoholizm" to magiczne słowo, na które ludzie reagują tak samo, jak bohaterowie Harry’ego Pottera na wieść o pojawieniu się Voldemorta. Lata mijają, a Polakom nadal trudno rozmawiać o chorobie, która wywraca do góry rytm ich życia rodzinnego, a także doprowadza do wielu tragedii. Ale film to coś zupełnie innego. "Polskie kino alkoholowe" cieszy się ogromną popularnością już od kilku dekad. I nie wygląda na to, by za parę lat miało być inaczej.
Picie to wyrok, wyrok to picie
Plakat do filmi "Pętla" w reżyserii Wojciecha Jerzego Hasa według opowiadania Marka Hłaski, 1957, fot. Studio Filmowe Iluzjon
Zaczęło się od Wojciecha Hasa, bo jakżeby inaczej. W "Pętli" (1957) ostatni, tragiczny dzień z życia Kuby Kowalskiego (Gustaw Holoubek) to przede wszystkim obraz pełen symboli i aluzji, ukazujący oniryczny świat protagonisty, w którym alkohol zniekształca perspektywę głównego bohatera. Nawet jego nazwisko implikuje, że choroba alkoholowa może dopaść każdego z nas. Holoubek umiejętnie wcielił się w postać kompletnie pozbawioną własnej woli. Każdy dźwięk telefonu od przyjaciół (zapraszających na picie) przypomina mu o jego wewnętrznej melodii głodu alkoholowego. Inni namawiają, ale koniec końców decyzja należy wyłącznie do niego. Kuba łamie obietnicę, którą złożył kochającej go Krystynie (Aleksandra Śląska). Tym samym bohater Holoubka staje się własnym wrogiem numer jeden. Jak śpiewał Krzysztof Cugowski w jednej z piosenek Budki Suflera: "Głód, głód, wieczne ssanie/Bez końca, bez dna".
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Gustaw Holoubek w filmie "Pętla" w reżyserii Wojciecha Jerzego Hasa według opowiadania Marka Hłaski, 1957, fot. Wiesław Pyda/WFDiF /po Studiu Filmowym "Kadr"/Filmoteka Narodowa / www.fototeka.fn.org.pl
Obrazek
_petla_rez._wojciech_jerzy_has_fn.jpg
"Picie to wyrok", zdaje się mówić widowni Marek Hłasko, autor scenariusza, który powstał na podstawie jego opowiadania. Niby czuć tam inspirację "Straconym weekendem" Billy'ego Wildera z 1946 roku (w szczególności jeśli chodzi o kameralność samej opowieści czy skupienie się na problemie jednostki), ale to samodzielna historia bez jakiegokolwiek happy endu. Tak czy siak oglądanie "Pętli" po latach wprawia w osłupienie. To niebywałe, jak jeden film wyznaczył styl polskiego kina alkoholowego na następne stulecie. Od tego momentu wszystkie inne tytuły o alkoholizmie utrzymywano w tym samym przygnębiającym i ponurym tonie.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Kadr z filmu 1985. Kadr z filmu "Siekierezada" w reżyserii Witolda Leszczyńskiego, 1985. Na zdjęciu: Edward Żentara i Daniel Olbrychski, fot. z archiwum Filmu/Forum
Obrazek
siekierezada_forum-0429178431.jpg
Na przestrzeni kolejnych lat poważne wiwisekcje alkoholizmu były raczej pomijane. Niemniej na uwagę zasługują m.in. krótki dokument "Korkociąg" (1971) Marka Piwowskiego i "Siekierezada" (1985) Witolda Leszczyńskiego, być może ten jeden film w historii kina, w którym, mimo duchowej legendy związanej z Edwardem Stachurą, piło się właśnie najwięcej! Taka kolej rzeczy miała mniej więcej miejsce aż do premiery dramatu "Tylko strach" Barbary Sass z 1993 roku (o którym później, bowiem stanowi odstępstwo od scenariuszowych schematów).
"Jeszcze płynę, ale kra nade mną zamarza…"
Kolejny przełom nastąpił dopiero w 2000 roku. To właśnie wtedy cała Polska ujrzała aktorskie tour de force Janusza Gajosa, po raz kolejny udowadniającego, że w swoim zawodzie należy do elity. "Żółty szalik" Janusza Morgensterna opowiada o zmaganiach mężczyzny w średnim wieku, który musi zmierzyć się z konsekwencjami swojego alkoholizmu. Rzecz posępna niczym "Pętla", choć dwuznaczne zakończenie pozostawia widzów z nadzieją na lepsze jutro.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Kadr z filmu "Żółty szalik", reżyseria: Janusz Morgenstern, 2000, fot. Studio Filmowe Perspektywa
Obrazek
zolty_szalik_kadr_.jpg
Aktor miał już doświadczenie we wcielaniu się w alkoholików (vide "Piłkarski poker" z 1989 roku), ale tam wódka zawsze była obyczajowym tłem i nie rzutowała na wydźwięk filmowych historii. W "Żółtym szaliku" nałóg znajduje się na pierwszym planie i w większości scen Gajos imituje zachowania i manierę człowieka nie tyle pijanego, co kompletnie podległego alkoholowi. Niby wszyscy wiedzą, że "chleje", ale mało kto ma odwagę to skomentować ze względu na panujące tabu. Widać to choćby w mistrzowskiej scenie w restauracji, kiedy Gajos spożywa wódkę ("Moc jest z nami!") w towarzystwie syna i synowej, nie zwracając najmniejszej uwagi na zakłopotanie młodych. Ze sceny na scenę obserwujemy upadek bezimiennego mężczyzny (film robi z niego everymana, nie podaje danych osobowych bohatera), który wpadł w wir bezlitosnego nałogu.
