Najsłynniejsza powieść Tadeusza Konwickiego, bestseller drugiego obiegu. Opowiada o literacie, który otrzymuje propozycję, by na znak protestu spalił się pod Pałacem Kultury i Nauki.
Powieść Tadeusza Konwickiego ukazała się w kwietniu 1979 roku jako 10. numer drugoobiegowego czasopisma „Zapis”. Koniec lat 70. był czasem rozkwitu niezależnego obiegu, a Mała apokalipsa, którą autor pisał od razu z myślą o wydaniu podziemnym, bez ingerencji cenzorskich, stała się istnym bestsellerem. Do 1988 roku ukazało się 15 wydań powieści, a w latach 80. i 90. została przetłumaczona na języki angielski, czeski (1981, wydanie podziemne), francuski, niemiecki, duński, perski, fiński, grecki, hiszpański, holenderski, norweski, serbsko-chorwacki, szwedzki, węgierski, włoski. Tłumaczenie francuskie było podstawą adaptacji filmowej powieści w reżyserii Costy-Gavrasa La petite apocalypse z 1993 roku, powstałej we francusko-polsko-włoskiej koprodukcji.
Styl wyświetlania galerii
Wyświetl slajder (domyślny)
Mała apokalipsa wpisuje się w cykl polityczno-paszkwilancki Konwickiego, do którego pisarz zaliczał także Kompleks polski (1977) i Rzekę podziemną (1984). W rozmowie ze Stanisławem Beresiem autor tłumaczył:
Text
Książki te stanowią dokument mojego wtargnięcia w politykę, w nastroje i to wszystko, czego nie mogłem już wytrzymać. A zarazem świadczą o moim nagłym upolitycznieniu, przy równoczesnej chęci nieupolitycznienia. [...] interwencja we współczesność była konieczna, by nie powiedziano, że byłem świadkiem, a milczałem; że ojczyznę wkładali do grobu, a ja nie zabrałem głosu.
Autor cytatu
Bereś, S. (1986). Pół wieku czyśćca. Rozmowy z Tadeuszem Konwickim. Warszawa: Aneks
Za powieść Konwicki otrzymał Nagrodę im. Mieczysława Grydzewskiego (za najlepszą książkę pisarza polskiego wydaną na emigracji, 1979), nagrodę londyńskich „Wiadomości” (1981) oraz włoską Premio Letterario Internationale „Mondello” (1981).
„Oto nadchodzi koniec świata”
Głównym bohaterem Małej apokalipsy i zarazem narratorem powieści jest nieznany nam z imienia i nazwiska literat. W powieści określony jest jako „szeregowy przechodzień”, „każdy”, „doskonały anonim Homo sapiens”, zaś w odbiorze czytelników jest on literackim odbiciem autora. Pewnego dnia odwiedzają go znajomi opozycjoniści, Hubert i Rysio, z propozycją, by tego dnia o ósmej wieczorem spalił się przed gmachem Komitetu Centralnego Partii na znak protestu politycznego (później miejsce zostaje zmienione na plac przed Salą Kongresową Pałacu Kultury i Nauki). Śmierć literata znanego zarówno w kraju, jak i „gdzieniegdzie” na Zachodzie, ma wstrząsnąć ludźmi przy jednocześnie... niewygórowanej cenie – bo, jak mówią Hubert i Rysio, rozwiewając wątpliwości, śmierć filmowca czy kompozytora przyniosłaby zbyt wiele strat, a mało korzyści.
Jest to oczywiście propozycja nie do odrzucenia. Gdy działacze opozycyjni odchodzą, literat opuszcza dom i rozpoczyna wędrówkę ulicami Warszawy, szykując się na wieczorne wydarzenie. W ciągu dnia spotyka ludzi prezentujących różne światopoglądy. Towarzyszą mu pies Pikuś oraz Tadzio Skórko, młody chłopak z prowincji, aspirujący pisarz z podziwem wpatrzony w głównego bohatera, recytujący kawałki jego prozy, który ostatecznie okazuje się nie takim młodym (około 40-letnim) agentem tajnych służb. Wreszcie bohater-narrator przychodzi pod Pałac Kultury i Nauki, a powieść kończy się w momencie, gdy zmierza ku platformie, gdzie ma dokonać samospalenia.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Kadr z filmu „Mała apokalipsa”, reżyseria: Costa-Gavras, 1993, fot. Centre National de la Cinématographie (CNC)
Obrazek
mala_apokalipsa_kadr_1993.jpg
Akcja powieści rozgrywa się w ciągu jednego dnia, od wczesnych godzin porannych do wieczora, w śródmieściu Warszawy. O czasie akcji wiemy jedynie, że jest to okres Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Nie sposób jednak określić choćby pory roku – pogoda wciąż się zmienia, raz na niebie widnieją jesienne chmury, innym razem grzeje letnie słońce, to nagle pada śnieg. Przemieszanie warunków atmosferycznych współtworzy atmosferę chaosu i nie umyka uwadze bohaterów, co potwierdzają słowa Haliny: „rozmydlili nawet pory roku”. Sam Konwicki mówił:
Text
[Aura] w „Małej apokalipsie” jest zdeptana totalnie. To jest jedna pora roku na wszystko. Krótko mówiąc, mamy tu obraz świata zgnojonego, zniszczonego, w którym odebrano nam nawet pory roku. [...] Wszystko jest nieważne, skłamane, zniszczone – rzeki, lasy, pogoda, kalendarz, godność ludzka.
