Nieformalny kolektyw twórczy znany jako grupa Maszin w drugiej dekadzie XXI wieku narobił zamieszania na polskiej scenie komiksowej. I nic dziwnego – przed nimi nie było w tym kraju komiksiarzy w podobnym stopniu zainteresowanych awangardą.
W pierwszej połowie poprzedniej dekady nikt nie wpuścił do polskiego środowiska komiksowego więcej świeżego powietrza niż członkowie grupy Maszin. Choć humor w polskiej opowieści graficznej zawsze miał się dobrze, to chyba nigdy wcześniej nie sięgał rejonów podobnej abstrakcji czy purnonsensu. Prawdopodobnie żadnym wcześniejszym polskim twórcom komiksowym nie zależało też tak bardzo na podejmowaniu formalnych eksperymentów, mających na celu z jednej strony badanie granic medium, a z drugiej wytrącanie czytelników z utartych przyzwyczajeń. Schematy są po to, żeby je przedrzeźniać, bo inaczej jest nudno – zdawali się myśleć członkowie grupy. I konsekwentnie podążali w takim właśnie kierunku.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Ilustracja z komiksu "Maszin - 9 - Maszinga: zwodnicze nowe obrazy", autor: Michał Rzecznik, Mikołaj Tkacz, fot. wydawnictwo Hanami
Obrazek
maszin_ilustracja.jpg
Grupa Maszin zawsze była nieformalna, raczej się do niej nie wstępowało i z niej nie występowało. Jej trzon tworzyli Michał Rzecznik, Daniel Gutowski, Jacek Świdziński, Michał Możejko (publikujący jako Mica), Renata Gąsiorowska, Leszek Wicherek, Bartek Zadykowicz (publikujący jako lobsterandscimp) oraz Holenderka Maria van Driel, którą członkowie Maszina poznali podczas warsztatów komiksowych odbywających się w jej rodzinnym kraju. Granice grupy były jednak rozmyte – na blogu i w kolejnych odsłonach zina gościnnie pojawiali się także twórcy z zewnątrz, na przykład Bolesław Chromry.
Narodziny grupy
Skąd właściwie wziął się Maszin? Wszystko zaczęło się, kiedy w wieku około piętnastu lat Mikołaj Tkacz obejrzał film dokumentalny "Comic Book Confidential", za sprawą którego dowiedział się o działającym w latach 80. w Stanach Zjednoczonych kultowym magazynie komiksowym "Raw", założonym przez Arta Spiegelmana i Françoise Mouly. Twórca słynnego "Mausa" wraz z małżonką starali się skierować amerykański komiks alternatywny w nieco bardziej intelektualną, wysokoartystyczną stronę, co zresztą jak najbardziej się udało. Tkacz zamarzył, że sam mógłby wydawać coś podobnego w Polsce i, nie myśląc zbyt długo, wziął się do roboty. Pierwszy numer redagowanego przez niego, powstającego chałupniczymi metodami zina "Maszin" ukazał się w 2006 roku.
W kolejnych numerach kserowanego magazynu pojawiło się wielu artystów, których Tkacz poznawał w internecie i zapraszał do współpracy. Jednak kiedy około 2011 roku narodził się pomysł stworzenia nieformalnej grupy komiksowej pod tą samą nazwą, wcale nie każda z osób publikujących w zinie została do niej zaproszona. Jak wspominają członkowie Maszina, proces zawiązywania się grupy był bardzo organiczny – w jej skład naturalnie weszło kilkoro twórców, którzy pozostawali ze sobą w kontakcie, mieli podobne poczucie humoru, wzajemnie lubili swoje prace, a przy okazji wykazywali największe przywiązanie do komiksu awangardowego, starającego się przekraczać granice konwencji.
Członkowie grupy Maszin mieszkali w różnych miastach, ale pozostawali w regularnym kontakcie, a przede wszystkim inspirowali się nawzajem. Osią ich działalności był blog maszin.blogspot.com, na którym w latach 2011–2014 opublikowali bardzo dużo krótkich form komiksowych. Im bardziej odjechanych, tym lepiej. Członkowie grupy wydali także kolejne trzy odsłony magazynu, teraz przygotowywanego już o wiele bardziej profesjonalnie i we współpracy z wydawnictwami. Na szczególną uwagę zasługują zwłaszcza dwa ostatnie numery Maszina. Łączony numer 7/8, nazwany przez twórców "Maszin 78", zbierał komiksy nawiązujące do estetyki przełomu lat 70. i 80. Z kolei numer 9, zatytułowany "Maszinga" i wydany przez specjalizujące się w mandze wydawnictwo Hanami, prezentował historie twórczo nawiązujące do tradycji komiksu japońskiego.
