Gnijące kamienice i szczurze ścieżki – Warszawa z powieści Twardocha
Gdyby zrobić zdjęcie z kosmosu przedwojennego miasta, widoczne byłyby dwie rywalizujące o przestrzeń plamy: światła otulającego elegancką część Warszawy oraz chmurę cienia wiszącą nad żydowską dzielnicą. W zbliżeniu ten kontrast nieco by się rozmywał, lecz oko widza zatrzymałoby się na kilku charakterystycznych punktach.
Moja ulica murem podzielona
Dzielnica Północna, ze smrodem jej płynących ulicami rynsztoków, z zapachem czulentu w piątek i z jej niewątpliwym brudem była jedyną ojczyzną, jaką miał, i nie umiał tej ojczyzny porzucić
– zauważa narrator powieści "Król" Szczepana Twardocha. Żydowska Warszawa usiana gnijącymi kamienicami z błotnistymi podwórkami jest dla głównego bohatera Jakuba Szapiry "małą Jerozolimą", przestrzenią oswojoną, bliską, punktem odniesienia. Kontrastuje ona z Warszawą eleganckich lokali, oświetlonych ulic i czystych chodników. "To nie było moje miasto, moje miasto od tego oddzielała niewidzialna granica niczym ocean" – mówi narrator. Bohaterowie "Króla" raz po raz przekraczają tę granicę mentalną a zarazem topograficzną, tworząc mapę narracyjną powieści. Ile literacka mapa ma wspólnego z rzeczywistą Warszawą lat 30.?
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Warszawskie getto, 1940, fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe/szukajwarchiwach.gov.pl
Obrazek
warszawskie_getto_nac.jpg
U Twardocha przestrzeń podlega ciągłej selekcji. Jest miejscem wydarzeń – a może nawet je kreuje – fikcyjnych, których inspiracją są jednak realne postaci i kronika wypadków z międzywojnia. Pisarz ubarwia je (choć w tym przypadku raczej brutalizuje), dostosowuje do autorskiej koncepcji dzieła. Brawurowo odwzorowuje obraz stolicy podzielonej, polskiej i żydowskiej, skonfliktowanej i dwujęzycznej, przeciwstawia centrum peryferiom. Wykracza tym samym poza artystyczną wizję, tworząc most między fikcją a rzeczywistością. Jakub Szapiro próbuje zagarnąć kolejne fragmenty terytorium, podporządkować je sobie, co w języku geopoetyki – w uproszczeniu: zajmującej się interakcją literatury z przestrzenią geograficzną – nazywane jest mapowaniem.
O ile jednak w "Królu" Warszawą roku 1937 da się zawładnąć, o tyle w jego powieściowej kontynuacji, czyli "Królestwie", przestrzeń ogranicza bądź niweluje działania bohaterów. Podział na miasto polskie i żydowskie zostaje unieważniony. Niewidzialne przed wojną granice stają się granicami getta, miejsca tętniące do niedawna życiem są martwe. Warszawa daje schronienie, ale trzeba o nią walczyć. Obserwujemy jej upadek analogiczny do schyłku potęgi Szapiry. Narracja "Królestwa" w połowie należy już do Ryfki (drugoplanowej bohaterki "Króla"), która przemierza szczurze zaułki w poszukiwaniu pożywienia. Dynamika pierwszej powieści zostaje stłamszona w drugiej, akcję przeniesiono raczej w rejestry pamięci i retrospekcji. Dzięki szczegółowym fragmentom topografii miasta można zrekonstruować, przynajmniej częściowo, przemianę Warszawy, odtworzyć jej atmosferę oraz potraktować jako pełnoprawną bohaterkę powieści Twardocha. Bohaterkę mroczną i tajemniczą, przyciągającą i odpychającą zarazem, zmienną i nieprzewidywalną. Przyjrzyjmy się jej zakamarkom bliżej.
