Lista rodzimych piór poetyckich raczących nas mniej lub bardziej ciętymi żartami nie jest zbyt długa. Na tym polu poprzednikami Wisławy Szymborskiej byli głównie autorzy piszący na potrzeby kabaretu: Marian Hemar, Julian Tuwim, Antoni Słonimski czy Konstanty Ildefons Gałczyński. Poetycki żart miał też swoją dominantę w utworach Studenckiego Teatru Satyryków, że wspomnę Agnieszkę Osiecką, Jarosława Abramowa-Newerlego i Andrzeja Jareckiego.
Tradycję surrealistycznie niepokornych i po łotrzykowsku sprośnych strof podtrzymywał Wiesław Dymny, czy to w Piwnicy pod Baranami, czy w balladach do scenicznych wersji "Żywotu Łazika z Tormes". Inny lirycysta, jak sam o sobie mawiał, z tej samej puli to Jeremi Przybora, twórca słynnego Kabaretu Starszych Panów. Podobną linię kontynuowali w Hybrydach Jonasz Kofta, Adam Kreczmar oraz Wojciech Młynarski, niezrównany autor poetyckich tekstów piosenek, po części pisanych również dla kabaretu Dudek.
Nie sposób nie wspomnieć tu o Stanisławie Barańczaku, którego formalnie wysmakowane, przewrotne utwory znalazły także się w reperturze kabaretu. Przypomnijmy choćby śpiewany przez Annę Szałapak do muzyki Zbigniewa Raja – i to jeszcze przed Sierpniem 1980 roku, kiedy Barańczak był na cenzorskim indeksie – piwniczny song "Niech pan zajmie mi miejsce" do jego wiersza, choć sam autor ani myślał wtedy o podobnej karierze.
Od nich wszystkich Wisława Szymborska różni się tym, że swoich literackich żartów nie starała się upubliczniać. Znane były jedynie w ścisłym gronie jej najbliższych przyjaciół czy współpracowników. Po czasie zaczęły się jednak pojawiać w przestrzeni publicznej, na co znaczący wpływ miał obchodzony w 1999 roku jubileusz czterdziestolecia wydawnictwa Znak wraz z programem kabaretowym przygotowanym z tej okazji przez Jerzego Illga z ekipą autorów tejże oficyny.
Poza miłymi wspomnieniami dla grona wybranych pozostało nagranie owego programu, które w formie płyty DVD trafiło jako załącznik do pierwszego wydania książki "Mój znak" Jerzego Illga. W ten sposób grupa dobrych znajomych poetki Wisławy Szymborskiej znacząco wzrosła, gdyż każdy z nabywców woluminu miał nieskrępowany dostęp do wcześniej niepublikowanych żartów poetki, wypowiadanych przez autorkę wprost ze sceny. W taki oto fortunny sposób poważna noblistka literacka zaistniała w świadomości czytelników jako osoba z niezrównanym poczuciem humoru, o wspaniałych możliwościach nie tylko rymo-, ale i słowotwórczych.
Dzięki humorystycznej kreatywności Wisławy Szymborskiej następne wydania słowników terminów literackich wypadałoby poszerzyć o nowe hasła, jak: lepieje, moskaliki, odwódki, altruitki, rajzefiberki, adoralia, metzyje, jaroszady, kiziostychy. Co one znaczą? Wyjaśnia to nota wydawnicza, a także Joanna Szczęsna w swoim posłowiu do "Zabaw literackich", choć uważny czytelnik sam ma okazję rozeznać się w tej materii podczas lektury tomu.
Omówienie książki wypada zacząć od juweniliów poetki. Chwała przy tym korekcie, że nie usiłowała poprawiać oryginalnej pisowni i interpunkcji owych dziełek, w tym kilkustronicowego "Błysku rewolwru". Z zachowanego utworu – niestety, bez trzech zaginionych stron – warto przytoczyć choćby zaskakujące zakończenie:
Nawet go nie widziała bo komnata tonęła w ciemności i mroku, tylko poznała po błysku rewolwru. Ramon często jej ten rewolwer pokazywał i mówił: Jak nie poślubisz mnie do grobu, to, się zastrzelę!… A tymczasem zastrzelił Ewela. Pewnie już uleciała z niego dusza ponieważ już się nie ruszał.
