Zdarzają się czasem filmy, które uwodzą swoją stylistyczną osobnością. Nie wpisują się w żadne mody, za nic mają gatunkowe schematy, a nawet oczekiwania publiczności. Powstają z dziwnej, niewypowiedzianej potrzeby opowiedzenia historii. I to właśnie dzięki swej bezinteresowności okazują się ważne, potrzebne i poruszające.
Taki właśnie jest "To nie mój film", debiutancka fabuła Marii Zbąskiej, kolejna mikrobudżetowa perełka, która w 2024 roku przywracała nadzieję widzom Festiwalu Filmowego w Gdyni, udowadniając, że siłą polskiego kina jest jego różnorodność. Zbąska opowiada historię zmęczonej sobą pary, która po latach związku zdążyła znudzić się sobą na tyle, że dziś zarówno ona (Zofia Chabiera) jak i on (Marcin Sztabiński) zastanawiają się, czy to wszystko ma jeszcze sens. Żeby to sprawdzić i dać sobie ostatnią szansę, podejmują osobliwe wyzwanie – wyprawę zimową plażą wzdłuż wybrzeża Bałtyku. Jeśli uda im się pokonać całą trasę, będą razem, jeśli nie – każde ruszy w swoją stronę.
Zbąska opowiada tę historię z niezwykłym wyczuciem. Jest w jej filmie ironia i czułość, sentymentalizm i szczerość. "To nie mój film" ma w sobie urok sundance’owego kina niezależnego spod znaku wczesnego Taikiego Waititiego, a także rodzaj emocjonalnej prawdy filmów Richarda Linklatera. Ma także własny styl i niepodrabialny ton, który czyni "To nie mój film" jednym z najciekawszych obrazów minionego roku.
"Biała odwaga", reż. Marcin Koszałka