Świeci neonami prawa strona, lewa strona cała wygaszona
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Fasada domu Pod Gigantami, Aleje Ujazdowskie 36, Warszawa, 1930, fot. Grażyna Godziejewska/Narodowe Archiwum Cyfrowe/szukajwarchiwach.gov.pl
Obrazek
fasada_domu_pod_gigantami_nac.jpg
Warszawa z 1937 roku nabiera wyraźnych kształtów już podczas migawkowych opisów trasy, jaką przemierzają bohaterowie "Króla". Jeśli kiedyś "Dymsza jeździł po Ujazdowskich swoją lancią fariną, prezydent Mościcki swoim cadillakiem 370 woził po Ujazdowskich rumuńskiego króla", to "trzy kilometry dalej slumsy polskich i żydowskich dzielnic nędzy wydawały z siebie potomstwo". Czytamy, że czerwony chrysler jednej z kluczowych postaci w powieści "parkował pod gnijącymi kamienicami Muranowa, pod czynszówkami Woli, w których zmurszałe, drewniane stropy zapadały się pod ciężarem mieszkańców", a "w chromowanych zderzakach odbijały się błotniste kałuże".
Tych kontrastów w dyptyku powieściowym Twardocha jest znacznie więcej. Kilka miejsc zasługuje na uważniejszą lekturę uzupełnioną faktami historycznymi.
Kino Miejskie
Nieopodal miejsca, gdzie za kilka lat Warszawę przetnie mur getta, rozgrywa się pierwsza scena "Króla". W Kinie Miejskim na rogu Długiej 25 i Hipotecznej 8 trwa walka bokserska o drużynowe mistrzostwo stolicy między Legią a Makabi. W powieści Twardocha to coś więcej niż sportowa rywalizacja – to symboliczne starcie, demonstracja siły Polaków i Żydów dzielących miasto:
Dookoła ringu zgromadziły się dwie Warszawy mówiące dwoma językami, żyjące w osobnych światach, czytające inne gazety i darzące się nawzajem w najlepszym razie obojętnością, w najgorszym – nienawiścią, a zwykle po prostu pełną dystansu niechęcią, jakby mieszkały nie ulica w ulicę, tylko rozdzielone oceanem […].
Wzniesiony w 1900 roku budynek projektu Feliksa Stępińskiego pierwotnie był siedzibą warszawskiej operetki – Teatru Nowości. W sali mieszczącej 1300 widzów debiutowała legenda polskiej sceny operetkowej i ulubienica Warszawy Lucyna Messal. Gdy w 1921 roku rozwiązano ówczesny zespół teatralny, gmach przebudowano na siedzibę Teatru im. Wojciecha Bogusławskiego. Pięć lat później widownię przekształcono na salę kinową. Kino Miejskie zostało zniszczone podczas powstania warszawskiego, a ocalałe mury rozebrano w 1961 roku.
Nalewki
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Ulica Nalewki w Warszawie, 1939, fot. Tadeusz Łuniewski/Narodowe Archiwum Cyfrowe/szukajwarchiwach.gov.pl
Obrazek
_nalewki_w_warszawie_nac_.jpg
Jedna z najważniejszych ulic międzywojennej Warszawy, serce dzielnicy żydowskiej. Nazwa pochodziła od rzeki Bełczącej nazywanej Nalewką przez zaopatrujących się w wodę mieszkańców. Na zdjęciach ulicy z okresu międzywojennego widać nędzę i przepych, ulicznych sprzedawców i bezrobotnych, ortodoksyjnych Żydów, długobrodych starców i uczniów spieszących się na zajęcia zapewne do pobliskiego gimnazjum Kryńskiego.
U zbiegu Długiej i Nalewek znajdował się Pasaż Simonsa – kompleks handlowy, w którym siedzibę miał także klub sportowy Makabi. W powieści Twardocha kluczowe są dwa adresy: Nalewki 26/6 to dom Bernsztajnów, a na Nalewkach 40 Szapiro "był u siebie, w małej Jerozolimie". W jednej z ostatnich scen "Króla" bohaterowie patrzą na płonącą dzielnicę. Po wojnie zmieniono nazwę ulicy na Bohaterów Getta. Z dawnych Nalewek zachowało się trochę bruku i tory tramwajowe prowadzące donikąd.
