Danuta Konwicka niewątpliwie pozostaje w cieniu ojca, brata i męża. W cieniu tym ustawiła się chyba najzupełniej świadomie, poświęcając swój talent grafice użytkowej: ilustracjom, głównie do tekstów przeznaczonych dla dzieci. Ogrom jej potencjału artystycznego i sposób, w jaki zdecydowała się go spożytkować, wiele mówią o osobowości tej artystki. W całym swoim życiu udzieliła tylko jednego wywiadu.
- Mama ślicznie rysuje i maluje, ale mimo że jest osobą silną psychicznie, nie miała w sobie tej siły, żeby wyjść na świat z tym, co robi. Zawsze była i jest podporą ojca - mówiła Maria Konwicka ("Kronika wypadków rodzinnych", rozm. Elżbieta Chęcińska, "Twój Styl", 1993, nr 7-8), a jej nieżyjąca już siostra Anna Wesołowska dodawała: - Mama to taka nieartystyczna dusza, ale w pozytywnym znaczeniu tego pojęcia. Poznałam wiele zwariowanych, a właściwie wariackich artystycznych domów - ona potrafiła nam stworzyć dom normalny, uchronić nas od różnych życiowych zawirowań.
Danuta Konwicka uzyskała dyplom z grafiki artystycznej w pracowni Tadeusza Kulisiewicza na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych (1952). Jej pracą dyplomową był cykl wykonanych tuszem pejzaży z Czerwińska. W tekach przechowywanych w archiwum rodzinnym zachowało się wiele szkiców i rysunków ukazujących przyrodę oraz wizerunków miast, zwłaszcza zabudowy Kazimierza nad Wisłą, a także sporo portretów, w tym przede wszystkim męża oraz duży, wykonany pastelem portret córki Marii. Dowodzą one zmysłu realistycznego artystki, zacięcia obserwatora, a przy tym ogromnej wrażliwości na poetyckość oglądanego przedmiotu, postaci albo scenki.
Początkowo przejawiała zainteresowanie malarstwem. Jan Lenica wysuwa we wspomnieniu o siostrze sugestię, że od malarstwa i grafiki warsztatowej odwróciła się po tym, jak ojciec, Alfred Lenica, instruktażowo "doradzając", przemalował jej pracę; - delikatna mozaika, malarstwo bardzo kobiece, pełne ciszy - wspomina obraz Jan Lenica ("Moja siostra Dana", "Plus Minus", dodatek do "Rzeczpospolitej", 11 IX 1999). - Ojciec był diametralnie różny, nie mógł tego zrozumieć.
Niewątpliwie, w grafice stosowanej, szczególnie tej dla dzieci, znalazła Danuta Konwicka azyl, miejsce własne, wolne od wpływów wybitnych członków rodziny oraz od wszelkich z ich pracami porównań, potencjalnie zagrażających jej autonomii. Warto jednak przypomnieć, że adresowane do dzieci grafiki publikowała już w okresie podejmowania studiów. To wtedy nawiązała współpracę z "Misiem" i "Świerszczykiem", która trwała później przez całe dekady. Jednak znajdziemy w pismach z tamtych lat również kilkadziesiąt ilustracji realistycznych, wykonanych do bardzo różnych opowiadań, porozmieszczanych głównie w numerach "Nowej Kultury"; jeśli zdarzają się grafiki dla dorosłych, są to przeważnie rysunki satyryczne, drukowane w "Szpilkach", "Musze", "Kocyndrze".
W zasadzie jedyną ilustrowaną przez Konwicką książką przeznaczoną wyłącznie dla dorosłych są "Zwierzenia Mikołaja Restifa" Gerarda de Nervala w przekładzie Adama Ważyka (Czytelnik, 1970). Rysunki te przedrukowane zostały po latach w piśmie naukowym "Litteraria Copernicana" (2010, nr 2 - "Dawne literatury romańskie. Świat wartości i antywartości"), natomiast kilka spośród prasowych publikacji przypomnieli w 2010 roku graficy z wydawnictwa Agora, którzy wykorzystali je w serii "Książek wybranych" Tadeusza Konwickiego. Szczególnie ważny wydaje się tu, inaugurujący serię, tom powieści "Dziura w niebie", gdzie znalazło się kilka pejzaży czerwińskich.
