W jaki sposób macierzyństwo wpłynęło na twoje podejście do muzyki?
Przede wszystkim zmieniło się moje podejście do edukacji, ogromnie urosła w moich oczach rola nauczycieli. Sama nieustannie zmagam się z poczuciem, że wciąż wiem za mało, by móc uczyć innych, ale bardzo chcę przełamać ten strach i zacząć dzielić się zdobytymi umiejętnościami. Mam pełną świadomość, jakie to ważne – przecież to ostatecznie moja pani od rytmiki w przedszkolu, Urszula Nacht-Smoczyńska, przekonała rodziców, aby posłali mnie do szkoły muzycznej.
Macierzyństwo sprawiło również, że mam fizycznie mniej czasu na pracę, przez co znacznie szybciej i precyzyjniej zmierzam do obranego celu. Nieustanna konieczność wyborów i rezygnacji z pewnych rzeczy bywa bolesna, ale te naturalnie narzucone ramy potrafią być w gruncie rzeczy twórcze.
Czym jest dla ciebie forma albumu w dzisiejszych czasach, gdy rynek muzyczny niemal całkowicie opiera się na singlach i streamingu?
Sama nieraz zadawałam sobie to pytanie – czy na pewno warto? Jednak to Marcin [Wicha – przyp. red.] upierał się przy stworzeniu pełnej płyty. Poszłam za jego przeczuciem i dziś wiem, że inaczej po prostu być nie mogło.
Płyta to znacznie pełniejsza wypowiedź; ma swój wyraźny początek, przebieg i koniec. Mieni się różnymi odcieniami, tworząc autonomiczną całość. To również pewien zapis chwili, tyle że o wiele bardziej złożony niż jedna, wyrwana z kontekstu piosenka.
Może cię to zdziwi, ale ludzie wciąż chętnie kupują moje płyty po koncertach. Niektórzy otwarcie przyznają, że nie mają w domu odtwarzacza, ale po prostu chcą zabrać ze sobą fizyczne wspomnienie tego konkretnego wieczoru. Płyta to przecież coś więcej niż tylko zbiór plików dźwiękowych. To pełnoprawny przedmiot estetyczny. Swoją cegiełkę do głębszego przekazu, jaki niesie ze sobą cały album, dokłada przecież także grafik.
Istotnym elementem twojej tożsamości artystycznej od zawsze były badania terenowe. Czy wciąż wyruszasz w podróż i spotykasz się z wiejskimi muzykami?
Badania terenowe mają to do siebie, że wymagają poczucia, iż czas jest nieskończony. Nie możesz się nigdzie spieszyć. Trzeba mieć umysł nastrojony na to, że czas nie istnieje, inaczej rodzi się frustracja. Odkąd mam małe dzieci, które bardzo wyraźnie ten czas odmierzają, nie wyobrażam sobie takich wyjazdów.
Poza tym moim głównym obszarem badań była Ukraina, ale też Rosja i Białoruś. To tereny, po których dziś trudno podróżować. Nie mówię, że się nie da, ale to nie jest dla mnie odpowiedni moment.