Saksofonista i kompozytor, który w tworzeniu muzyki najbardziej ceni niezależność, rozumianą jako wielość dróg, którymi może podążać artysta. Prowadzi swój kwartet i oktet, współtworzy duet Malediwy oraz Wojciech Mazolewski Quintet.
Marek Pospieszalski urodził się w 1988 roku w Częstochowie, której energia i mistyka sprawiają, że do dziś w muzyce poszukuje też duchowego pierwiastka. W jego rodzinie szczególnie silnie zaznaczyła się muzyka jazzowa. Jego ojciec, Mateusz Pospieszalski, zaczynał w kultowej grupie Tie Break, by później angażować się w liczne zespoły jazzowe, rockowe, lecz także tworzyć pop i utwory o tematyce religijnej. Co istotne, Marek, podobnie jak ojciec, gra na saksofonach, choć ten drugi nigdy nie naciskał, by syn kształcił się w tym akurat kierunku.
Text
Nie wiem czy dla taty w ogóle było istotne, czy będę zajmował się muzyką, więc to, na jakim będę grał instrumencie było mu tym bardziej obojętne. Dom był przesiąknięty muzyką i ona stanowiła dla mnie środowisko naturalne. Dlatego do szkoły muzycznej poszedłem z własnej woli. Zacząłem w wieku sześciu lat od fortepianu, ale to było kilka lat nierównej walki z despotyczną nauczycielką, która zniechęciła mnie do kontynuowania edukacji w tym kierunku. Drugi stopień szkoły muzycznej rozpocząłem więc na klarnecie i wtedy też zacząłem podbierać tacie saksofony, a on mi tego nie utrudniał.
Autor cytatu
– wspomina Marek Pospieszalski.
Artysta nie ukrywa, że jego muzyczna tożsamość jest zbudowana między innymi na twórczości ojca. Dodaje jednak, że z tych fundamentów zawsze starał się wyprowadzić swoją własną artystyczną ścieżkę. Dlatego już na etapie szkoły muzycznej drugiego stopnia zajmował się scratchingiem i produkowaniem hiphopowych bitów. Bardzo szybko sięgnął też po saksofon tenorowy – to jest akurat ten instrument, na którym nie gra jego ojciec. – Niezależność to coś, co cały czas mną kieruje – tłumaczy. – Muzyka to nieskończoność możliwości, więc głupio byłoby powtarzać czyjeś historie.
Praktyki na Malediwach
W swoich artystycznych poszukiwaniach Marek Pospieszalski szybko zwrócił się w kierunku jazzowej awangardy i sztuki improwizacji. Partnera na tej ścieżce znalazł na studiach, w krakowskiej Akademii Muzycznej. Tam poznał Qbę Janickiego – perkusistę, producenta, syna kontrabasisty i ważnej postaci sceny yassowej, Sławomira Janickiego. – Na studiach docierały do mnie informacje, że szuka mnie "chłopak z bydgoskiego Mózgu". Kiedy w końcu doszło do naszego spotkania, nie zrobił na mnie dobrego wrażenia, wydawał mi się przemądrzały, arogancki. Kiedy jednak zaczęliśmy współpracę, szybko zredefiniowałem swój pogląd. Qba okazał się być wspaniałą, wrażliwą osobą.
Po latach Janicki przyznaje, że poznanie Pospieszalskiego to najważniejsza rzecz, jaką zawdzięcza studiom na Akademii Muzycznej w Krakowie. Jazzmanów szybko połączyła podobna wizja świata, której przyczyn saksofonista doszukuje się w dorastaniu w muzycznych rodzinach, w których ważny był duch niezależności i wolności. Wspólnota doświadczeń i wyrastająca z nich wrażliwość, sprawiały, że powołanie wspólnego zespołu wydawało się twórcom nieuniknione.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Marek Pospieszalski, fot. Szymon Hantkiewicz
Obrazek
marek_pospieszalski_bazar_06.jpg
Zanim jednak do tego doszło, muzycy spotkali się w zespole proponującym inne – mniej awangardowe oblicze jazzu. Przy okazji albumu "Polka" Janicki dołączył do składu Wojctek Mazolewski Quintet, z którym Pospieszalski występował od debiutanckiej płyty zespołu z 2011 roku. To właśnie saksofonista wciągnął kolegę ze studiów do kwintetu, w którym obaj występują do dzisiaj.
W tym samym czasie młody saksofonista brał udział w licznych nagraniach i innych muzycznych inicjatywach. Jego instrument słychać m.in. na płytach Power of the Horns ("Alaman"), Mateusz Pospieszalski Quintet ("Tralala") czy Kuba Płużek Quartet ("Froots"). Być może dlatego debiut Malediwów ("Afroaleatoryzm"), czyli duetu założonego z Qbą Janickim, ukazał się dopiero w 2018 roku. Od tego czasu jednak ma on dla artysty szczególne znaczenie.