- - - - -
Eljanna westchnęła pełną piersią.
Nareszcie!
I pocałowali się.
Rękopis tej gotyckiej z ducha próby początkującej literatki został po części zreprodukowany w książce, toteż każdy zyskał szansę podziwiania kaligraficznego pisma nastoletniej uczennicy Ichny, jak w szkole czy w domu Szymborska była nazywana. Odwzorowanie wczesnego rękopisu autorki można skonfrontować z późniejszymi, mniej starannymi, jak to często zdarza się osobom dorosłym, których nikt nie rozlicza z czytelności pisma, tylko z zawartości. Innymi słowy – z kontekstu.
W zasadniczej i wyodrębnionej części tomu zatytułowanej "Utwory gatunkowe" najwięcej miejsca zajmują limeryki Szymborskiej. Tworzone były przy różnych okazjach, na przykład podczas podróży pociągiem. Gatunek ten, popularny zwłaszcza w krajach anglosaskich, u nas rozpowszechnił entuzjasta tej tradycji, a zarazem ich płodny twórca, tłumacz Szekspira i Joyce'a, Maciej Słomczyński.
Klasyczny limeryk, o układzie rymów "aabba", w pierwszym wersie zawiera nazwę miejsca pochodzenia bohatera; w drugim zachodzi zawiązanie akcji; kulminacja następuje w nieco krótszych wersetach trzecim i czwartym; żeby w piątym zaskoczyć czytelnika absurdalnym zwieńczeniem. Wydźwięk całości ma być przy tym – musowo! – dowcipnie pieprzny. Nic tedy nie powstrzymało autorki przed wersami, na jakie pryncypialni puryści mogliby się niekiedy zżymać:
Jaruś nagle w Taorminie
zaczął mówić po łacinie.
Recytuje, gdzie popadnie
łapiąc kler za części zadnie
i nikt mu się nie wywinie.
Jarosław w deminutiwum z pierwszego wersetu to, jak wolno mniemać, poeta i prozaik, który Italię uważał za swoją drugą ojczyznę. Za czasów PRL Antoni Słonimski znalazł powody, żeby określić go jako mężczyznę "bardzo posłusznego wzrostu".
Kawalerzy pod Palermo
są pokryci własną spermą.
A kto w sposób należyty
nie jest cieczą tą pokryty,
nazywany jest ofermą.
W Metzu notzą na platzu
motz ladacznitz na katzu –
te, by do pratzy się zmótz
(tzo tzeni Kazimierz Kutz),
nutzą "śmiej się pajatzu".
Nietrudno się domyślić, że ostatni z cytowanych tu limeryków należy zarazem do podzbioru: metzyje. Z kolei moskaliki to drobne szyderstwa z innych nacji, zainspirowane przez jedną ze zwrotek "Poloneza Kościuszki" Rajnolda Suchodolskiego ("Kto powiedział, że Moskale/ Są to bracia nas Lechitów,/ Temu pierwszy w łeb wypalę/ Przed kościołem Karmelitów"). Z bogatego zbioru moskalików pióra Szymborskiej dwa cytaty:
Kto powiedział, że Francuzi
nas miłują do absurdu,
ten nie pozna własnej buzi
w przenajświętszej grocie Lourdu.
Kto powiedział, że Anglicy
polski kołtun lubią szczerze,
nie uchroni potylicy
na krużganku w Westminsterze.
Lepieje i odwódki są kolejnymi z listy neologizmów określających żartobliwe utwory poetki. W pierwszym przypadku przewrotne dwuwiersze dają odpór kulinarnej fuszerce, w drugim – ostrzegają przed skutkami nadmiarowego spożycia. Czasami wdają się w polemikę z dokonaniami innych twórców – teatralnych bądź medialnych:
Lepsze już spektakle Lupy,
niż ten krupnik, a w nim krupy.
