W opowieści o żałobie i przeżywaniu straty Matuszyński łączy psychologiczny dramat z kinem drogi, komedią i ironiczną rozmową z klasykami kina. Ale te stylistyczne hopsztosy sprawiają, że "Minghun" staje się filmem zbyt wykoncypowanym i chłodnym, by w pełni wykorzystać potencjał opowiadanej historii.
Matuszyński zaczyna ją od końca, czyli od śmierci. Pewnego dnia w wypadku ginie Masia (Natalia Bui), dwudziestoletnia córka Jerzego (świetny Marcin Dorociński), jego jedyna przyjaciółka i oczko w głowie. Gdy mężczyzna ze szpitala wróci do mieszkania, zastanie przestrzeń, która na zawsze naznaczona już będzie "uporczywą nieobecnością" ukochanej córki. Jerzego czeka wkrótce przejście wieloetapowego procesu godzenia się ze stratą, a jego jedynym towarzyszem będzie Ben (Daxing Zhang), pochodzący z Hongkongu dziadek Masi, który przekona zięcia, by wspólnie urządzili zmarłej tytułowy rytuał przejścia, dzięki któremu dziewczyna po śmierci nie będzie samotna.
Opowiadając o ich wspólnej drodze, Matuszyński miesza różne gatunkowe schematy i tonacje – znajdziemy w "Minghunie" zarówno kino drogi, jak i nietypowy "bromance" rozpisany na postaci pięćdziesięcioletniego żałobnika i jego chińskiego teścia. Reżyser "Ostatniej rodziny" nie boi się dwuznaczności – wygrywa zapisany w scenariuszu Grzegorza Łoszewskiego czarny humor i proponuje dialog z Kieślowskim i jego filmową duchowością. Zwłaszcza że scenarzysta filmu mnoży nawiązania do jego dzieł: "Podwójnego życia Weroniki" czy "Czerwonego". Sięga na przykład po motyw listu z zaświatów (znany choćby z "Dekalogu IV"), a kiedy indziej przywołuje też nazwisko Van den Budenmayer, czyli artystyczny pseudonim Zbigniewa Preisnera, kompozytora muzyki do filmów autora "Przypadku". Idąc tropami Kieślowskiego, scenarzysta stawia pytania, na które nie ma łatwych odpowiedzi.
"Minghun" jest właśnie tym – opowieścią o poszukiwaniu sensów. Bolesnym, często beznadziejnym, bo realizowanym niejako wbrew sobie. Sceptyczny wobec idei pozagrobowego życia bohater Marcina Dorocińskiego w jednej scen mówi (słowami piosenki zespołu Raz, dwa, trzy), że przecież "trudno nie wierzyć w nic". Dlatego stara się znaleźć w sobie wiarę w wieczność, w kulturę, która ma oswajać ból po stracie, w rytuał jako mechanizm przejścia, wreszcie – w drugiego człowieka.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Kadr z filmu "Minghun" w reżyserii Jana P. Matuszyńskiego, 2024, fot. Lukasz Bąk /Kino Świat
Choć świadomie minimalistyczny obraz Matuszyńskiego nie podsuwa nam gotowych emocji, próbuje je z nas wywabić. Reżyser przygląda się swojemu bohaterowi z wystudiowanym chłodem. Nie prowadzi widza z jednego nastroju w drugi, lecz zostawia w limbo niedopowiedzenia. Jeśli w przeżyciach filmowego bohatera dostrzeżemy okruchy własnej przeszłości i uczuć, wtedy "Minghun" ożywa. Jeśli jednak podobne doświadczenia będą widzowi obce – film raczej pozostawi go obojętnym.
Reżyser chowa się we własnym filmie za podwójną gardą, a w imię artystycznej szlachetności rezygnuje z siły ekranowych sentymentów. W "Minghunie" ta strategia jest źródłem rozczarowania. Kiedy przyglądamy się bowiem pogrążonemu w żałobie ojcu, a od jego łez ważniejsza okazuje się kompozycja kadru (pięknego, oczywiście), wówczas film o śmierci i jej oswajaniu staje się jedynie efektowną pocztówką dla wyrafinowanych widzów. W tej wystudiowanej opowieści brakuje momentów emocjonalnego katharsis, w których reżyser, nie obawiając się zarzutów o sentymentalizm, po prostu zapłakałby razem ze swoim bohaterem i widzem.
Styl wyświetlania galerii
wyświetl slajdy
Wymieniany wśród faworytów tegorocznego 49. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych "Minghun" wyjechał z Gdyni bez nagrody. Ale film Matuszyńskiego to kino, które kiełkuje w widzu, zostając z nim na dłużej. Także dzięki znakomitym aktorskim kreacjom donośnie milczącego Marcina Dorocińskiego oraz będącej objawieniem filmu Eweliny Starejki wcielającej się w sąsiadkę, także opłakującą dorosłe dziecko. I choć sztucznie wychłodzona opowieść o stracie wydaje się ofiarą artystycznych ambicji twórców, ma w sobie prawdę, która broni się sama.
- "Minghun", Reżyseria: Jan P. Matuszyński. Scenariusz: Grzegorz Łoszewski. Zdjęcia: Kacper Fertacz. Występują: Marcin Dorociński, Daxing Zhang, Ewelina Starejki, Natalia Bui. Premiera: 29 XI 2024.