Z kolekcji Maszina
Poza przygotowywanymi wspólnymi siłami zinami twórcy związani z grupą wydawali także swoje pełnometrażowe albumy komiksowe. Choć ukazywały się one nakładem różnych oficyn, często były opatrzone znaczkiem "Kolekcja Maszina". W jej skład weszło z czasem kilkanaście tytułów, wydanych m.in. przez Kulturę Gniewu, Centralę czy Widnokrąg. Trudno dopatrzyć się w niej jakichkolwiek cech spójnej serii – wchodziły do niej albumy bardzo różne zarówno pod względem treściowym, jak i formalnym. Łączyło je przede wszystkim to, że były specyficzne, czasami osobliwe i w mniejszym lub większym stopniu eksperymentalne.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Plansza z komiksu "Przygody Nikogo", Mikołaj Tkacz, fot. wydawnictwo Centrala 2013
Obrazek
przygody_nikogo.jpg
Taki jest na przykład album Mikołaja Tkacza pt. "Przygody Nikogo", sytuujący się gdzieś pomiędzy medytacją a zgrywą. Jak można domyślić się po tytule, komiks ten nie ma ani jednego bohatera. Być może najbliżej tej roli jest osoba, która go czyta, bo sposób obrazowania przypomina tu nieco perspektywę pierwszoosobową rodem z gier komputerowych. Zamysł jest taki, że w kolejnych kadrach twórca oprowadza czytelnika po pustym domu, w którym nie ma nic prócz gołych ścian i otworów drzwiowych pozwalających na przechodzenie z pomieszczenia do pomieszczenia. W dodatku ten pozbawiony jakiejkolwiek fabuły album został narysowany bardzo minimalistycznie. W "Przygodach Nikogo" Tkacz konfrontuje nas z pustką, a to, co z tym zrobi czytelnik, zależy już tylko od niego.
"Nieznany geniusz" narysowany przez Agnieszkę Piksę do scenariusza Mikołaja Tkacza jest z kolei komiksem programowo niestarannym i brzydkim (tak jak brzydkie są osoby portretowane przez głównego bohatera – malarza Ernesta Ludwigiera). To album w zasadzie pozbawiony kadrów – czasami kolejne rysunki rozdzielone są tylko poziomymi kreskami umownie dzielącymi stronę na dwie lub trzy części. Rysunki Piksy przypominają sporządzone na szybko i bez poprawiania bazgroły, zdarza się nawet zamazanie omyłkowo użytych przez rysowniczkę słów. A historia? Humorystyczna, nieco surrealistyczna, zapewne też stworzona od ręki.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Okładka i plansza z komiksu "A niech cię, Tesla”, autor: Jacka Świdzińskiego, fot. wydawnictwo Centrala
Obrazek
tesla_okladka_i_plansza_komiks.jpg
Czarny tusz na białej kartce i nic poza tym – pod tym względem "Nieznany geniusz" może przypominać dużo popularniejsze komiksy Jacka Świdzińskiego. W skład "Kolekcji Maszina" wchodzą prawdopodobnie cztery z nich: "A niech cię, Tesla!", "Zdarzenie 1908", "Wielka ucieczka z ogródków działkowych" i "Powstanie – film narodowy" (prawdopodobnie, bo granice kolekcji są tak samo rozmyte jak większość ustaleń dotyczących Maszina). O albumach Świdzińskiego napisano już sporo i są one relatywnie dobrze znane. Twórca posługuje się minimalistyczną, chociaż staranną i przemyślaną kreską. On też uwielbia poszerzać granice swojego medium, ale w odróżnieniu od Tkacza bardziej interesują go eksperymenty możliwe do przeprowadzenia w pojedynczym kadrze czy sekwencji kadrów, nie zaś koncepty, które zajmują cały album. Być może dlatego, że nade wszystko chce opowiadać rozbudowane, pomysłowe i często przepełnione intertekstualnością historie.
