Zdarzało się Ha-Dze rysować karykatury polityczne, choć raczej w drodze wyjątku. Zamiast uderzać we "wrogów ustroju", wolała przyglądać się życiu codziennemu, wyłapywać i przetwarzać strzępy rozmów usłyszanych na ulicy, w kawiarni czy sklepie, a niekiedy i sytuacje z własnego życia. Chętniej operowała błyskotliwymi grami słownymi niż zjadliwą satyrą. Choć w PRL-u nie brakowało ilustratorek książkowych, w środowisku satyrycznym była jedną z niewielu kobiet. "Często powtarzała, że historia pisana jest przez mężczyzn, a kobiet nie dopuszcza się do głosu", wspominała jej córka Zuzanna. Jednak jak pisała Dorota Jarecka, drugoplanowa pozycja kobiet satyryczek miała w tamtym czasie także swoje plusy: "Ha-Ga wielu rzeczy nie musiała. To ją uratowało przed tym, czego nie uniknęła większość rysowników mężczyzn – przed propagandą. Satyra w latach tużpowojennych znalazła się naprawdę na paskudnej pozycji".
Jak wskazywała Katarzyna Murawska Muthesius, jej rysunki miały także protofeministyczny rys — Ha-Ga nie była satyryczką celującą w transgresjach i igraniu z obyczajowymi tabu, jej rysunki cechował humor subtelny, nie zjadliwy. Zuzanna Lipińska stwierdzała: "Humor Ha-Gi nigdy nie był agresywny, był niegroźny". Bohaterowie i bohaterki byli przy tym do siebie podobni, a tożsamość kobiecym postaciom nadawała nie cielesność, a ubranie. To ostatnie zresztą było często wyjątkowo jak na peerelowskie warunki wyrafinowane, rodem z francuskich pism modowych, w czym odbijał się estetyzm autorki, prywatnie również przywiązującej do strojów dużą wagę. Na stoliku przy wannie trzymała stosik magazynów "Elle", a wśród rzeczy, które pozostały po jej śmierci, znajdowała się m.in. jedwabna apaszka od Diora. Świat jej ilustracji jest trochę jak świat filmów Erica Rohmera — zwyczajny, a przy tym niezwykle dopieszczony pod względem kostiumów i wnętrz, które dookreślają bohaterów w równym stopniu, co stanowiące sedno przedstawień dialogi.
Bohaterowie jej rysunków nie są oczywiście pozbawieni wad, jak to w satyrze. Bywają próżni i złośliwi, zdradzają partnerów i obmawiają przyjaciół. A jednak Ha-Ga przedstawia ludzkie słabości i przywary z wyrozumiałością czy wręcz pewną czułością, nie występuje z pozycji surowej moralistki. Z jej postaciami można było się utożsamić, zamiast znajdywać w nich uwierającą karykaturę. A przez udoskonalony stylistycznie świat, mało mający wspólnego z PRL-em, zawsze pełen najmodniejszych strojów i nowoczesnych mebli, wręcz miało się ochotę dostrzegać w nich własne odbicie. Pod tym względem Ha-Ga była ewenementem — satyryczką, która jednocześnie wyjaskrawiała absurdy międzyludzkich relacji i kreśliła świat wyidealizowany.