Sam Holoubek też był bohaterem wielu anegdot. W jednej nawet mu się oberwało:
W filmie "Biały niedźwiedź" Jerzego Zarzyckiego grał Żyda, który podczas okupacji ukrywał się w Zakopanem, pozując do zdjęć z turystami w przebraniu białego misia. Zdjęcia kręcono latem, upał szalony, a na planie drużyna pięknych, półnagich dziewczyn. Flirtują z nimi dźwiękowcy, oświetleniowcy, kamerzyści, i tylko aktor nie może flirtować, zły i spocony w swoim niedźwiedzim futrze. W rozpaczy ściąga wreszcie kudłaty łeb i woła do najbliższej ślicznotki: – Jestem Holoubek, Gustaw Holoubek!
Na co usłyszał: – Odp*** się, misiu.
W stworzonym wspólnie z Zofią Nasierowską albumie "Fotonostalgia" [Warszawa 2003] Agnieszka Osiecka wspominała:
Kuba Morgenstern był przez chwilę moim szefem, to znaczy ja byłam jego asystentką przy filmie "Jutro premiera". W tym filmie grały same tuzy: Krafftówna, Bardini, Holoubek, Dziewoński, no coś niesamowitego. Wszyscy mieli skłonności do błazeństwa. Ja na przykład musiałam o świcie zbierać statystów i utrzymywać między nimi jaką taką dyscyplinę. Ale o ósmej przychodził Holoubek i mówił do mnie na cały głos: "No i jak się pani czuje, panno Ziuto, po wczorajszym?". Wtedy cały porządek naturalnie pryskał.
Kolega Osieckiej z STS-u, Jarosław Abramow-Newerly, przypomniał z kolei, jak jego przyjaciel z żoliborskich lat dziecięcych, reżyser Marek Nowicki, kręcił film "Miłość z listy przebojów". Zamierzał zaprosić Tadeusza Łomnickiego do wykonania w nim słynnego przeboju Studenckiego Teatru Satyryków "Okularnicy" ze słowami Agnieszki Osieckiej. Wydelegował w tejże sprawie autora muzyki Jarosława Abramowa-Newerlego, gdyż sam nie miał śmiałości zaproponowania wielkiemu aktorowi równie skromnego epizodu.
– Dlaczego, proszę pana? Chętnie zaśpiewam "Okularników" – odparł.
– To wspaniale! – ucieszyłem się.
– A wie pan dlaczego?
– Nie.
– Holoubek się wścieknie! – zaśmiał się i w ten sposób doszło do tego unikalnego nagrania.
Bo też – jak zwykł mawiać Tadeusz Łomnicki – "każdy ma swojego Holoubka". Co znaczyło, że ma w nim solidnego rywala, którego nie sposób lekceważyć. Obaj zajęli dwa pierwsze miejsca w plebiscycie czytelników "Polityki" wskazującym największych polskich aktorów XX wieku. Chociaż Łomnicki i Holoubek, tuż po wojnie, uczyli się aktorstwa w Krakowie, pod okiem Juliusza Osterwy, byli jednak kompletnie różni.
Najsłynniejsza bodaj anegdota o Holoubku związana jest z legendarnym warszawskim lokalem SPATiF, gdzie w latach 60. koncentrowało się elitarne życie stolicy. Pewnego wieczoru wtoczył się tam Jan Himilsbach, w stanie wskazującym na spożycie, i krzyknął: "Inteligencja – wyp***dalać!". Holoubek, który siedział przy stoliku, rozejrzał się po sali, wstał i ogłosił: "Nie wiem jak państwo, ale ja się poczuwam".