Autor cytatu
Bereś, S. (1986). Pół wieku czyśćca. Rozmowy z Tadeuszem Konwickim. Warszawa: Aneks
Podobnie rzecz ma się z datą, dzienną i roczną, którą próbuje poznać główny bohater – w powieści kilkukrotnie padają różne odpowiedzi, czy to z ust milicjantów, czy zauważone przez bohatera na kalendarzach ściennych (22 lipca, 1979 rok, 1980...), jednak żadnej nie można wierzyć. Jak stwierdza starzec z egzemplarzem „Trybuny Ludu”, „od dawna daty w gazetach jakieś takie rozgniecione”. Zdaje się, że nikt z wyjątkiem głównego bohatera nie zaprząta sobie głowy kwestią kalendarza, zaś odpowiedź zna jedynie Służba Bezpieczeństwa, która ściśle jej strzeże.
Powiązanie czy nawet utożsamienie upływu czasu z propagandowymi obchodami naświetla Roman Bobryk w artykule Telewizor w „Małej apokalipsie” Tadeusza Konwickiego („Nowy Napis”, 02.07.2020 r.). Zwraca uwagę na to, że w powieści tego jednego dnia kolejne grupy społeczne obchodzą różne rocznice, a to znów zdradza nam sprzeczne daty: „wataha wyrostków” na manifestacji niesie transparenty obwieszczające trzydziestopięciolecie PRL, co by sugerowało 1979 rok, przemysł mięsny obchodzi pięćdziesięciolecie PRL, czyli 1994 rok, za to świętujące sześćdziesięciolecie PRL ogrodnictwo miejskie wkroczyło już w nowy wiek, bo obchody te wypadałyby w 2004 roku. Istotne, że w oficjalnych przekazach obchodzona jest z kolei czterdziesta rocznica ustroju, która przypadała na 1984 rok – ta jedyna niepodana wprost data jest wyraźnym nawiązaniem do powieści George’a Orwella Rok 1984, słynnego dzieła o państwie totalitarnym.
Warszawa
Opis wydarzeń pozwala dokładnie odwzorować wędrówkę bohatera na mapie Warszawy. Mieszkanie literata mieści się przy ulicy Nowy Świat (doskonale znanej i bliskiej Konwickiemu, który w rzeczywistości mieszkał w budynku sąsiadującym od tyłu z tą właśnie ulicą). Po odwiedzinach przyjaciół opozycjonistów wychodzi z domu i udaje się, zgodnie z poleceniem, na ulicę Wiślaną 63. Po drodze wstępuje do baru mlecznego „Familijny” przy Nowym Świecie, następnie wsiada do autobusu 155, a gdy ten psuje się po zjeździe Tamką na Powiśle, pokonuje dalszą część drogi na piechotę, aby w końcu odnaleźć kamienicę, w której miał się stawić na spotkanie z Haliną i Nadieżdą, dziewczynami „od techniki”, które mają mu pomóc w przygotowaniach do wieczora.
Dalej w swojej wędrówce udaje się do kina „Wołga” (w rzeczywistości „Skarpa”), gdzie zasłabł jego przyjaciel Hubert, później do restauracji „Paradyz” (czyli warszawskiego Cafe Paradis) przy Nowym Świecie 3, połączonej w powieści podziemnym przejściem z położonym nieopodal Domem Partii. Z restauracji bohater idzie na Plac Trzech Krzyży, później jedzie tramwajem w okolice Dworca Centralnego (motorniczy obiecał dojazd do placu Narutowicza, ale zabrakło prądu), odwiedza Huberta w szpitalu przy ulicy Oczki. Następnie idzie w stronę Alei Jerozolimskich, gdzie zwieńczeniem jego wędrówki jest Pałac Kultury i Nauki.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Tadeusz Konwicki, lata 80., Warszawa, fot. Chris Niedenthal / Forum
Obrazek
tadeusz_konwicki_portret_forum_3.jpg
Budynek ten jest nie tylko elementem scenerii, lecz odgrywa w powieści istotną rolę. Z jednej strony widoczna właściwie z każdego miejsca, górująca nad miastem budowla „budziła strach, nienawiść, magiczną zgrozę”, była „zżartym przez grzyb i pleśń starym szaletem zapomnianym na środkowoeuropejskim rozdrożu”, z drugiej była „ofiarnym ołtarzem”, „ikonostasem”. Konwicki w rozmowie z Beresiem tłumaczył, że Pałac Kultury i Nauki jest „symbolem podbicia i zniewolenia”:
Text
To jest obca świątynia, która zbudowana została po to, by nas straszyła i przypominała nieustannie o naszym zniewoleniu. I ona spełnia tę funkcję, mimo iż ludzie twierdzą, że się do niej przyzwyczaili.