Najaktywniejszy członek
Autorem największej liczby komiksów z Kolekcji Maszina jest bez wątpienia Michał Rzecznik. W dodatku na swoim koncie ma on prace zupełnie różne, w tym takie, które w niczym nie przypominają siebie nawzajem. Wśród jego najbardziej eksperymentalnych komiksów trzeba wymienić "Warszawę" i "Generator 1000". Ten pierwszy jest całkowicie pozbawiony rysunków i rozpoczyna się od następujących słów narratora: "Chciałbym rysować komiksy. Ale nie umiem rysować". Życie bohatera w Warszawie i sama Warszawa są tu więc zaledwie opisane, a to, jak wyglądają, odbiorca musi wyobrazić sobie sam. W "Generatorze 1000" Rzecznik stworzył natomiast dziesięć pasków komiksowych składających się z trzech kadrów, ale zrobił to w taki sposób, by po rozcięciu i pomieszaniu dało się z nich stworzyć łącznie tysiąc różnych absurdalnych małych komiksów. Rzecz stanowi więc czytelne nawiązanie do słynnej książki "Sto tysięcy miliardów wierszy" Raymonda Queneau – działającego na podobnej zasadzie generatora sonetów.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Okładka z komiksu “Generator 1000”, autor: Michał Rzecznik, 2013, fot. wydawnictwo Mazoleum
Obrazek
generator_1000_michal_rzecznik.jpg
W duetach z rysownikami Rzecznik stworzył z kolei rzeczy, które nieco bardziej zbliżają się do klasycznych opowieści obrazkowych (ale nigdy za bardzo!).W narysowanym przez Daniela Gutowskiego albumie "Maczużnik" opowiedziana zostaje osadzona w czasach PRL-u historia morderstwa na łonie pewnej rodziny, która może kojarzyć się z dwoma filmami Wojciecha Smarzowskiego – "Weselem" i "Domem złym". Komiks jest przede wszystkim mrocznym thrillerem, ale nietypowym i wysmakowanym. Padają w nim wyłącznie słowa wypowiadane przez bohaterów (i onomatopeje), a cała historia opowiedziana jest obrazami, w dodatku nieoczywistymi. "Maczużnik" to daleka od banału publikacja dla amatorów zabawy kadrem i kolorem, oryginalnych chwytów narracyjnych i gęstego od pomysłów rysunku (weźmy choćby znakomite rozmazane kadry w scenach upojenia alkoholowego).
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Okładka i plansza z komiksu "Maczużnik", autor: Daniel Gutowski (rysunki), Michał Rzecznik (scenariusz)
Obrazek
maczuznik_plansze_komiks_.jpg
Komiksem z przeciwnego bieguna niż "Maczużnik" jest stworzony przez Rzecznika razem z Przemysławem Surmą "88/89". To przeznaczony dla dzieci album, którego zadaniem było opowiedzenie o upadku komunizmu w sposób przyjazny dzieciom w wieku około 9–12 lat. W warstwie rysunkowej nawiązuje on zresztą do PRL-owskich klasyków dziecięcej ilustracji, takich jak Bohdan Butenko czy Jerzy Flisak. Z kolei w duecie z Leszkiem Wicherkiem Rzecznik nawiązał do jeszcze innej tradycji – polskiego komiksu milicyjnego spod znaku "Kapitana Żbika". Pośród dość licznych dzieł, które próbowały oddać hołd kultowej serii o Janie Żbiku, według mnie to właśnie stworzone przez Rzecznika i Wicherka zeszyty "Żona dyplomaty" i "Strzały na Służewcu" są zdecydowanie najciekawsze. Twórcom udało się tak pożenić intertekstualne przymrużenie oka z wyjątkowo sprawnym opowiedzeniem gatunkowej historii, że komiks aż prosi się o porównanie ze słynnym filmem "Fargo" braci Coenów. Wielka szkoda, że nie doczekaliśmy się kolejnych odsłon serii o przygodach porucznika Bogusława Klaudiusza Kota, chociaż to zrozumiałe: ich nakłady były niskie, w przeciwieństwie do nakładu pracy (zwłaszcza rysownika).
Powyższa lista komiksów z Kolekcji Maszina nie jest kompletna. W albumie zatytułowanym "Okładki Kolekcji Maszina", który można znaleźć na prowadzonej przez członków grupy facebookowej stronie "Maszin – magazyn rozrywka", widnieją jeszcze "S/N" Michała Rzecznika i gości, "Rejs" Michała Rzecznika i Przemysława Surmy oraz "Michał i Bartek. Bardzo źli policjanci" i "44 sceny z życia Adama Mickiewicza", które Rzecznik stworzył samodzielnie. W ostatnich latach nowe wpisy na stronie pojawiały się jednak coraz rzadziej – i zazwyczaj można w nich było znaleźć informacje o poczynaniach poszczególnych członków Maszina, nie zaś świadectwa kolektywnej działalności. Jednocześnie grupa nigdy nie została rozwiązana. Czy zatem tak interesujące komiksy jak choćby "Festiwal" Jacka Świdzińskiego i "Sylwetki i cienie" Michała Rzecznika to wciąż Kolekcja Maszina, czy już nie? Trudno powiedzieć. Przy czym udzielenie odpowiedzi na to pytanie nie jest aż tak ważne – ważniejsze, że część członków grupy nadal twórczo działa, na dodatek w sposób, który w pewnym stopniu wypracowali zespołowo. I są to twórcy wciąż wnoszący do polskiego komiksu coś nowego i wartościowego.