Przykry paradoks. Mira Kubasińska to niezapomniany głos Blackoutu i Breakoutu, a przecież trudno nie odnieść wrażenia, że to wokalistka, o której zapomniano bez trudu.
-
"Tu mała dygresja o Mirze Kubasińskiej. Była obecna przy tej mojej pierwszej rozmowie z Nalepą, ale nie wpadło mi do głowy, aby ją o cokolwiek zapytać. Znamienne, jak dla mnie bardzo niknęła w jego cieniu" – to fragment z książki Wiesława Królikowskiego "Tadeusz Nalepa. Breakout absolutnie". Jest to rzeczywiście "znamienne", biorąc pod uwagę, że komentarz ten pojawia się w rozdziale dotyczącym płyty "Ogień", a więc albumu sygnowanego imieniem i nazwiskiem wokalistki, która śpiewa wszystkie zawarte na nim piosenki i spogląda z jego okładki. Jeśli w wywiadzie przeprowadzanym dla miesięcznika "Jazz" po premierze tej właśnie płyty nie pojawiło się choćby jedno pytanie do Kubasińskiej, to trudno się dziwić, że kariera artystki przybrała tak smutny obrót. Choć to oczywiście nie takie proste.
Historia jednego spotkania
Marianna Kubasińska urodziła się w 1944 roku we wsi Bodzechów, niedaleko Ostrowca Świętokrzyskiego, gdzie dorastała. W wywiadzie udzielonym Mariuszowi Szalbierzowi dla portalu "Fakty Pilskie" tak wspominała rodzinne tradycje muzyczne: "Dziadek grał na skrzypkach, na harmonii, ojciec też pogrywał, ale tylko w domu, przy jakichś uroczystościach – Wigilii, imieninach… […] Ja natomiast słuchałam Sławy Przybylskiej. Oczywiście z radia, które w tamtych czasach było jeszcze rzadkością. Jak już ktoś miał radio, to pół Ostrowca się do niego schodziło".
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Breakout, 1962, fot. Marek Karewicz / Forum
Obrazek
breakout_1962_fot_marek_karewicz_forum-0431351919-s.jpg
W Ostrowcu Kubasińska uczęszczała do ogniska muzycznego, a także występowała w lokalnym zespole pieśni i tańca przy Zakładowym Domu Kultury. Szybko odkryto, że potrafi śpiewać – już jako ośmiolatka odniosła sukces w ogólnopolskim konkursie "Mikrofon dla wszystkich". We wspomnianym wywiadzie wokalistka opowiada o tym, że lubiła wyrywać się z rodzinnego miasta do Warszawy. Imponowała jej tamtejsza estrada, obecność ogólnopolskich mediów, liczne szkoły muzyczne. A jednak do tego najważniejszego dla jej kariery spotkania doszło nie w stolicy, lecz w Rzeszowie.
"[…] poznałem Mirę w takich okolicznościach, że przyjechał z Ostrowca Świętokrzyskiego zespół pieśni i tańca. Mira tańczyła w tym zespole. Przyszli do knajpy, w której grałem, na kolację. Mieli też ze sobą taki zespół muzyczny i akurat potrzeba było gitarzysty…" – wspomina w książce Królikowskiego Tadeusz Nalepa. To był 1962 – rok, w którym życie Kubasińskiej bardzo przyspieszyło. Niedługo później wraz z Nalepą trafiła do grona laureatów II Festiwalu Młodych Talentów w Szczecinie. W tym samym czasie para podjęła pracę w kabarecie Porfirion działającym w ramach Estrady Rzeszowskiej. Przyszłe gwiazdy rocka można nawet zobaczyć w krótkim materiale o tej grupie zrealizowanym przez Polską Kronikę Filmową. Po latach Nalepa powiedział Królikowskiemu: "Mira zrobiłaby lepiej, gdyby w tym kabarecie została. Jednak poszła za mną". I choć historia polskiego rocka byłaby uboższa o arcydzieło, to najpewniej miał rację.
Jak pisze Wojciech Kwieciński w artykule opublikowanym na łamach kwartalnika "UR Journal of Humanities and Social Sciences", entuzjastyczne przyjęcie Porfirionu na ogólnopolskich scenach i estradach kabaretowych sprawiło, że wokalistka została zaproszona do uczestnictwa w II Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu, gdzie zdobyła wyróżnienie. Na zdjęciach z tej imprezy zapewne dostrzeglibyśmy obrączkę na jej dłoni, ponieważ w styczniu 1964 roku wyszła za Nalepę. W ich życiu działo się wówczas tak wiele, że ślub wzięli w trasie, padło na Wałbrzych.
Występ w Opolu otworzył przed Kubasińską kolejne drzwi. Wokalistka została zaangażowana przez brytyjski rock’n’rollowy zespół The London Beats. Artystka miała zagrać z nimi trasę, a także wziąć udział w nagraniu płyty. Zaproszenie przyszło w wyjątkowo intensywnym dla młodego małżeństwa okresie – w 1965 roku nie tylko narodził się bigbitowy zespół Blackout, ale także ich syn – Piotr. Po latach Kubasińska przyznawała, że pozwolenie na udział w brytyjskiej trasie The London Beats dostała zapewne tylko dlatego, że była młodą matką, więc było jasne, że wróci do Polski.