Paszteciarnia Sobenskiego
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Poszerzanie al. Gen. Karola Świerczewskiego w Warszawie (w centrum kadru widoczny Dom Dysydentów), 1961, fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe/szukajwarchiwach.gov.p
Obrazek
gen._karola_swierczewskiego_w_warszawie_nac_.jpg
[…] Kum Kaplica od siódmej rano jak każdego dnia siedział przy swoim stoliku w małej paszteciarni Sobenskiego przy ulicy Leszno 22, obok parafii ewangelickiej
– czytamy w "Królu". Gorące, koszerne paszteciki i kawa czekały na szefa gangu, który spotykał się ze swoimi współpracownikami w lokalu należącym do "Żyda mocno zasymilowanego, niebywającego w bożnicy wcale". Postać Kaplicy była wzorowana na przedwojennym gangsterze – Łukaszu Siemiątkowskim znanym jako Tata Tasiemka. Podobnie pierwowzorem Radziwiłka był doktor Łokietek. A Sobenski?
Warszawski przewodnik Rafał Dąbrowiecki znalazł w przedwojennym rejestrze handlowym trzy firmy działające pod tym adresem: "Rokitniankę" Wacława Skupieńskiego, geszefty Bernarda Eksztejna i Wiktorii H. Pumpiański. Na zdjęciu wykonanym w 1940 roku widać natomiast szyld paszteciarni, tyle że nie Sobenskiego, a Chmielewskiego. Kamienica ta dziś już nie istnieje, ale można zajrzeć do sąsiadującej z nią parafii, o której wspomina Twardoch. Budynek tak zwanego Domu Dysydentów został w latach 50. rozebrany i odbudowany ok. 20 metrów na północ względem pierwotnej lokalizacji w związku z poszerzeniem dawnej ulicy Leszno po wojnie. Aktualny adres parafii to al. Solidarności 76a.
Słynna "trzynastka"
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Skrzyżowanie ulic Tłomackie, Leszno i Przejazd, 1934, fot. Adam Jankowski/Narodowe Archiwum Cyfrowe/szukajwarchiwach.gov.pl
Obrazek
magda_molek_nac.jpg
"Sława »trzynastki« przekroczyła granice kraju" – wspominał żydowski pisarz Zusman Segadłowicz i dodawał, że Tłomackie 13 stało się powszechnie znanym adresem, na który "jedni słali listy pełne błogosławieństw, a inni – pełne złorzeczeń". Tu mieściła się siedziba powstałego w 1916 roku Związku Literatów i Dziennikarzy Żydowskich nazywana "Budą". Wedle relacji Segadłowicza w przestronnym lokalu organizowano imprezy artystyczne, wygłaszano prelekcje, dyskutowano o książkach i sprawach społecznych. Na odczyty przyjeżdżali zagraniczni goście, a w związkowej kawiarni można było spotkać żydowskich malarzy i ludzi teatru.
O tym ważnym obiekcie na kulturalnej mapie żydowskiej Warszawy wspomina też bohater powieści. Przyjeżdża na Tłomackie 13 do mieszczącego się na parterze kamienicy Metropolu, który "był barem niedużym, prowadził go Wolf Handszer i miejsce oficjalnie nazywało się teraz Nowym Metropolem, bo stary, należący do Bundu, zbankrutował w 1933 roku". Potwierdza to ówczesna prasa. Kilka miesięcy wcześniej "Nowiny Codzienne" donosiły o opieczętowaniu baru przez komisję sanitarną po tym, gdy pod ladą znaleziono kilka par starego obuwia, a w pomieszczeniu, gdzie przygotowywano zakąski, "stwierdzono rozwiniętą hodowlę karaluchów wszelkich gatunków, rasy i kalibru". Budynek został zniszczony w czasie wojny.