Autor cytatu
Bereś, S. (1986). Pół wieku czyśćca. Rozmowy z Tadeuszem Konwickim. Warszawa: Aneks
Warszawa w powieści zostaje przedstawiona w stanie agonalnym: pękają rury, odcinany jest gaz, zawala się jeden z najważniejszych w mieście mostów (Most Poniatowskiego), brakuje prądu, przez co nie jeżdżą tramwaje, z Pałacu Kultury i Nauki odpada tynk. Można w tym z jednej strony odnaleźć elementy groteski (szczególnie czytając tę powieść dziś), z drugiej – widzieć w tym obrazie znamiona powolnego rozkładu i upadku struktur władzy, które wkrótce po wydaniu powieści Konwickiego bezpowrotnie straciły resztki społecznego zaufania.
Zwłaszcza że w miejskim krajobrazie uwidacznia się stopniowa transformacja polskich symboli narodowych w radzieckie. Jak mówi narrator: „w tych naszych biało-czerwonych [flagach] przez lata czerń z wolna rosła, a biel malała. I teraz nasze flagi też były czerwone, ale z małym białym szlaczkiem u góry”. Podobnie rzecz ma się z godłem na Pałacu Kultury i Nauki: „biały nasz orzeł trzyma się nieźle, bo od spodu wspiera go ogromna kula ziemska opleciona ciasno sierpem i młotem”.
Nawiązania intertekstualne
Ukazanie się powieści o społeczno-politycznej wymowie od razu nasuwało czytelnikom pytania o powiązania jej bohaterów z rzeczywistymi ludźmi. Gdy Bereś w wywiadzie-rzece skierował to pytanie do autora, ten oburzony odparł:
Text
Zajmowałem się w tej książce rzeczą śmiertelnie poważną i tragiczną, bo agonią swego kraju. Gdzież by mi się chciało przy okazji portretować różne typki?! Być może rzeczywiście da się tam odnaleźć jakieś odbicie bezwzględności Kuronia, lecz przecież gdyby go nie było na świecie, podpasowano by kogoś innego.
Autor cytatu
Bereś, S. (1986). Pół wieku czyśćca. Rozmowy z Tadeuszem Konwickim. Warszawa: Aneks
Przez lata powieść odczytywana była według klucza politycznego i dopiero dekadę później zaczęto odkrywać jej literackie bogactwo. Oksymoroniczny tytuł Mała apokalipsa („To jest tytuł szyderczy – mówił Konwicki – [...] nawiązujący do naszego »rozmazania«, do naszej polskiej niejednoznaczności”), nasuwa skojarzenie z Apokalipsą świętego Jana, najsłynniejszym dziełem traktującym o wizji końca świata. W powieści Konwickiego można odnaleźć nawiązania nie tylko do tej księgi Biblii, ale i do innych jej motywów – samą wędrówkę bohatera-narratora, którą ma zwieńczyć publiczna śmierć, można porównać z drogą krzyżową Chrystusa. Tekst bezpośrednio nasuwa taką interpretację, gdy bohater-narrator stwierdza: „będę szedł wytrwale po tych stacjach męki, które mi wyznaczył tajemniczy areopag zbuntowanych”. Judaszem w tej historii byłby Tadzio Skórko, który w restauracji „Paradyz” wydaje literata w ręce służb, tłumacząc: „Ja nie mam w kieszeni srebrników. Moim honorarium będzie pięć stron prozy, jeśli po drodze nie ukradną tematu”. Tadzio, niosący za bohaterem-narratorem kanister z benzyną, jest również odbiciem Szymona z Cyreny, który pomagał Chrystusowi nieść krzyż, a także ironicznym wcieleniem świętej Weroniki, która otarła Chrystusowi twarz: „Powinienem otrzeć chustą pana twarz. Ale nie mam chusty”, bezradnie przyznaje Tadzio. W kluczu biblijnym interpretowane jest także siedem cytatów, które deklamuje „chłopak z prowincji”, czy cała scena w restauracji „Paradyz” przypominająca wizję Sądu Ostatecznego. Także sama nazwa „Paradyz” może być nawiązaniem do biblijnego raju (fr. paradis ‘raj’).
