"Zaklęte rewiry" były ekranizacją przedwojennego bestsellera i chyba najbardziej lubianym przez krytyków filmem Janusza Majewskiego jako "wielkiego rzemieślnika" kina Polski Ludowej. Przyniosły też aktorskie objawienie w postaci 25-letniego Marka Kondrata. Były też – do dziś aktualną – opowieścią o splocie przemocy i obietnicy społecznego awansu.
"Zaklęte rewiry", jak każda opowieść o dojrzewaniu, są historią pewnej transformacji. Główny bohater książki Henryka Worcella, a potem i filmu Janusza Majewskiego, Romek Boryczko, przechodzi drogę od młodziutkiego chłopskiego wychodźcy, szukającego pracy na samym dole kuchennego kotła w wielkomiejskim Hotelu "Pacyfik", przez bufet, a potem pozycję pikolaka – do wykształconego kelnera. Powieściowy prolog zaczyna się zresztą skokiem w przyszłość – do zdanego związkowego egzaminu.
Dla 25-letniego wówczas Marka Kondrata film był transformacją z nieznanego szerzej studenta warszawskiej PWST – który dawno temu, jako dziecko, zagrał główną rolę w "Historii żółtej ciżemki" Sylwestra Chęcińskiego – w rozchwytywaną gwiazdę młodego pokolenia. Lub po prostu – chwytaną. Tak pisał o zachwycie występem Kondrata sam reżyser "Zaklętych rewirów":
Text
Andrzej Wajda przygotowywał się do realizacji "Smugi cienia" i obsadził już Daniela [Olbrychskiego – przyp. KC] w roli głównej […]. Andrzej przyszedł na kolaudację "Zaklętych rewirów", zobaczył Marka i zakochał się od pierwszego wejrzenia. To określenie najlepiej pasuje do sytuacji, która nastąpiła. Andrzej zabrał Danielowi rolę i zaproponował ją Markowi, trochę tak, jakby odebrał długoletniej kochance pierścionek zaręczynowy i wręczył nowej. W takim duchu to wtedy komentowano, bo było to przyjęte w warszawce jako skandalik towarzyski.
Autor cytatu
"Ostatni klaps. Pamiętnik moich filmów", s. 187
Tyle kawiarniane plotki. Pora przejść do rzeczy ważnych.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Marek Kondrat w filmie "Zaklęte rewiry" w reżyserii Janusza Majewskiego, 1975, fot. Jiří Kučera/WFDiF /po Studiu Filmowym "Tor"/Filmoteka Narodowa - Instytut Audiowizualny /www.fototeka.fn.org.pl
Obrazek
zaklete_rewiry_fn_3.jpg
Transformacją jest też, oczywiście, przełożenie książki na ekran – w przypadku "Zaklętych rewirów" nie tyle na płaszczyźnie przedstawionych zdarzeń, świata i perspektywy bohatera, co transformacją gatunkową, zmianą statusu opowieści. Powieść dwudziestosiedmioletniego Tadeusza Kurtyki, z zawodu kelnera, który o swoich artystycznych ambicjach miał przypadkiem opowiedzieć swojemu klientowi, Michałowi Choromańskiemu, była mocno autobiograficzna i współczesna – i kiedy ukazała się w 1936 roku, towarzyszyło jej nawet oburzenie w środowisku krakowskich kelnerów. (Przyjęcie brzmiącego "ze szlachecka" pseudonimu "Worcell" można interpretować jako gest właściwie ironiczny, zapowiedź awansu klasowego, pokazanie języka). Ekranizacja powstała zaś już jako film historyczny, duża koprodukcja polsko-czechosłowacka, w dekadzie gierkowskich produkcji kostiumowych, będących często adaptacjami słynnych powieści, i ogólnie mody na retro.