Lepszy Rydzyk na antenie,
niż ten tatar po przecenie.
Lepiej puścić stery bytu,
niż tu pawia do sufitu.
Ostatni z lepiejów stanowi luźne – by tak rzecz określić – wprowadzenie do odwódek. Kilka przykładów:
Od tokaju pryszcz na jaju.
Od tequili cuchniesz po chwili.
Od spirytusu kąpiel z przymusu.
Altruitki odnoszą się do naszego poczucia przyzwoitości w chęci ulżenia bliźnim. W tym także braciom mniejszym:
Oszczędzając pyska psiego
sam kaganiec noś za niego.
Niosąc ulgę doli mułów
sam te worki weź na tułów.
Oszczędzając chuć buhaja
sam go zastąp tego maja.
Kolejna altruitka jest refleksją nad własnym losem autorki. Czego nikomu, kto poznał życiorys noblistki, nie potrzebujemy wyjaśniać.
Oszczędzając poznaniaków
mieszkaj raczej w mieście Kraków.
"Zabawy literackie" Wisławy Szymborskiej należą do grupy tych książek, jakich w recenzjach nie sposób nie zacytować. Aby jednak nie zatracić proporcji, reszta tomu już tylko w skrótowym omówieniu. Jaroszady to wierszowane apele autorki do bardziej ekologicznego, wegetariańskiego sposobu odżywiania się ("Tylko wielkie sukinsyny/ wolą szynkę od jarzyny"); kiziostychy powstały dzięki częstym kontaktom z kociarnią długoletniego życiowego partnera poetki Kornela Filipowicza ("Przyszła Kizia zjadła pstrąga/ i lubieżnie się przeciąga").
W grupie rajzefiberek znalazły się kąśliwe przytyki do niektórych miejsc na kuli ziemskiej, gdzie nie wszystko da się zaaprobować ("W Bogocie/ dewot na dewocie"; "W Toruniu/ kuku na móniu" [sic!]). Adoralia cechuje rozżalenie podmiotu lirycznego na brak możliwości albo wzajemności w kontaktach spod znaku Kupidyna ("Chciałem adorować Krysię,/ ale ta wzbraniała mi się"). Na pewno nie wymaga wyjaśnienia całkiem okazały dział "Galeria pisarzy krakowskich" ("Liryk Moczulski – niepodobny./ W dzisiejszej sztuce feler drobny").
Wspomniany liryk Leszek Aleksander Moczulski w indeksie osób (wraz z ich krótkimi biogramami) nie występuje. Zastanawiające jednak, że znalazł się tam Leszek Moczulski, działacz opozycji politycznej, o którym noblistka w swoich "Zabawach literackich" nie wspomina. Polityka jako taka przez strony tomu przewija się w dawkach niemalże homeopatycznych, potraktowana bardziej pretekstowo niż konkretnie, choćby to nawet był specjalny wiersz okolicznościowo-prześmiewczy ("Dla Leonida Breżniewa"; "Dla Jarosława Kaczyńskiego").
Niespodziankę przygotowała także Joanna Szczęsna, cytując w posłowiu równie dowcipne utwory Wisławy Szymborskiej, których ona sama nie zapisała, a zapamiętali je jej najbliżsi. Przytoczyła również ich żartobliwe utworki o poetce. Na przykład wręczone jej epitafium pióra Grzegorza Turnaua ("Tu leży WS./ Pogrzebik bez łez./ Jak podało radio Zet,/ Na grobie jest tylko pet").
Łzy jednak były – rozbawienia. Na szczęście Wisławę Szymborską pamiętać będziemy nie tylko z jej zamiłowania do tytoniowej używki, na co doskonałym dowodem są właśnie "Zabawy literackie". Dobrze, że ocalały i zostały wydane. Dziś bawią nas, a wkrótce następne pokolenia.