Podstawowy zatem korpus spuścizny Konwickiej stanowią prace z czasopism oraz książek dla dzieci, jak również kartki świąteczne. Kartek takich zaprojektowała kilkadziesiąt, książek opracowała ponad 20. Warto wskazać choćby "Sowią bajkę" Anny Świrszczyńskiej (1963), "Czarne i białe kruki", "Wiersze dla Ali" oraz "Opowiadania starego szpaka" Arnolda Słuckiego (1965, 1975), bardzo popularną i znaną w wielu krajach książę Adama Bahdaja "Pilot i ja" (1967), "Zgubę Michałka" Julii Hartwig (1969), "Mysz jak nie mysz" Joanny Kulmowej (1977), "Pamiętnik Pikusia" Janiny Borowiczowej (1989), a także polski przekład "Malutkiej Czarownicy" Otfrieda Preusslera (1976), wznowiony w 2009 roku przez wydawnictwo Dwie Siostry w serii "Mistrzowie Ilustracji".
Rysunki dla dzieci mają zawsze tonację liryczną, a często "komponowane są według 'praw widzenia' dziecka" - zauważa Monika Janusz-Lorkowska, zwracając uwagę, że Konwicka "celowo upraszczała formę, geometryzowała ją i poddawała dekoracyjnej stylizacji, by kreowane przez nią postacie przypominały te z dziecięcych rysunków". Nierzadkie jest także budowanie wrażenia swoistego rozedrgania ilustracji, zwłaszcza jej konturów. Konwicka sięgała po różne techniki, od szkiców piórkiem i kredkami, przez pastel i farby, po doklejanie elementów materiałowych (np. w "Mirote i czarodziejska fontanna. Baśń kubańska" Wandy Markowskiej). Najchętniej ukazywała koty, ptaki i dzieci.
Szczególne miejsce pośród tych publikacji zajmują ilustracje Konwickiej do jednej z najważniejszych książek męża, powieści "Zwierzoczłekoupiór" (1969). Z kilku powodów. Po pierwsze, oddają w warstwie wizualnej to, czym podszyta jest proza Tadeusza Konwickiego: grę z autobiografizmem. Prototypami tutejszych bohaterów jest bowiem familia Konwickich i jej znajomi. Toteż Konwicka, gdy rysowała na przykład matkę głównej postaci, "malarkę abstrakcyjną", sportretowała żartobliwie samą siebie. Skądinąd i kolejna zilustrowana przez nią książka pisarza, "Dlaczego kot jest kotem" (1976), ma także drugie dno, jej bohaterem jest przecież inny domownik, sławny kot Iwan.
Po wtóre, Konwicka wyjątkowo w swojej twórczości demonstruje w "Zwierzoczłekoupiorze" wręcz drapieżność kreski. Tak jak sama powieść - tylko z pozoru dla młodzieży, a naprawdę ironicznie operująca schematami gatunkowymi utworu dla młodszych czytelników - tak też rysunki Konwickiej są tylko niby-dziecięce, ale w istocie pastiszowe, nieomal parodystyczne (podkreśla to Tadeusz Lubelski w omówieniu powieści: "'Zwierzoczłekoupiór', czyli śmiech, śmierć, wstręt i koniec świata po 1968", rozm. Przemysław Kaniecki, "Gazeta Wyborcza", 28 IV 2010). Konwicka wyraźnie przymruża oko, bawi się konwencją.
Po trzecie wreszcie, ilustracje te stanowią najdobitniejszy przykład pietyzmu, drobiazgowości artystki, wyrażającej się w ciągłym przepracowywaniu raz już narysowanego cyklu.
"Zwierzoczłekoupiór" miał w Czytelniku trzy wydania - i w każdym z nich ilustracje są częściowo opracowane na nowo. Wznowienie powieści w Alfie (1992) zawiera już natomiast nie przepracowane ilustracje, ale rysunki całkowicie nowe, o zupełnie nowej formule, różniące się od pierwotnych i konstrukcją, i tonacją. Podobnie jest z "Dlaczego kot jest kotem": przygotowane przez graficzkę w latach 90. szpalty do drugiego wydania (wykorzystane do publikacji w wydawnictwie Teka, 2010) różnią się od pierwszych nie tylko kształtami postaci i kolorystyką, ale też w ogóle ujęciem danej scenki.
Ta wielowariantowość prac Konwickiej jest typowa dla jej dorobku. Jeśli jakiś tekst dla dzieci miał swoją publikację najpierw w prasie, a dopiero później w książce, to możemy mieć pewność, że istnieją alternatywne wersje cykli. W pozostałym po artystce archiwum znajduje się przy tym oczywiście także bardzo dużo roboczych, próbnych wersji rysunków.
Autor: Przemysław Kaniecki, listopad 2011
Wywiady z Marią Konwicką na temat Danuty Konwickiej:
- "Egipska jasność. O Danucie Konwickiej z Marią Konwicką rozmawia Przemysław Kaniecki", "Litteraria Copernicana" 2010, nr 2 (6).