Co do samej współpracy z Brytyjczykami Kubasińska wspominała ją z godnym podziwu dystansem. W wywiadzie z Szalbierzem mówiła: "Jeśli chodzi o sam London Beats, to nie się co oszukiwać – to był zwyczajny zespół, który u siebie w Anglii grał do piwa w pubie, a u nas organizowano mu wielkie koncerty w halach. Nagrałam z nimi płytkę […], od czegoś trzeba było zacząć". W tej samej rozmowie podkreślała, że zdecydowała się na wyjazd, bo dzięki niemu udało się kupić gitary i mikrofony dla zespołu Blackout.
Taniec w fioletowym świetle
Niewątpliwie w tamtym okresie to Kubasińska była znacznie bliższa statusu gwiazdy. Ze względu na zaangażowanie artystki w prace z The London Beats Nalepa założył zespół z rzeszowskim wokalistą Stanisławem Guzkiem (występującym później jako Stan Borys). Mimo to wpływ Kubasińskiej na losy zespołu pozostawał kluczowy. Nalepa przyznaje, że zaproszenie na ważne dla jego rozwoju rzeszowskie Targi Piosenki otrzymali tylko dlatego, że organizatorzy liczyli na obecność wokalistki.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Breakout, na zdjęciu: Tadeusz Trzciński, Jerzy Goleniewski, Jan Mazurek, Mira Kubasińska, Tadeusz Nalepa, 1971, fot. Marek Karewicz z książki “Big Beat” / dzięki uprzejmości wydawnictwa SQN
Obrazek
Breakout, na zdjęciu: Tadeusz Trzciński, Jerzy Goleniewski, Jan Mazurek, Mira Kubasińska, Tadeusz Nalepa, 1971, fot. Marek Karewicz / dzięki uprzejmości wydawnictwa SQN
W obliczu nierokującej zbyt dobrze współpracy z Brytyjczykami i rosnącej popularności Blackoutu Kubasińska ostatecznie podjęła decyzję o dołączeniu do zespołu, co oczywiście zrodziło napięcia pomiędzy dwójką wokalistów. Jeszcze w 1966 roku prowadzona przez Nalepę grupa zajęła III miejsce w prestiżowym, ogólnopolskim konkursie Wiosenny Festiwal Muzyki Nastolatków (wygrali Skaldowie), a rok później zamknęła się w studio, by nagrać swój debiutancki album. To klasycznie bigbitowa płyta, choć za sprawą Guzka sięgająca też w stronę popu, a nawet soulu. Zaskakują tu jednak przede wszystkim niektóre z tekstów młodego poety Bogdana Loebla, które można nazwać pacyfistycznymi, choć z jakiegoś powodu artyści śpiewają akurat o Hiroszimie i Wietnamie.
Blackout odnosił na tyle duże sukcesy, że w 1966 roku Nalepa i Kubasińska przeprowadzili się do stolicy, gdzie przez pierwsze dwa lata mieszkali w hotelu Warszawa. Mimo to gitarzysta – prowadzący swój zespół twardą ręką – zaraz po sesji nagraniowej zwolnił Guzka, co było równoznaczne z rozwiązaniem grupy. Po latach tłumaczył, że irytowały go gwiazdorskie zwyczaje kolegi, a ponadto był już znudzony prowadzeniem grupy, której głównym zadaniem było akompaniowanie wokalistom.
Rozwiązanie Blackoutu nie oznaczało bynajmniej przerwy od grania. Już w następnym roku Nalepa i Kubasińska wracają na scenę jako członkowie Breakoutu. Zespół, przy którego narodzinach asystował ojciec bigbitu – Franciszek Walicki, wyraźnie dystansuje się od tego gatunku. W jego utworach od razu pojawiają się wyraźne nawiązania do bluesa, a w początkowej fazie także do rocka psychodelicznego. W tym okresie Kubasińska i Nalepa zaczynają wreszcie poznawać nową muzykę nie tylko za pośrednictwem płyt i radiowych audycji. W 1968 roku Breakout wyjeżdża na kilkumiesięczny kontrakt do Holandii. Muzycy występują w tamtejszych klubach, ale także chodzą na koncerty: The Doors, Mothers of Invention, Small Faces, Jefferson Airplane. Z tych spotkań wyrastają nie tylko pomysły na muzykę, ale także jej oprawę wizualną – Kubasińska tańczy w fioletowym świetle, śpiewając: "Gdybyś kochał, hej!", a wraz z nią śpiewa cała Polska. Wydane w 1969 roku "Na drugim brzegu tęczy" jest przede wszystkim kamieniem milowym polskiego rocka, ale także okazuje się wielkim hitem.
Chwila na szczycie
W lata 70. Kubasińska wchodzi jako absolutna gwiazda polskiej sceny. Debiut Breakoutu nie tylko przyćmiewa dokonania jej poprzedniego zespołu, ale wzrasta też jej rola – wreszcie niepodzielnie panuje nad mikrofonem. Głośno jest także o ówczesnych koncertach Breakoutu. Ich koncert w Opolu staje po znakiem zapytania ze względu na długie włosy muzyków i choć ostatecznie do występu dochodzi, telewizyjne kamery pokazują niemal wyłącznie Kubasińską. Niezależnie od przyczyn to wokalistka pozostaje w centrum uwagi.
