O dwunastej Konwicki jadał obiady w Czytelniku: naleśniki, placki z ziemniaków albo z cukinii, kotlety z kaszy gryczanej albo kartoflane w sosie grzybowym. Tak jednak było już w nowym tysiącleciu. Wcześniej zjawiał się w kawiarni punkt jedenasta.
Miejsce to nie powstałoby, gdyby nie Maria Iwaszkiewicz, córka innego cenionego pisarza, zresztą ta sama, która podarowała Konwickim kota Iwana. Autor Kalendarza i klepsydry natrafił na nie dzięki pracy – tygodnik „Odrodzenie” przeniesiony w 1947 roku z Krakowa do Warszawy należał do Spółdzielni Wydawniczej „Czytelnik”. Miał nawet swój specjalny stolik, który dzielił między innymi z Gustawem Holoubkiem, najpierw bliżej lady z książkami, później panowie przynieśli się w głąb sali po lewej stronie ostatniej kolumny. Na blacie leżała etykieta z napisem „Zarezerwowane”.
Maria Iwaszkiewicz wspominała, że „Tadzio nie bardzo rozmawiał, tylko siedział”. A siedział „w pozycji tej postaci z obrazu Malczewskiego Wigilia na Syberii: siedzi i zasłania się talerzem. Miał poczucie humoru, umiał powiedzieć dowcip, ale poza tym był cichy, spokojny”.
Sam Konwicki określał słynny stolik jako „skromny stolik narkomanów, ludzi, którzy usiłują uciec od tego, czym żyją zawodowo”. Mówił też, że był on nawet odrobinę trwalszym punktem Warszawy niż Pałac Kultury.
Filmowcy, sportowcy, literaci, artyści – każdy chciał choć na chwilę przysiąść się i pobyć w towarzystwie pisarza. Goście musieli jednak spełnić jeden warunek: zakaz opowiadania filmów i snów. „Ja to wymogłem, bo to nudne. Jestem uwrażliwiony, mam wręcz alergię na nudę. Ze względu na stan zdrowia nie mogę przebywać z nudziarzami” – przekonywał w Pamiętam, że było gorąco, rozmowie rzece z Katarzyną Bielas i Jackiem Szczerbą.
Nawet gdy Konwicki zawodowo oddalił się z Wiejskiej 12, to pozostał wierny czytelnikowskiemu menu. Przez lata kształtowało się ono mniej więcej tak:
Kawka z Tyrmandem
Rozmówki damsko-męskie w oparach francuskich Galouises’ów z Ireną Szymańską
Plotki ze świata od Miry Michałowskiej
Nauka pisania wierszy z Julianem Przybosiem
Opowieść o podbojach miłosnych Jana Himilsbacha
Specjalność dnia: anegdota a’la Holoubek...
Na deser chodził do Bliklego przy Nowym Świecie. Przeniósł się tam po głośnym tekście Jacka Żakowskiego w „Gazecie Wyborczej”, w którym dziennikarz opisał stolik w Czytelniku jako sztab główny walki o suwerenną Polskę. Konwicki, podobnie jak Holoubek, był tym faktem zawstydzony (w Kalendarzu i klepsydrze pisał, że jest z pokolenia wstydliwych), więc przyjaciele zmienili miejsce spotkań. Kotlety z kaszy zastąpiły przypominające pisarzowi dzieciństwo bliny gryczane ze śmietaną i wędzonym łososiem. Godzina pozostała niezmienna: jedenasta.
Hipster ze Śródmieścia