Przypadek Czarnika pokazuje, że droga na międzynarodowe aktorskie wody nie musi prowadzić na Zachód - nie mniej ciekawe projekty realizowane są w Europie południowej i u naszych wschodnich sąsiadów.
Przekonała się o tym także Michalina Olszańska, jedna z aktorskich nadziei polskiego kina. Aktorka, która zachwyciła świat rolą krwiopijczej syreny z "Córek dancingu" (2015) Agnieszki Smoczyńskiej, już rok później wystąpiła w głównej roli w czeskim "Ja, Olga Hepnarová" Tomása Weinreba i Petra Kazdy. Wcielała się w postać młodocianej zabójczyni, ostatniej kobiety, na której w Czechosłowacji wykonano wyrok śmierci, tworząc mocną, pełnokrwistą kreację. Olszańska otrzymała za nią Czeskiego Lwa, nagrodę krytyków filmowych, a także wyróżnienia aktorskie na festiwalach w Mińsku i Koszycach.
I zanim jeszcze opadł kurz po festiwalowych sukcesach czeskiej produkcji, Olszańska była już na planie kolejnego filmu – rosyjskiej superprodukcji "Matylda" (2017). Młoda artystka znów pojawiała się w tytułowej roli, tworząc na ekranie postać Matyldy Krzesińskiej, polskiej baletnicy teatru w Petersburgu, która rozkochała w sobie samego cara Mikołaja II. W Rosji jej film wywołał nie lada skandal. Opowiadał bowiem o kontrowersyjnych kartach z życia władcy, który po latach został świętym Cerkwi prawosławnej.
Dla polskiej aktorki nie to było jednak najtrudniejsze. Aby przygotować się do roli, Olszańska przez pół roku trenowała balet oraz ćwiczyła swoje kwestie. I choć pozbycie się polskiego akcentu okazało się zbyt trudnym zadaniem, a na ekranie Polka była dubingowana przez rosyjską aktorkę, to jej rola spotkała się z ciepłym przyjęciem i wzbudziła uznanie krytyków.
Świat w zasięgu ręki