Karol Wojtyła w pełni zasłużył na miano człowieka teatru. Zanim zaczął pisać dramaty, w latach gimnazjalnych grał m.in. w "Antygonie", "Balladynie", "Kordianie", "Nie-Boskiej komedii", "Ślubach panieńskich", "Sułkowskim", "Zygmuncie Auguście", "Judaszu z Kariothu". Niektóre przedstawienia współreżyserował.
To samo robił w Konfraterni Teatralnej, zwanej później Studiem 39, na rok przed wojną, gdy studiował polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim. W czasie okupacji występował w konspiracyjnym teatrze, prowadzonym przez Mieczysława Kotlarczyka, którego namówił do przenosin z Wadowic. Tak powstał Teatr Rapsodyczny. Bronił go aż do likwidacji przez komunistyczne władze w 1967 roku.
Rozkwit zainteresowania twórczością literacką i teatralną Karola Wojtyły wiązał się, co oczywiste, z wyniesieniem go na najwyższy urząd w Kościele katolickim. Jego wiersze, niemal nazajutrz po wyborze, recytowali aktorzy. Zapamiętałem taki wieczór z udziałem Anny Polony i Jana Nowickiego w krakowskiej Piwnicy pod Baranami.
Nic zatem dziwnego, że w 1988 roku Michael Anderson nakręcił film "Przed sklepem jubilera", w gwiazdorskiej obsadzie. Jubilera zagrał Burt Lancaster, księdza Adama – Daniel Olbrychski, Teresę – Olivia Hussey, Stefana – Ben Cross. Scenariusz Jeffa Andrusa przenosi akcję z tatrzańskich szlaków do Krakowa, po czym do... Montrealu, co sprzyja dynamice i widowiskowości włosko-kanadyjskiego filmu.

J.J. Aleksiun, plakat do sztuki "Przed sklepem jubilera", Teatr Dramatyczny im. J. Szaniawskiego w Wałbrzychu
Karol Wojtyła miał zamierzenia skromniejsze. Tę "Medytację o sakramencie małżeństwa, przechodzącą chwilami w dramat" – jak głosi podtytuł – napisał jako biskup w 1960 roku. Opowiadał w niej o sprzedawcy obrączek, który staje się powiernikiem i rozjemcą trzech małżeństw o poplątanych losach, filozofującym o darze miłości, którego nie wolno roztrwonić. Pierwszą wersję sceniczną "Przed sklepem jubilera" zawdzięczamy Leopoldowi Kielanowskiemu. Premiera odbyła się 11 listopada 1979 roku w Polskim Ośrodku Społeczno-Kulturalnym w Londynie, z udziałem emigracyjnych aktorów. W kraju premierę sztuki dał Andrzej Maria Marczewski, 27 marca 1981 roku w Wałbrzychu. Później wystawił ją jeszcze sześciokrotnie: w Płocku, Poznaniu, Białymstoku, Bydgoszczy, Warszawie i Łodzi.
Dramat reżyserowali także Irena i Tadeusz Byrscy w Gdańsku (Teatr Wybrzeże 1982) oraz Anna Polony w Krakowie (Stary Teatr, 1988). Dziesięciokrotnie inscenizowany okazał się więc najpopularniejszym utworem Karola Wojtyły na polskich scenach.
Pierwszą jego sztuką pokazaną w kraju był "Brat naszego Boga". Na reżysera światowej prapremiery peerelowskie władze – zawiadujące każdym skrawkiem życia swych obywateli, w tym, oczywiście, kulturą – upatrzyły sobie Krystynę Skuszankę, kierującą wraz z mężem, Jerzym Krasowskim, Teatrem im. Juliusza Słowackiego w Krakowie. Tam też pojawili się 13 grudnia 1980 roku dostojnicy Kościoła, z metropolitą Franciszkiem Macharskim na czele. Odczytano list od autora. W głównej roli artysty malarza Adama Chmielowskiego – Brata Alberta – występowali na zmianę Jan Frycz i Jerzy Grałek. Muzykę napisał Krzysztof Penderecki.

F. Starowieyski, plakat do sztuki "Brat naszego Boga", Teatr Dramatyczny im. J. Szaniawskiego w Płocku
Skuszanka nie poradziła sobie z rapsodycznością tekstu. Jej monumentalne przedstawienie okazało się statyczne i manieryczne. Ze względu na osobę autora szło jednak kompletami. Kolejną wersję "Brata..." Skuszanka wystawiła w 1989 roku w Teatrze Narodowym w Warszawie, z Albertem – Krzysztofem Chamcem. Sztukę inscenizowali także: Andrzej Maria Marczewski (Płock, 1982; Bydgoszcz, 1991), Ryszard Krzyszycha (Częstochowa, 1990) i Henryk Rozen (Rzeszów, 2000). Do sześciu premier oficjalnych należałoby doliczyć te z "drugiego obiegu" po ogłoszeniu stanu wojennego. "Brata..." grano np. w reżyserii Hanny Skarżanki w warszawskim Muzeum Archidiecezjalnym. Na podstawie dramatu Krzysztof Zanussi w 1997 roku nakręcił w polsko-włosko-niemieckiej koprodukcji film ze Scottem Wilsonem (Brat Albert) i Wojciechem Pszoniakiem.
Specjalistą w inscenizowaniu dramatów Karola Wojtyły stał się niewątpliwie Andrzej Maria Marczewski, który w sumie wystawiał jego sztuki dwunastokrotnie. Polską premierę "Promieniowania ojcostwa" dał 11 czerwca 1983 roku w warszawskim Teatrze Rozmaitości. Cztery lata później zrealizował wersję dla Teatru TV, po czym następną w Bydgoszczy (1989). "Promieniowanie..." przygotował też Zbigniew W. Solski we Wrocławiu (Teatr Współczesny, 1997).