Text
Kiedy teraz na to patrzę, Malediwy stały się dla nas czymś w rodzaju "working-bandu". W duecie zaczęły się krystalizować sytuacje, które mają odzwierciedlenie z jednej strony w naszych projektach solowych, a z drugiej w moim oktecie.
W recenzji debiutu Malediwów autorstwa Piotra Wojdata, opublikowanej na łamach portalu "Polish Jazz", można przeczytać: Marek Pospieszalski ma dzięki […] skupionej grze perkusisty szerokie pole do popisu. Żarliwe improwizacje przeplata z zarysami motywów melodycznych, które bywa, że są kontrapunktem dla tego, co tworzy Janicki. Z nagrań buzuje energia, spontaniczność i duża radość z tworzenia.
Warto dodać, że wspomniane wydawnictwo stanowiło rejestrację koncertu w bydgoskim klubie Mózg. Choć jego następca powstawał w studio i przy pomocy innych narzędzi, trzon tej płyty również stanowiła improwizacja, która jest wpisana w DNA Malediwów. Na wydanym w 2020 roku "Dolce Tsunami" Pospieszalski i Janicki sięgają do brzmień zelektryfikowanych, lecz ich źródło nie jest komputerowe. Efekt ten osiągnięty zostaje dzięki przetwornikom piezoelektrycznym i sprzężeniom wywoływanym przez gitarowe wzmacniacze.
Plony w Portugalii
Szczególnie udanym czasem dla Marka Pospieszalskiego okazał się rok 2022. Ukazało się wtedy "Polish Composers Of The 20th Century" – monumentalne, dwupłytowe wydawnictwo, które artysta zrealizował w rezultacie ministerialnego stypendium. Pospieszalski wraz ze swoim oktetem sięgnęli do utworów wybitnych polskich twórców XX wieku, celowo pomijając dzieła tych najczęściej wspominanych (Penderecki, Górecki, Lutosławski, Kilar).
Text
Zdecydowałem się pracować na niewielkich fragmentach, które byłyby budulcem dla długich minimalistycznych form. Później, w trakcie tworzenia kolejnych wariacji, każde z oryginalnych dzieł podsuwało mi inne, charakterystyczne dla danego utworu elementy. Czasem był to rytm, czasem fraza, a czasem wyjątkowe brzmienie, na których zaczynałem budować całość.
Autor cytatu
– opowiada Pospieszalski.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Oktet Marka Pospieszalskiego, fot. Łukasz Zyska
Obrazek
oktet_fot.lukasz_zyska_2.jpg
W większości przypadków artysta nie sięgał do partytur – chętniej opierał się na wrażeniach słuchowych. W ten sposób jazzowy oktet, w którego skład wchodzą również Tomasz Dąbrowski (trąbka), Piotr Chęcki (saksofon tenorowy), Grzegorz Tarwid (fortepian), Szymon Mika (gitara), Tomasz Sroczyński (skrzypce), Max Mucha (kontrabas) i Qba Janicki (perkusja), mierzył się z utworami Kotońskiego, Krauzego czy Szalonka. Lider oktetu przyznaje, że swoje aranżacje przygotowywał nawet nie tyle pod konkretne instrumenty, co muzyczne osobowości. Miało to tym większe znaczenie, że sercem albumu okazała się kolektywna improwizacja.
Co ciekawe, utwory te początkowo miały zostać opublikowane jedynie w sieci – ostatecznie trafiły jednak na płytę. Mało tego, album wydała portugalska wytwórnia Clean Feed – bez wątpienia jedna z najważniejszych na świecie oficyn skupiających się na jazzie i muzyce improwizowanej. Pospieszalski nie ukrywa, że trafienie do jej katalogu było jednym z jego życiowych marzeń. Artysta szybko zresztą poszedł za ciosem, bo jeszcze w tym samym roku nakładem Clean Feed ukazało się "Dürer’s Mother" – album prowadzonego przez saksofonistę kwartetu. Obok Maxa Muchy wspierają go tutaj pianista Elias Stemeseder oraz perkusista Max Andrzejewski. W przeciwieństwie do nagrań oktetu, Pospieszalski tym razem zaprezentował w pełni autorskie kompozycje: Każda z nich była inspirowana konkretnym twórcą i jest mu dedykowana. Nie chciałem jednak odbierać słuchaczom swobody w interpretowaniu muzyki, więc tytuły utworów nawiązują do nich w sposób bardzo zawoalowany.
Marek Pospieszalski, którego w 2021 roku niemiecki magazyn "Jazz Thing" nazwał jednym z 25 najbardziej obiecujących europejskich artystów, w najbliższym czasie planuje ograniczyć zobowiązania sidemana i skupić się na twórczości autorskiej. Pomysłów mu raczej nie zabraknie. W najbliższym czasie ukaże się jego album solowy oraz drugie wydawnictwo oktetu – tym razem poświęcone polskim kompozytorkom. W planach ma również nagranie trzeciej płyty Malediwów.