Wielka Synagoga
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Wielka Synagoga na placu Tłomackie, fot. Żydowski Instytut Historyczny
Obrazek
synagoga-wielka-warszawa.jpg
Nie istnieje również Wielka Synagoga przy placu Tłomackie 7 opisana w "Królu":
We wtorek wieczorem żydowskie ulice Warszawy wyludniły się zupełnie, autobusy i tramwaje kursowały puste, wszyscy pobożni Żydzi poszli do synagogi na Kol Nidrej […]. Po prawicy i lewicy kantora stawali mężczyźni ze zwojami Tory, a kantor śpiewał po aramejsku o przysięgach, które składać będziemy przez cały rok między tym Jom Kipur a następnym.
16 maja 1943 roku świątynia została wysadzona przez Niemców, co było ostatnim aktem likwidacji dzielnicy żydowskiej. Dziś w tym miejscu wznosi się Błękitny Wieżowiec, którego trzy piętra wynajmuje Gmina Wyznaniowa Żydowska w Warszawie.
"Simon i Stecki"
Adria, Bagatela, Cristal, Oaza, Szwajcarska, Ziemiańska… Te i inne lokale to osobny, barwny rozdział w historii międzywojennej Warszawy. W powieści Twardocha nie mogło i tego wątku zabraknąć. Kaplica i jego ludzie na co dzień zaglądali do paszteciarni Sobenskiego, jednak pierwszomajowe święto wymagało bardziej ekskluzywnej oprawy.
Obiadowali więc zwykle albo w Bristolu, albo u Simona i Steckiego, jedli najdroższe homary, langusty i ostrygi, rozkazując kelnerom demonstrować eleganckie sposoby spożywania tychże i żartując, że oto klasa robotnicza ustami swych przedstawicieli zażywa najwykwintniejszych luksusów.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Skład Win Simon i Stecki Warszawa, Krakowskie Przedmieście 38, 1937, fot. Biblioteka Narodowa Polona
Obrazek
simon_i_stecki_warszawa_polona.jpg
Adres restauracji Simona i Steckiego znali wszyscy warszawianie i przyjezdni, a przed wizytą w tym modnym miejscu powstrzymywały jedynie wysokie ceny. Na Krakowskim Przedmieściu 38 świeżych ostryg i wykwintnych win próbowali m.in. Nałkowska, Kuncewiczowa, Rudnicki, a także Franc Fiszer – legendarna postać środowiska filozoficznego i kabaretu. Nic dziwnego, że w "Królu" właśnie tutaj zapadały nieoficjalne decyzje na szczeblu ministerialnym. Działająca od 1825 roku winiarnia, a potem restauracja zakończyła swój żywot podczas wojny.
W "Królestwie" następuje zmiana scenerii. Wojenną, przedzieloną murami getta Warszawę urozmaicają dansingi Casanovy, nocne bary Arizona i Colombina, założona na placu po zbombardowanej kamienicy Bajka, a także szemrana kawiarnia na Nowiniarskiej, "gdzie był telefon, przez który załatwiało się różne interesy z aryjską stroną" czy wreszcie Café Hirschfeld na rogu Siennej i Sosnowej, w której to Dawid, drugi z narratorów powieści, za część zarobku ze szmuglu kupuje talerz krupniku.