Oczywiście trudno postawić film Majewskiego obok "Potopu" Jerzego Hoffmana czy "Nocy i dni" Jerzego Antczaka, ale są "Zaklęte rewiry" filmem, w którym udało się stworzyć – odtworzyć? – całe uniwersum z jego drabiną społeczną, prawami, rytuałami i drobiazgowo podzieloną przestrzenią. Hotel "Pacyfik" jest tu samowystarczalnym, w pewnym sensie odciętym od świata mikrokosmosem; ramy fabularne filmu wyznacza przybycie Romka Boryczko do tego świata w scenie pierwszej i opuszczenie go w ostatniej. Akcja przenosi się poza hotel zaledwie kilka razy, i to na chwilę – przy czym także poza murami hotelowego gmachu bohaterowie funkcjonują wedle zasad tego mikrokosmosu, jego praw i przemocy. Majewskiemu z ekipą udało się stworzyć świat jednocześnie klaustrofobiczny i kompletny.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Miejski Dom Reprezentacyjny w Pradze. Kawiarnia na parterze, fot. Hans Peter Schaefer/Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported license
Obrazek
prag_obecni_dum_cafe_innen.jpg
Współpraca ze słynnym czechosłowackim Studiem Barrandov przydarzyła się w pewnym sensie przypadkiem. Majewski nie chciał kręcić filmu w studiu, ale w Polsce nie mógł znaleźć odpowiednich wnętrz – krakowski Grand Hotel, będący w latach 70. już po remoncie, zupełnie się do tego celu nie nadawał. W swojej autobiografii reżyser opisuje, jak to pierwotny pomysł, by poszukać właściwych wnętrz w Budapeszcie, doprowadził go niespodziewanie do odnalezienia filmowego "Pacyfiku" w Miejskim Domu Reprezentacyjnym przy Placu Republiki w Pradze (twórcy jechali do Budapesztu, nadkładając drogi, a do stolicy Węgier nigdy w końcu nie dotarli). Stanęło na umowie pomiędzy Zespołem "Tor" a Studiem Barrandov: "Wkłady obu stron będą mniej więcej proporcjonalne: pierwowzór literacki polski – scenarzysta Czech, reżyser Polak (ja) – operator Czech, scenograf polski – kostiumograf czeski i tak dalej" (s. 182). Na kolaudacji – na którą zresztą reprezentanci czechosłowackiej Partii Komunistycznej przybyli spóźnieni, wywołując głośną irytację Jerzego Kawalerowicza – padło dużo słów na temat nadziei wiązanych z przyszłą współpracą polsko-czechosłowacką. Ta, nawet jeśli nie spełniła się w większym wymiarze, spełniła się dla Pavla Hajný’ego, ówczesnego kierownika literackiego Studia, który później napisał wraz z Majewskim "C. K. Dezerterzy" i mniej znaną "Słoną różę", a także scenariusze do "Zmór" Wojciecha Marczewskiego i "Pensji pani Latter" Stanisława Różewicza.
Z perspektywy historii kina światowego w ogóle najciekawszego współtwórcę znalazł Majewski w Miroslavie Ondříčku. Ondříček był ważnym nazwiskiem Nowej Fali – jako stały, od czasu "Konkursu", współpracownik Miloša Formana, ale również autor zdjęć do "Intymnego oświetlenia" Ivana Passera i "Męczenników miłości" Jana Němeca. Z powodu swojej współpracy z Formanem (który po inwazji Układu Warszawskiego na Czechosłowację uciekł z kraju w 1969 roku), a także wyjazdów na Zachód, gdzie kręcił filmy z Lindsayem Andersonem (krótki metraż "The White Bus", a potem przesłynne "Jeżeli…" i "Szczęśliwy człowiek"), w 1974 roku artysta znajdował się w trudnej pozycji.
Text
[…] [W]szystkich kandydatów mi bardzo rekomendowano, z wyjątkiem Miroslava Ondříčka, ale jego zdjęcia najbardziej mi się spodobały i mój wybór padł na niego. Zaczęli […] wtedy kręcić, mówić, że on już nie pracuje, mimo to nie chciałem skapitulować i w końcu się zgodzili. Mirek dopiero niedawno […] powiedział publicznie, nie kryjąc łez, że podałem mu rękę wtedy, kiedy był w najgorszym dołku: odebrano mu paszport, zmuszono do zerwania wszystkich kontaktów zagranicznych, siedział w domu i myślał, że już nigdy nie stanie za kamerą
– wspomina Majewski (s. 183). Ondříček w końcu wyemigruje z nieprzyjaznej ojczyzny pod koniec lat 70., odnawiając współpracę z Formanem przy "Hair", a także współtworząc m.in. "Silkwood" z Mikiem Nicholsem, "Świat według Garpa" z George’em Royem Hillem i "Ich własną ligę" z Penny Marshall.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Roman Wilhelmi i Marek Kondrat w filmie "Zaklęte rewiry" w reżyserii Janusza Majewskiego, 1975, fot. Jiří Kučera/WFDiF /po Studiu Filmowym "Tor"/Filmoteka Narodowa - Instytut Audiowizualny /www.fototeka.fn.org.pl
Obrazek
zaklete_rewiry_fn_1.jpg
Zdjęcia Ondříčka w "Zaklętych rewirach" nie są widowiskowe, jednocześnie gęste i zdystansowane – przeważają tu plany amerykańskie, a postaci są zawsze precyzyjnie wpisane w kontekst przestrzenny skomplikowanego labiryntu, jakim jest "Pacyfik". Kadry są często przedzielone blatem lub framugą, mapują granice poszczególnych stref hotelu, a nawet pojedynczych pomieszczeń (miejsce w kuchni, dwie strony bufetu), duża część akcji dzieje się w wąskich przejściach, na korytarzach i schodach.
