We wtorek, 24 kwietnia, szpularki były rozgniewane. Wzrosła nie tylko liczba osób biorących udział w strajku – do 300 – lecz także liczba postulatów. Poza przywróceniem dawnej płacy domagano się skrócenia godzin roboczych, likwidacji kar, niezatrudniania dzieci poniżej 15. roku życia, obniżenia czynszu w mieszkaniach służbowych oraz usunięcia pracujących w fabryce Niemców. To nie spodobało się władzy carskiej. Do Żyrardowa wysłano policję i wojsko. Szpularki były już wściekłe.
W środę doszło do przypadkowych zatrzymań. Chcąc odbić współpracowników, wzburzony tłum otoczył areszt, rzucano kamieniami. Padły strzały. 19-letni Franciszek Brodowski i 17-letni Franciszek Klepacz zginęli na miejscu. 15-letni Jan Gradowski zmarł dzień później. Poza tym czworo robotników zostało rannych, może więcej, ale leczono ich w domach. Aresztowanych udało się uwolnić.
Kolejnego dnia mieszały się wszystkie emocje, od rozpaczy po furię. Ale szpularki nie były już same – strajk nabrał charakteru powszechnego, 8 tysięcy robotników wyległo na ulice. Pojawiła się też nadzieja. Dittrich obiecał spełnić żądania pracowników, zobowiązał się także do zorganizowania uroczystego pogrzebu zmarłych (odbył się 27 kwietnia), zapłacenia za dni strajku, otworzenia sklepów przy fabryce z tanią żywnością. Mimo deklaracji dyrektora o niewyciąganiu konsekwencji wobec strajkujących, aresztowano kilkadziesiąt osób. Bunt zaczął wygasać, robotnicy powoli wracali do pracy.
28 kwietnia szpularki zwyciężyły. Walczyły o lepsze warunki pracy nie tylko dla siebie, lecz także dla pozostałych zatrudnionych i to nie tylko w Zakładach Lniarskich w Żyrardowie. Strajkowały jako pierwsze pracownice fabryki na ziemiach polskich, a zapewne też jako jedne z pierwszych w ogólnej, XIX-wiecznej historii buntów robotniczych kobiet.
Niebezpieczne szpulki