Kercelak
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Handel na pl. Kercelego (Kercelaku) w Warszawie,1927, fot. Adam Jankowski/Narodowe Archiwum Cyfrowe/szukajwarchiwach.gov.pl
Obrazek
_handel_na_pl._kercelego_nac.jpg
"Miasteczko, które żyło własnym życiem" – mówiono o Kercelaku, czyli słynnym targowisku przedwojennej Warszawy. Na mapie kształtem przypominał odwróconą literę "P" i rozciągał się wzdłuż ulicy Okopowej (od skrzyżowania z Wolską i Chłodną) po Leszno. Na placu stanowiącym labirynt drewnianych bud rozdzielonych wąskimi uliczkami można było kupić wszystko: od flaków z pulpetami po własny rower skradziony przed południem. W "Królu" Twardoch rysuje następujący krajobraz:
Witał się każdy, sprzedająca kartofle i buraki baba i aspirujący sklepikarz, właściciel stoiska z garniturami za dwadzieścia złotych [uszyty na miarę garnitur od Zaremby kosztował ok. 180 złotych – przyp.red.], handlujący starzyzną Żyd i biedak, mający wszystkiego na sprzedaż trzy pary damskich pończoch, prawie nie używanych, które powiesił sobie na przedramieniu i którymi potrząsał, jakby wierząc, że w ten sposób ściągnie kogoś chętnego wydać złotówkę […].
Kwitnący handel musiał przyciągać złodziei i poborców haraczu. Podobnie jak kupiec potrząsający pończochami, tak całym warszawskim targowiskiem trząsł gang Taty Tasiemki. Autor "Króla" świetnie odmalował ówczesny proceder, czyniąc Kercelak centrum literackiego półświatka. W czasie wojny na placu można było kupić podrobione kenkarty. Stąd szmuglowano żywność do pobliskiego getta. Choć dziś miejsce jest już martwe, to jego legenda wciąż żyje – chociażby podczas cyklicznego jarmarku na Woli, gdy powstaje mini Kercelak.
Hala Mirowska
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Stragany przed Halą Mirowską przy pl. Żelaznej Bramy w Warszawie, 1935, fot. Adam Jankowski/Narodowe Archiwum Cyfrowe/szukajwarchiwach.gov.pl
Obrazek
stragany_przed_hala_mirowskia_nac_.jpg
Narrator "Królestwa" relacjonuje, że "długim jęzorem aryjskiej Warszawy wrzynały się w getto" okolice ulicy Chłodnej, Hali Mirowskiej i placu Żelaznej Bramy. To właśnie w Hali Mirowskiej (zachodniej), która przed wojną wraz z bliźniaczą halą wschodnią (po wojnie przekształconą w zajezdnię autobusów, a później na halę sportową Gwardii) stanowiły największy obiekt handlowy w mieście, sztuki szmuglowania uczył się Dawid, syn Szapiry. Targowisko wokół hal było niczym osobny organizm. Dobrze zaplanowany układ straganów tworzył wąskie uliczki wypełnione wrzawą polskich i żydowskich kupców. Wśród handlarek jarzynami panowała hierarchia: na samym szczycie znajdowały się kobiety sprzedające wewnątrz hal, zaś najniższy szczebel zajmowały uliczne przekupki trzymające towary w wiklinowych koszach. W czasie okupacji plac znalazł się tuż przy granicy getta. Hale spłonęły w powstaniu warszawskim i mimo początkowego planu wyburzenia pozostałych murów, odbudowano je. Handel do Hali Mirowskiej powrócił w latach 90.
Pracownia krawiecka "Zaremba"
Swoją pierwszą wizytę w słynnej pracowni krawieckiej "Zaremba" Mojsze Bernsztajn opisuje tak:
Poranek był sierpniowy i warszawski. Na Nalewkach pachniał czulent, gdzie indziej pachniały wonne rezedy. Pracownia krawiecka Tadeusza Zaremby mieściła się na Koszykowej 52, w jednej z pięknych kamienic tej szykownej ulicy pachnącej właśnie rezedami.
Dla bohatera "Króla" przymiarka i kupno garnituru jest rodzajem inicjacji, dziką kartą do nieznanego świata luksusu. "Byłem kimś innym, pierwszy raz tak ubrany, w garniturze, […] niczym puryc […]". Słowo "puryc" to dawne określenie człowieka bogatego i wpływowego. Stylizacja językowa u Twardocha dodatkowo podnosi wrażenie autentyczności powieści i pozwala czytelnikowi głębiej wniknąć w realia międzywojennego miasta.