Pięć lat wcześniej w roli alkoholika wystąpił Nicolas Cage w "Zostawić Las Vegas", za który otrzymał Oscara. Występ fenomenalny, Gajos wydaje się jednak jeszcze bardziej przekonujący. Tak o tym pisał Jerzy Pilch:
Text
Możemy mówić tutaj o najwyższych rejonach sztuki aktorskiej (...) [w "Zostawić Las Vegas"] Cage otrzymał Oscara, a przecież w porównaniu z Gajosem to jest jakiś pikuś. Janusz Gajos w tym małym filmie jest znacznie prawdziwszy, dramatyczny. Gajos pochodzi niestety z małej kinematografii (...) a jest aktorem, który powinien grać o najwyższe stawki.
Początek XXI wieku, czyli nowe rozdanie
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Kadr z filmu Wojtka Smarzowskiego "Pod mocnym aniołem", fot. Jacek Drygała / Kino Świat
Obrazek
pod_mocnym_aniolem_7.jpg
Pierwsze dziesięciolecie nowego stulecia było świadkiem ogromnej popularności filmów Wojciecha Smarzowskiego i Marka Koterskiego. U Smarzowskiego alkohol – a w szczególności wódka – pełni funkcję filmowego emblematu, który pozwala nam poznać przeszłość bohaterów, czy zrozumieć smutki, które na co dzień opijają. U Koterskiego ta sama substancja przyjmuje wymiar wręcz symboliczny, wprowadzając tematy nierozliczonej przeszłości, wyrządzonych krzywd i przeżytych traum. U Smarzowskiego wódka stanowi motor napędowy fabularnych wydarzeń (o alkoholizmie w "Weselu" lub "Drogówce" napisano już chyba wszystko) i dopiero w ekranizacji "Pod mocnym aniołem" z 2014 roku reżyser postanowił skonfrontować się nie tylko z faktycznym wpływem choroby alkoholowej na człowieka, ale i jej źródłem. To antyefekciarska adaptacja, w której Robert Więckiewicz gra pierwsze skrzypce. Aktor w bardzo realistyczny sposób podchodzi do ukazania człowieka wchodzącego w stan trzeźwienia, będący dla niego swoistą katorgą. Nie ma tu teatralnych monologów (jak u Gajosa), są natomiast niebotyczne ilości wymiocin i wydobywającego się z ust bełkotu. Czyli samo życie dla osób w pełni poddanych nałogowi.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Andrzej Chyra w filmie "Wszyscy jesteśmy Chrystusami", reż. Marek Koterski, 2006, fot. materiały prasowe dystrybutora
Obrazek
wszyscy_jestesmy_chrystusami.jpg
U Koterskiego w szczególności "Wszyscy jesteśmy Chrystusami" staje się rozliczeniem z własnym nałogiem, który swego czasu wpłynęło na całą jego rodzinę. Zwłaszcza na syna Miśka, który sam w filmie wystąpił (!). W pewnym momencie Adasiowi Miauczyńskiemu (alter ego Koterskiego zagrane przez Marka Kondrata i Andrzeja Chyrę) wspomnienia zaczynają mieszać się z rzeczywistością. Miauczyński nie odróżnia już fikcji od snu i zmaga się z tym samym zagubieniem, które stało się udziałem Geoffreya Firmina w pamiętnej powieści "Pod wulkanem" Malcolma Lowry’ego. Tyle że akcja dzieje się w Polsce, a nie w Meksyku. No i nie ma tu romantyzowania picia: są tylko imitacje scen z życia, które zapewne wydarzyły się naprawdę. Film "Wszyscy jesteśmy Chrystusami" świadczy o odwadze Koterskiego, który przełamuje tabu i nie boi się mówić o swojej niechlubnej przeszłości.
