Mimo że największą popularnością cieszyły się w kilkadziesiąt lat temu, rezydencje łódzkich fabrykantów także dziś cieszą się uznaniem filmowców. Dowodem na to są filmy Pawła Pawlikowskiego.
Polski reżyser, który jako młody chłopiec wraz z mamą wyemigrował do Wielkiej Brytanii, by tam po latach rozpocząć karierę filmową, w 2013 roku właśnie w Łodzi nakręcił oscarową Idę. Wracając do ojczyzny, Pawlikowski mierzył się z polską historią, z własnymi wspomnieniami i wyobrażeniami świata, o którym opowiadali mu rodzice. W Łodzi dostrzegł ślady tamtej rzeczywistości i dzięki znalezionym lokacjom odtworzył na ekranie świat lat 60-tych.
W Idzie uwieczniał m.in. kamienicę przy ul. Dowborczyków 13, a w o pięć lat późniejszej Zimnej wojnie – melodramatycznej historii inspirowanej losami rodziców reżysera – ożywiał m.in. wnętrza słynnej Kamienicy Pinkusa. Zaprojektowana przez Dawida Landego na zamówienie przedsiębiorców Mieczysława Pinkusa i Jakuba Lendego kamienica została wzniesiona w latach 1894-1895 przy zbiegu ulic Kościuszki i Zielonej i przez siedem kolejnych dekad dzierżyła miano największej łódzkiej kamienicy.
Klasycystyczny budynek w filmie Pawlikowskiego zagrał efektowne wnętrza francuskich mieszkań. To w niej znajdowało się paryska mansarda Michela, reżysera i przyjaciela Wiktora (Tomasz Kot) i właśnie w niej rozgrywała się scena przyjęcia, na którym Zula (Joanna Kulig) poznawała paryską socjetę. W kamienicy Pinkusa zaaranżowano mieszkanie Juliette, czyli filmowej kochanki Wiktora, a w budynku nakręcono także scenę rozgrywającą się w… pociągowej toalecie, w której Wiktor i Zula planowali ucieczkę na Zachód.
Kilka detali, odpowiednia dekoracja, żarówka tańcząca w rytm jazdy i znajdujemy się w pociągu. Jestem pewien, że ani jeden widz na całym świecie nie zorientował się, że wspomniana scena została zrealizowana w łódzkich wnętrzach. Właśnie na tym polega magia kina – mówił Michał Oleszczyk w swoim przewodniku po oscarowej Łodzi.
I na tym właśnie polega magia rezydencji łódzkich fabrykantów, które w obiektywach kamer raz po raz zmieniają się w tętniące życiem pałace dawnych mieszczan, apartamenty paryskich bon vivantów, stambulskie ambasady i magiczne krainy zamieszkiwane przez politycznie uciskane krasnoludki. Mimo że charakter tych filmowych obiektów jest za każdym razem, jedno pozostaje niezmienne i pewne – bez pereł łódzkiej architektury XIX wieku rodzime kino straciłoby sporo ze swojego uroku.