Potwierdzają to wyniki ówczesnych plebiscytów. Jak podaje Kwieciński, Breakout wygrywa w konkursie "Złota Kotwica" Sopockiego Lata 69 oraz rankingu ogłoszonym przez czasopismo "Musicorama". W tym samym piśmie w plebiscycie na najlepszą polską wokalistkę Kubasińska ustąpiła jedynie Maryli Rodowicz. Kwieciński pisał o niej: "Jej głos zdecydowanie dojrzał, frazowanie było jeszcze pewniejsze, a interpretacje niosły spory ładunek dramaturgii i liryzmu". Dlaczego więc jego artykuł, do którego się tu odnoszę, nosi tytuł "Załamanie kariery artystycznej Miry Kubasińskiej"?
Dwa tory
Choć na początku lat 70. Breakout jest u szczytu popularności, dla Kubasińskiej sprawy zaczynają przybierać zły obrót. Począwszy od drugiego albumu, zespół coraz mocniej przesuwa się w stronę bluesa, a obowiązki wokalisty zaczyna przejmować Nalepa. W rozmowie z Królikowskim artysta tłumaczy: "Mira jakoś nie mogła odnaleźć się w Breakoucie. Zmuszałem ją do śpiewania z ostrym, rockowym akompaniamentem… Postanowiłem więc działać dwutorowo. Sam miałem kontynuować ten bluesowy nurt, a Mira to, co wcześniej odpowiadało jej najbardziej w Blackoucie i Breakoucie".
I tak się stało. Na wydanym w 1971 roku albumie "Blues" śpiewa tylko Nalepa, natomiast jeszcze w tym samym roku ukazuje się "Mira" z piosenkami napisanymi z myślą wokalistce. Dwa lata później ukaże się "Ogień" – drugi album sygnowany nazwiskiem Kubasińskiej. Z perspektywy czasu można chyba jednak uznać, że to bluesowy tor pozostał dla Nalepy ważniejszy. W końcu w wywiadzie z Królikowskim dziennikarz przywołuje słowa gitarzysty na temat nagrywania płyty "Blues": "Miałem ten komfort, że sam śpiewałem wszystko". A do komfortu łatwo przywyknąć.
Nie będzie też chyba przesadą stwierdzenie, że artystyczne rozdroża, na które wszedł Breakout, były odbiciem napięć, jakie pojawiły się w małżeństwie muzyków. Nalepa mówił bez ogródek, że wolałby, aby Kubasińska skupiła się raczej na wychowaniu ich syna. Artystka też musiała zdawać sobie sprawę, że lawirowanie pomiędzy domem a zespołem wpływa niekorzystnie na jej wokalną formę. Ostatecznie życia osobistego i artystycznego nie udało się rozgraniczyć. Kubasińska nie tylko odeszła z Breakoutu, ale w 1980 roku rozwiodła się też z Nalepą.
Jak całkowicie zniknąć
Na początku lat 80. Kubasińska zniknęła ze sceny. Jak twierdzi Kwieciński, w tym czasie mierzyła się z depresją, a w jej życiu pojawił się alkohol. W 1986 roku urodziła syna ze swojego drugiego związku, a utrzymanie nowej rodziny spadło na jej barki. W wywiadzie, jakiego w 1999 roku udzieliła Jerzemu Dyni dla TVP Rzeszów, tłumaczyła, że w tym celu podejmowała się bardzo różnych zleceń: produkowała farby, szyła szelki, malowała smerfy. Niedługo później pracowała także w punkcie gastronomicznym na warszawskim dworcu kolejowym. Widma dawnego życia nawiedzały ją tylko okazjonalnie. Jak w 1985 roku, kiedy została zaproszona do Rzeszowa, by wystąpić na uroczystym koncercie z okazji XX-lecia Blackoutu.
Na regularne występy Kubasińska musiała czekać do aż do 1993 roku, kiedy na festiwalu "Bluesada" (na który została zaproszona w charakterze jurorki) poznała muzyków grupy After Blues. Ze szczecińskim zespołem pracowała później aż do swojej nagłej śmierci w 2005 roku. Począwszy od lat 90. wokalistka współpracowała również okazjonalnie m.in. z Kasą Chorych, Nocną Zmianą Bluesa, a od 2003 roku także z blues-rockowym zespołem KG Band. Ta ostatnia kooperacja dawała jej nadzieję na dłuższy powrót na scenę. W wywiadzie udzielonym Szalbierzowi artystka wyznała: "Muszę się pochwalić, że pracuję nad nowymi nagraniami. W styczniu ukaże się singiel, w kwietniu cała płyta, pierwsza po przeszło 25 latach. Wreszcie mogę powiedzieć: wracam!".
Do powrotu niestety nie doszło. Kilkanaście dni później Mira Kubasińska zmarła na skutek udaru mózgu.