Ewa Braun, pracująca przy filmie jako kostiumografka, tak mówiła o swojej wieloletniej współpracy z reżyserem: "[Majewski] zawsze był uwrażliwiony na plastykę i detale, które składają się na wizję czasów. W związku z tym jego »Zaklęte rewiry« (1975) mają barwność i zmysłowość obrazu, rejestrują zachowania i obyczaje. Można powiedzieć, że realizując ten film, powstała między nami więź współuczestnictwa w konsumpcji piękna". Ważne jednak, że ta zmysłowość i podglądanie obyczajów do tego piękna się nie ograniczały – Majewski jest bardziej zainteresowany mielonymi resztkami niż wystawnymi daniami. "Nie bez powodu filmem najwyżej cenionym okazały się brawurowe »Zaklęte rewiry«, gdzie »prawda psychologiczna« i realizm dominują nad rekwizytami, zbliżając utwór do rodzącego się wówczas kina moralnego niepokoju", pisał w swoim przekrojowym tekście o twórczości Majewskiego Sebastian Jagielski. Podglądany na samym początku filmu z klitki na strychu glamour restauracji uwodzi, a jednocześnie rozczarowuje – zanim Romek dotrze na salę w roli pikolaka, dozna na zapleczu "Pacyfiku" różnych form przemocy i serię upokorzeń.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Miejski Dom Reprezentacyjny w Pradze, fot. Hans Peter Schaefer/CC BY-SA 3.0
Obrazek
prag_obecni_dum_gemeindehaus.jpg
Opresyjna atmosfera filmu może być dla współczesnych widzów skutecznym antidotum na nostalgiczne odczytania. Piszę: współczesnych, bo pierwszym widzom filmu, niemal przed półwieczem, sprawa mogła jawić się nieco inaczej; sam przepych restauracyjnej sali mógł siłą rzeczy kusić dużo bardziej. Hipokryzja i przemoc skryte za wystawnością nie przyćmiewały wyrażanej czasem nostalgicznej tęsknoty za II RP, a najwyżej ją komplikowały – podobnie jak to, że główne napięcie w filmie – splot przemocy i obietnicy awansu – odwoływało się do afektów ciągle przecież aktualnych i żywych w PRL (i aktualnych do dziś). Recepcja filmu na łamach prasy była na ogół bardzo pozytywna; doceniono rzemiosło Majewskiego, interpretowano film jako opowieść o przemocy, wyzysku i ludzkiej godności, oczywiście jak najbardziej słusznie. To akurat recenzje, które mało się zdezaktualizowały. Dlatego najciekawsze wydają się opinie wychodzące poza szereg, zrywające z decorum, nagłe wybuchy frustracji, jad i żółć – opinie ostentacyjnie przegapiające wymowę filmu, takie jak te:
Text
A swoją drogą, już zupełnie na marginesie tego filmu, nasuwa się dość ponura refleksja. Jak bardzo nasz współczesny świat kelnerski odmienił się. Gdzie się podziały te czasy, kiedy kelnerzy byli uprzejmi, szybcy, i sprawni?
