Ze względu na wyjątkowość języka filmowego, jakim operował, nazywany jest często wizjonerem polskiego kina. Stworzył, na co zwraca uwagę krytyka, kino zadziwiająco jednorodne w swojej poetyce, jakby snuł na różne sposoby wciąż tę samą opowieść. Has właściwie w każdym filmie pracował nad wykreowaniem własnego świata, losy bohaterów, problemy i anegdota miały zawsze znaczenie drugorzędne, ważna była kreacja filmowej rzeczywistości, nagromadzenie dziwnych przedmiotów (krytyka używa często określenia: rupieciarnia), wędrówka po meandrach czasu, rytm narracji, wszystko składające się na plastyczność obrazu i jego kreacyjność.
"Gdyby Wojciech Has został malarzem, byłby zapewne nadrealistą. Odrysowywałby stare przedmioty z całym ich realnym uposażeniem i zderzałby je w nieoczekiwanych układach" - pisał o nim Aleksander Jackiewicz, przypominając, że w młodości reżyser studiował także malarstwo.
Henryk Kluba, wspominając Hasa, użył określenia, że to reżyser, który pracując na planie "postanawiał kadry", każdy traktując jak obraz malarski.
"Moje kino, narracja filmowa ma charakter wizualny - mówił sam Has - jej punktem wyjścia jest zawsze literatura. Operowanie czasem. Skróty czasowe. Skoki w czasie. Jego boczne odnogi i różne warstwy. Domeną malarstwa jest przestrzeń, domeną literatury i filmu - czas. Igraszki z czasem uruchamiają wyobraźnię filmowego odbiorcy (...) podstawowy dla mnie temat kina - to temat wędrówki."