Warszawska pracownia krawiecka "Zaremba" to firma rodzinna, a jej historia sięga 1894 roku. Najpierw w budynku Teatru Wielkiego, następnie przy Hożej (od 1922 roku), Wspólnej (od 1927) i Koszykowej (od 1933) ubierała się arystokracja, dyplomaci i artyści. Podobno tylko jednemu klientowi odmówiono – Kiepurze, który chciał mieć garnitur "na jutro". W powstaniu warszawskim pracownia spłonęła, ale Tadeusz Zaremba otworzył nową w Alejach Jerozolimskich. Od 1956 roku firma działa przy Nowogrodzkiej 15 i do dziś cieszy się niesłabnącą renomą.
Dom publiczny Ryfki
Jeśli członkowie warszawskiego gangu znikali na kilka godzin, to najpewniej można było ich zastać na trzecim piętrze kamienicy u zbiegu Piusa XI (dziś ulica Piękna) i Koszykowej wśród "półnagich dziewcząt w przezroczystych halkach, tiulowych pelerynkach". Prowadząca dom publiczny Ryfka Kij – o której Stanisław Grzesiuk śpiewał piosenkę "Rum Helka" – już w "Królu" daje się poznać jako silna kobieta (co oddaje charyzmatyczna Boczarska wcielająca się w tę postać w serialowej adaptacji powieści). Zaś w "Królestwie" to jej opowieść prowadzi czytelnika przez "szczurze ścieżki" ruin Warszawy. Tak Ryfka opisuje swoją zburzoną kamienicę:
Wieżyczka ze lśniącą kopułką, balkony, dach, wszystko zniszczone. Nic nie ma. W dzień przez okno widać resztki tapety, którą sama pomagałam kleić w moim pokoju, ale w nocy nie widać nic.
Politechnika Warszawska
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Politechnika Warszawska, 1925, fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe/szukajwarchiwach.gov.pl
Obrazek
politechnika_warszawska_nac.jpg
Ukrywamy się teraz na najwyższym piętrze Wydziału Elektrycznego […] kilkaset metrów od miejsca, w którym stała kamienica, piękna kamienica na rogu Piusa i Koszykowej […]. Są mury, ale mury nigdy nie były ważne, tylko treść, która je wypełniała
– ujawnia Ryfka, która wraz z Jakubem Szapiro przedostała się z getta na aryjską stronę. W pierwszej powieści czytamy o getcie ławkowym, czyli wydzieleniu w salach wykładowych miejsc dla studentów pochodzenia żydowskiego. W drugim tomie widzimy, do czego prowadzi dyskryminacja czy obojętność. Tytułowe królestwo upadło, wygodne lokum wojna zamieniła w górę gruzu.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Skrzyżowanie ulic Świętojerskiej i Nalewki w dawnym sercu dzielnicy żydowskiej w Warszawie, zniszczone przez Nazistów w 1943, fot. Henry N. Cobb, 1947, źródło: materiały prasowe DSH
Obrazek
Henry N. Cobb, The crossing of Świętojerska and Nalewki Street (Jewish district), Warsaw, 1947, photo: press materials DSH
Zniszczenia nie ominęły też Politechniki Warszawskiej. Powstała w I połowie XIX wieku uczelnia w czasie niemieckiej okupacji działała pod szyldem Państwowej Wyższej Szkoły Technicznej. Najbardziej ucierpiała w powstaniu warszawskim. Po wojnie zrujnowany kraj potrzebował wykwalifikowanych inżynierów i fachowców, więc szybko odbudowano politechnikę, by na nowo móc wypełnić mury treścią.
Źródła: Paweł Otręba, "Mały Izrael. Obraz Warszawy w »Królu« Szczepana Twardocha" [w:] "Media i społeczeństwo", nr 11/2019; kurier-warszawski.pl; warszawaetnograficzna.pl, butempowawie.pl, warszawa1939.pl