Autor cytatu
Cezary Prasek, "Kobieta i życie", 21–28 grudnia 1975
Text
Wyszedłem z "Zaklętych rewirów" w niedzielne popołudnie. Po zaspokojeniu (wątpliwym) potrzeb duchowych nadszedł czas na pokrzepienie ciała. Niestety, w restauracji "Harenda" od rana do wieczora studenci pod wodzą znanego literata-kamieniarza ćpają piwo. W sąsiedniej restauracji "Staropolska" nie sposób doprosić się o kartę, nie mówiąc już o barszczu po staropolsku. Z filmu "Zaklęte rewiry" trafiłem w zaklęte rewiry gastronomiczne. A oto gorzka refleksja: cóż z tego, że uspołeczniona gastronomia wyzwoliła kelnerów, skoro ujarzmiła miliony konsumentów. […] W "Zaklętych rewirach" kelnerzy i w ogóle personel restauracji jest traktowany fatalnie […]. Ale konsument był tu przyjmowany należycie, a nawet z uprzedzającą grzecznością. Patrzymy teraz na to jak na obraz z jakiejś odległej planety. Obecnie role się odwróciły: to właśnie konsument musi zabiegać o względy kelnera.
Autor cytatu
Baturin, "Nowa wieś", 4 stycznia 1976
Albo takie spojrzenie, być może najbardziej niepokojące, bo dotykające niewygodnej sprzeczności narracji, w których zdeterminowanym jednostkom udaje się osiągnąć sukces dzięki, a nie pomimo doznawanych krzywd i upokorzeń:
Text
Najnowszy film Janusza Majewskiego oceniam wysoko między innymi dlatego, że udziela on precyzyjnej odpowiedzi na pytanie: dlaczego przed wojną mieliśmy dobre zakłady usługowe? […] Przeszedł drogę od pomywacza do samodzielnego kelnera? Dlaczego? Dzięki tym samym mechanizmom, które czyniły z niego nic więcej, jak zwykły przedmiot, który w każdej chwili można wyrzucić za drzwi. Skoro restauracja musi funkcjonować sprawnie, to jej właściciel awansuje przede wszystkim tych, którzy dobrze pracują, którzy są zdolniejsi od innych.
Autor cytatu
Michał Strąk, "Zarzewie", 4 stycznia 1976
Styl wyświetlania galerii
Wyświetl slajder (domyślny)
Paradoksalnie więc, pomimo perswazyjnej siły klarownej narracji, która uczyni z Majewskiego "wielkiego rzemieślnika" kina PRL, "Zaklęte rewiry" potrafią zaprzeczyć sobie, a widzów rozzłościć, wzbudzić dwuznaczne uczucia, wywołać "nieprawidłową" reakcję. Oszołomienie zbudowanym na ekranie światem i ustanawiającą go nagą, wszechobecną przemocą miało – i ma – zdolność dialektycznego rozhuśtania. Być może – jak prawie zawsze – najlepiej udało się to uchwycić Konradowi Eberhardtowi, który połączył film Majewskiego z dwiema innymi premierami kinowymi roku 1975, "Ziemią obiecaną" Wajdy oraz "Dziejami grzechu" Waleriana Borowczyka:
Text
[…] [I]stotnie zadziwiają nas one dbałością o szczegóły, o przedmioty, o klimat dawności, przy tym w niektórych momentach jest to nawet coś więcej niż dbałość, to jakby poddanie się ekstazie ikonograficznej, jest to operowanie magią wnętrza i przedmiotu. Gdy normalny [sic!] twórca filmu z dawnych lat zarysowuje tło w porozumieniu z widzami – ci reżyserzy doznają szczególnych olśnień urodą rzeczy. […] I właśnie niezwykła wręcz skrupulatność, z jaką zostaje w tym filmach odtworzony świat materialny, wdaje się czymś podejrzanym, każe się w nich doszukiwać jakiegoś przewrotnego zamysłu. One – rekonstruując tak drobiazgowo jakąś przeszłość – w gruncie rzeczy podważają ideę rekonstrukcji, a w każdym razie zawieszają tę rekonstrukcję w pewnym historycznym vacuum.
- "Zaklęte rewiry". Reżyseria: Janusz Majewski. Scenariusz: Pavel Hajný. Zdjęcia: Miroslav Ondříček. Montaż: Elżbieta Kurkowska. Muzyka: Jerzy Matuszkiewicz. Obsada: Marek Kondrat, Roman Wilhelmi, Roman Skamene, Čestmír Randa. Premiera: 27.11.1975.