W. Pluta, plakat do sztuki "Hiob", Teatr Ludowy w Nowej Hucie
"Jeremiasza" trzykrotnie reżyserował Marek Mokrowiecki. Zdążył z premierą przed stanem wojennym: 11 grudnia 1981 roku w Teatrze Polskim w Bielsku/Cieszynie. Kolejne dał w Bydgoszczy (1983) i Płocku (1991).
"Hioba" Karola Wojtyły jako pierwszy wystawił Tadeusz Malak, 26 marca 1983 roku w Nowej Hucie (Teatr Ludowy). Po nim uczynili to: Wojciech Kopciński w Częstochowie (1983) oraz dwukrotnie w 1991 roku Bogdan Ciosek, na scenach w Rzeszowie i Katowicach.
Powodzeniem cieszyło się także sześć przedstawień powstałych na podstawie poezji papieża. Jedno z nich – "Pieśń o blasku wody" według scenariusza Marka Skwarnickiego – reżyserował Andrzej Wajda we Wrocławiu (Teatr Polski, 1997).
Dramaty Karola Wojtyły trafiają także do repertuaru teatrów za granicą. W Kaliszu była pokazywana ukraińska wersja "Hioba" w reżyserii Jarosława Fedoryszyna z Teatru Voskresinnia we Lwowie. Natomiast we Włoszech "Brat..." doczekał się wersji operowej.
Dramaty Karola Wojtyły:
-
"Hiob", 1940
-
"Jeremiasz", 1940
-
"Brat naszego Boga", ok. 1950
-
"Przed sklepem jubilera", 1960
-
"Promieniowanie ojcostwa", 1964
Szósty dramat Karola Wojtyły, z lat wojny, o tematyce starotestamentowej, zaginął.
Danuta Michałowska
Poeta na zawsze
Karola Wojtyłę widziałam w Krakowie przed wojną. Jako poeta występował na estradzie, czytając własne wiersze, albo grał jeden ze znaków zodiaku w "Kawalerze księżycowym", wystawianym przez studentów w czasie Dni Krakowa. Przykuwał uwagę osobowością. Miał piękny, wyrazisty głos, co mu zostało przez długie lata biskupowania i pontyfikatu. Poznałam go w domu państwa Kydryńskich. Od początku widziałam w nim kogoś niezwykłego i wybitnego. Zdecydowaliśmy się wystawić drugi akt dramatu "Uciekła mi przepióreczka" Żeromskiego. Karol Wojtyła reżyserował i grał rolę Smugonia. Ja byłam Smugoniową, a Juliusz Kydryński – Przełęckim. Po miesiącu prób daliśmy pokaz dla naszych rodzin i znajomych. Przez cały rok opiekował się nami Tadeusz Kudliński, prawnik pracujący w banku, którego wielką miłością był teatr. W końcu Karol namówił Mieczysława Kotlarczyka, starszego odeń o 12 lat filologa z Wadowic, by przyjechał do Krakowa. Kotlarczyk przedstawił program artystyczny, w którym chciał przywrócić pamięci największe dzieła naszej literatury. Rozdał nam fragmenty rapsodów "Króla Ducha", które odgrywaliśmy. Tak narodził się teatr wielkiego słowa poetyckiego wielkiej polskiej literatury. Wtedy jeszcze nikt nie mówił, że to Teatr Rapsodyczny, dopóki po wojnie nie przyszło nam go jakoś nazwać. Karol Wojtyła, grając rolę poety-narratora, objawił się w "Królu Duchu" jako najwyższej miary artysta słowa. Ogromne zaangażowanie włożył w "Rapsod V" o królu Bolesławie Śmiałym i zabójstwie biskupa Stanisława. Miał ogromną intuicję i bardzo szeroką wiedzę, którą wykorzystał, grając króla w niezwykle dramatyczny i przekonujący sposób. W scenach z "Wesela" grał Wernyhorę, a w "Wyzwoleniu" – Konrada! To była rola w zakresie jego możliwości, bo miał wspaniałe warunki i ogromną skalę możliwości aktorskich. Przystojny, choć nie był w typie amanta. Grał raczej role bohaterskie, dramatyczne, ale i charakterystyczne. Miał wybitne osiągnięcia w "Hymnach" Kasprowicza, w głównej roli w "Samuelu Zborowskim", jako Ksiądz Robak w "Panu Tadeuszu". W 1942 roku zaczął studia w seminarium duchownym, co sprawiło, że odszedł od teatru, choć poetą pozostał na zawsze.
Autor: Janusz R. Kowalczyk. Tekst został opublikowany w "Rzeczpospolitej" 5 kwietnia 2005.