W 2025 roku nakładem wydawnictwa Anaklasis ukazały się aż trzy płyty, na których usłyszymy śpiew Joanny Freszel. Jedną z nich jest Canticum Profugorum Krzysztofa Knittla – oratorium z librettem napisanym przez Tadeusza Sławka. Utwór dedykowany jest Giusi Nicolini, burmistrzyni Lampedusy, mieszkańcom wyspy oraz prezydentowi Wołodymyrowi Zełenskiemu i obrońcom Ukrainy.
To było szalenie silne dzieło, dotykające nie tylko sytuacji politycznej Europy okresu około 2020 roku, ale i prawdy historycznej. Przejmujące były pierwsze słowa aktora:
Najważniejszą rzeczą są nogi. Ci, których nogi odjął nóż wojny, idą na plecach tych, co nogi ocalili.
Muzyka jest przepiękna – współczesna, ciężka fakturalnie, ale momentami o pięknej melodii.
Słyszymy tam instrumenty bliskowschodnie: oud i darbukę. Jak odnajdujesz się w takim brzmieniu?
Przyznam, że to był pierwszy raz, kiedy współpracowałam z takimi instrumentami, choć nie ostatni – oud pojawił się też w Dorianie Grayu, operze Elżbiety Sikory, której premiera odbyła się w 2025 w Teatrze Wielkim w Poznaniu. To rodzi pewne wyzwania logistyczne. W przypadku utworu Krzysztofa Knittla, irańska instrumentalistka Negar Bouban przyleciała specjalnie na nasz koncert, dzięki czemu usłyszeliśmy muzykę w oryginalnym brzmieniu, najlepszym z możliwych.
Instrument ten od pierwszych dźwięków tworzy zupełnie osobną audiosferę. Fascynujące było obserwowanie momentów improwizacji – przy takiej liczbie strun, oud daje niewiarygodne możliwości. Dla mnie, jako klasycznie kształconej śpiewaczki, występowanie obok tak fantastycznej oudzistki i zanurzenie się w inny świat muzyczny było bardzo inspirujące.
Słuchowisko Tadeusza Wieleckiego Jak by to powiedzieć – kolejna z płyt wydanych przez Anaklasis – rozpoczyna się dialogiem kobiety (Matylda Damięcka) i mężczyzny (kompozytor).
– O czym ona śpiewa?
– Trudno powiedzieć.
– Chce coś powiedzieć?
– Chyba nie… nie musi, bo śpiewa.
(…)
– I wystarczy, że sobie pośpiewa?
– No nie. Rzecz w tym, żeby śpiewać prawdziwie.
Co to zatem znaczy: „śpiewać prawdziwie”?
Właściwa będzie chyba najprostsza odpowiedź: „od serca”. Już w prologu słuchowiska pojawiają się skomplikowane wokalizy niby w senza misura (bez taktu), ale jednak bardzo szybkie i z wysokościami dźwięków precyzyjnie określonymi na pięciolinii. Występują naprzemiennie z tekstami aktorów. W innych częściach dzieła opisuję za pomocą melodii historię Menipposa z Licji oraz Diego Hervasa – postaci z Rękopisu znalezionego w Saragossie. Ta ostatnia jest szczególnie interesująca muzycznie, ponieważ sopran naśladuje w niej brzmienia perkusyjne: szmer cabasy (brazylijski instrument perkusyjny), terkoczący wibraslap (drewniana kula na drucianym stelażu) czy dźwięk zamykanych talerzy hi-hatu. Mogłam również używać takich akcesoriów jak linijka czy duża szczotka ryżowa. Była to jedna z bardziej fascynujących partii.
Ostatnia z płyt Anaklasis poświęcona jest pieśniom Zygmunta Mycielskiego, twórcy pamiętanego przede wszystkim z powodu działalności publicystycznej i literackiej, a jako kompozytora raczej zapomnianego.
Pieśni Zygmunta Mycielskiego nie są ani lekkie, ani oczywiste. Są bardzo intelektualne, a warstwa muzyczna, zwłaszcza partia fortepianu, bywa niezwykle skomplikowana. Jego muzyka często jest impresją na temat literatury, co sprawia, że budowanie narracji muzycznej nastręcza trudności. Na przykład wstęp do pierwszego Trioletu można by rozpisać na wieloczęściową sonatę. Z kolei cykl Pięć pieśni weselnych do słów Bruna Jasieńskiego zawiera w sobie elementy ludowe, jest skoczny i radosny.
W twórczości Mycielskiego, obok pieśni do słów Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, Iwaszkiewicza czy Norwida, zdecydowanie wyróżniają się te do słów Petroniusza – gdybym usłyszała je na koncercie, nigdy bym nie zgadła, że napisał je ten sam kompozytor. Przygotowanie tego repertuaru było momentami istną pracą detektywistyczną. Wspólnie z pianistą Bartłomiejem Kominkiem mieliśmy przed sobą wiele muzycznych i tekstowych zagadek, dla których nie znajdowaliśmy prostych rozwiązań. Liczę, że pojawi się jeszcze niemało okazji do prezentowania pieśni Mycielskiego na kolejnych koncertach. Z pewnością będę pokazywać te utwory swoim studentom.
Myślę, że studenci będą dobrą klamrą dla naszej rozmowy. Czego poszukują osoby, które uczą się u ciebie śpiewu?
Studenci często chcieliby szybko koncertować i wykonywać repertuar chwytliwy i lubiany. Ale jeśli wybierają moją klasę, to zazwyczaj wiedzą, w czym się specjalizuję i liczą na pomoc w interpretacji muzyki nowej. Jako pedagog uważam jednak, że technika bel canto jest absolutną bazą. Dopiero po jej opanowaniu śpiewak jest w stanie bezpiecznie sięgać po bardziej wymagający, najczęściej trudniejszy technicznie do zaśpiewania oraz odczytania repertuar współczesny.
Publiczność wciąż chętniej chodzi na to, co melodyjne – Schuberta, Belliniego, Chopina. Muzyka nowa w klasycznym procesie kształcenia powinna być następnym etapem. Na klasycznych recitalach utwory nowe często wspaniale sprawdzają się jako bisy.