Podobnie będzie w ekranizacjach prozy Jakuba Żulczyka, choć w swoich powieściach autor picie alkoholu (szczególnie wódki) ukazuje w dwóch różnych odsłonach. W serialu "Ślepnąc od świateł" dla wielkomiejskich elit, dilerów i przestępców paląca ambrozja staje się nieodłącznym składnikiem załatwiania wszelakich interesów. Piją tam wszyscy: od popularnych dziennikarzy po zwykłych obywateli. W serialu piciu wódki przewodzi złowieszczy gangster Dario (legendarna rola Jana Frycza), który traktuje to jak wyznacznik czyjegoś savoir-vivre ("Tak zapytasz chamie... czy napiją się panowie wódeczki?"). Przy okazji wprowadza też humor sytuacyjny, bo przecież żartowanie z picia alkoholu wprowadza w polskim kinie pewnego rodzaju dynamikę, którą nazwałbym "rytmiką komizmu". Nawet jeśli sceny z udziałem Daria będą w większości intensywne, to część jego kwestii wywoła uśmiech na twarzy widzów i rozluźni atmosferę ("Wódka ma być zimna i gęsta...).
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Kadr z serialu "Ślepnąc od świateł", reżyseria: Krzysztof Skonieczny, 2018, fot. HBO
W produkcji HBO pije się przy każdej okazji lub w celu odreagowania skrajnych emocji związanych z gangsterskim życiem – to także rodzaj alkoholizmu; taki, o którym dziś rzadko się mówi. Natomiast sprawa ma się zupełnie inaczej w kontekście Netfliksowej "Informacji zwrotnej", w której alkoholizm Marcina Kani (Arkadiusz Jakubik) rzutuje nie tylko na niego samego, ale i losy jego bliskich. Tam twórcy (jak i sam Żulczyk) mówią nam wprost: alkohol to zło, które zatruwa nasz umysł i organizm nawet w najmniejszych ilościach. Horrendalny finał pokazuje, że niekontrolowane picie prowadzi do utraty kontroli i wprowadzania do własnego życia niszczycielskiego chaosu.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Kadr z serialu "Informacja zwrotna" wg powieści Jakuba Żulczyka w reżyserii Leszka Dawida, 2023, fot. Netfliks
Obrazek
informacja_zwrotna.jpg
Nowy rozdział, czyli kobieta pijąca
Czasy się zmieniają, a co za tym idzie zmienia się sposób, w jaki filmowcy zgłębiają problem alkoholizmu. Kino alkoholowe kojarzy nam się z męskimi postaciami. A przecież choroba nie wybiera. W historii polskiego filmu kontrapunktem dla roli Gajosa z "Żółtego szalika" jest bohaterka wspomnianego już "Tylko strach" (1993), walcząca z nawykiem dziennikarka telewizyjna Katarzyna Sosnowska (fenomenalna Anna Dymna). "Tylko strach" przytłacza duszną atmosferą i wciąga rolą głównej bohaterki: Dymna pokazuje zagubienie, brak kontroli, niemoc, strach przed opuszczeniem i potrzebę nieustannego picia. Jej Katarzyna to od początku bohaterka stracona; przez cały film mamy wrażenie, że uratować może ją tylko cud. Godot w życiu Sosnowskiej jednak nie nadejdzie.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Anna Dymna w filmie "Tylko strach", reżyseria: Barbara Sass, 1993, fot. AplusC
Obrazek
tylko_strach_12.jpg
To samo w dramacie Kingi Dębskiej "Zabawa, zabawa", w którym otrzymujemy aż trzy bohaterki nadużywające alkoholu (Maria Dębska, Agata Kulesza i Dorota Kolak). Oglądając ten film, możemy zauważyć, że (powoli!) zmienia się sposób, w jaki twórcy i twórczynie decydują się na portretowanie choroby. Dębskiej daleko od symboliki pętli i aury namacalnego tragizmu. Choć reżyserka czasami operuje banałami ("Uzależnionym jest się do końca życia", mówi jedna z postaci), to właśnie te oczywistości działają w tym filmie najlepiej, bo tak naprawdę nie każdy zdaje sobie z nich sprawę. Dębska nie tylko edukuje widzów, ale i propaguje humanizm, starając się nie oceniać swoich bohaterek. Nie znajdziemy tam "wielkich scen", aktorstwa "górnolotnego", grania "pod Oscary". Liczą się niuanse, próba ukazania tego, co przechodzą osoby uzależnione oraz sposobu, w jaki moglibyśmy im pomóc.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Kadr z filmu "Zabawa, zabawa", reżyseria: Kinga Dębska, 2018, fot. Kino Świat
Obrazek
zabawa_zabawa_123.jpg
Czy jest szansa, że model kręcenia filmów o uzależnieniach jednak się zmieni? Na to wygląda. Ostatnia premiera filmu "Drużyna A(A)" Daniela Jaroszka być może otwiera nowy rozdział w kinie alkoholowym. Taki, który ucieka od nihilistycznego sznytu na rzecz otwartej rozmowy o uzależnieniu i walce z nim. Kino alkoholowe to gatunek w Polsce nadal potrzebny. Alkohol kupimy przecież wszędzie: choćby w formie "małpek" na stacjach benzynowych. Filmy ukazujące światełko w alkoholowym tunelu mogą okazać się w tej sytuacji formą wstępnej terapii, odwróceniem równi pochyłej, po której uzależnieni bohaterowie i bohaterki polskiej kinematografii staczali się do tej pory bardzo konsekwentnie.