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Kadr z filmu „Mała apokalipsa”, reżyseria: Costa-Gavras, 1993, fot. Centre National de la Cinématographie (CNC)
Obrazek
mala_apokalipsa_12_nowe_kadr.jpg
Wśród najważniejszych odniesień intertekstualnych Małej apokalipsy jest wspomniany już Rok 1984 Orwella. Podobieństwa między powieściami są widoczne zarówno na poziomie realiów przedstawionego świata, jak i ich przesłania. Są to przede wszystkim historie o państwach, w których rzeczywistość jest kształtowana przez partię posiadającą pełnię władzy. W obu dziełach bohaterowie są niepewni co do daty, a właściwą jednostką miary czasu jest realizacja planu założonego przez rządzących (w rzeczywistości PRL był to plan pięcioletni). Akcje rozgrywają się w dużych miastach, w których wszechobecna jest służba bezpieczeństwa, nie brak także wspólnych elementów w szczegółach opisów przesłuchań czy nawet nazwiskach bohaterów, Orwellowskiego Winstona Smitha i Rysia Szmidta u Konwickiego. Powiązania te omawia szerzej Bobryk w artykule Konwicki i Orwell… (nawiązania intertekstualne w „Małej apokalipsie”), („Nowy Napis”, 12.03.2020) i zaznacza, że choć podobieństw między utworami obu pisarzy jest wiele, to są to powieści całkowicie odmienne:
Text
Jeśli [...] mielibyśmy traktować powieść Konwickiego wyłącznie jako powielenie schematów naszkicowanych przez autora „Folwarku zwierzęcego”, to dzieło to zostałoby bardzo spłycone. Konwicki tymczasem potrafił nadać swemu dziełu nie tylko lokalnego kolorytu, ale i uczynił je [...] utworem [...] zdecydowanie bardziej wieloznacznym i osadzonym w szerokim kontekście literackim.
Czytanie Małej apokalipsy w kluczu intertekstualnym niezwykle wzbogaca lekturę i właściwie nie wyczerpuje jej interpretacji.
Groteska
W 1979 roku powieść Konwickiego była odważną krytyką władz, demaskacją obłudy i niezwykle celną diagnozą rzeczywistości, jednak po latach od powstania jej polityczna wymowa jest dla nowych pokoleń właściwie nieczytelna. Konwicki, który pisał z myślą o drugim obiegu, nie musiał korzystać z metafor, by wpisać się w klucz cenzorski, a dla wyrażania skrajnych sądów użył z groteski. Uwidacznia się ona między innymi w hiperbolach (katastrofizm przeżyć wewnętrznych bohatera), powtórzeniach (wielokrotne wspominanie o grającej w tle melodii „Na sopkach Mandżurii”) czy absurdalności przedstawionych zdarzeń (realnie rozpatrywana propozycja samospalenia). Jest obecna także w stylu narracji, mieszającej język poetycki z potocznym, i strukturze utworu, gdzie opisy wypadków są przerywane fragmentami eseistycznymi o przeróżnej treści, jak na przykład metoda na pozbycie się łupieżu czy przemyślenia o kacu. Zgodnie jednak z zasadą groteski, jedynie deformowała ona rzeczywistość, a nie współtworzyła fikcji (jak stwierdza Lee Byron Jennings, „tam gdzie pojawia się prawdziwe wrażenie nieprawdopodobieństwa, przesłania ono efekt groteskowy” (cyt. za P. Kaniecki)).
Dziś, inaczej niż w latach 70. i 80. XX wieku, świat powieści jest diametralnie inny od naszej codzienności. Mimo politycznej dezaktualizacji lektura wciąż dostarcza wielu wrażeń i skłania do refleksji nad kondycją społeczeństwa oraz naszą własną.
Źródła:
Bereś, S. (1986). Pół wieku czyśćca. Rozmowy z Tadeuszem Konwickim. Warszawa: Aneks.
Bobryk, R. (2020). Telewizor w „Małej apokalipsie” Tadeusza Konwickiego. Czytelnia, nowynapis.eu.
Bobryk R. (2020). Konwicki i Orwell… (nawiązania intertekstualne w „Małej apokalipsie”). Czytelnia, nowynapis.eu.
Konwicki, T. (2001). Mała apokalipsa. Oprac. Kaniecki, P. Wrocław: Wydawnictwo Ossolineum.