Dobrym apetytem odznaczali się również polscy pisarze dziecięcy. Wielkim łasuchem był Jan Brzechwa. Współcześni mu opowiadali, że posiłek w towarzystwie Brzechwy przypominał obrzęd mistyczny. Kiedy ktoś mu zarzucił, że za bardzo lubi jeść, Brzechwa odparował: "Ja nie jem, a ucztuję. A to zasadnicza różnica." Kiedyś pisarz wraz z żoną wydali nawet obiad à la Petroniusz, w rzymskim stylu. Brzechwa jadł leżąc, ubrany w togę, z wieńcem z laurowych liści na głowie. Jednak szybko zrezygnował z tego pomysłu, ponieważ jedzenie i picie w pozycji horyzontalnej okazało się piekielnie niewygodne. Pisarz prawie nigdy nie jadł w samotności, nawet jeśli był bardzo głodny, tłumacząc swój zwyczaj następująco: "Nie jestem psem, żeby jeść sam".
Jan Brzechwa, poeta, autor bajek i wierszy dla dzieci, tłumacz literatury rosyjskiej - zdjęcie 1945-50, www.audiovis.nac.gov.pl (NAC)
Stanisław Ryszard Dobrowolski wspominał, jak jesienią 1943 roku, w samym środku okupacji, Brzechwa przyznał mu się, że zakochał się w pięknej Janinie Serockiej. Wkrótce zakochany pisarz postanowił przedstawić wybrankę znajomym i w tym celu zorganizował wystawną kolację w małej przytulnej restauracji "Cyranka" na ulicy Widok, w samym sercu Warszawy. Gest był nie tylko hojny (z pieniędzmi u Brzechwy w czasie wojny było krucho), ale i ryzykowny – był Żydem, o czym wiedziało wielu, w dodatku osobą dość rozpoznawalną. W czasie okupacji ukrywał się, koczując w mieszkaniach przyjaciół i znajomych. Ale kolacja, według Dobrowolskiego, była wspaniała:
Najpierw podano różnorodne przekąski, a do nich wódkę. Następnie na stole pojawił się smażony łosoś, do którego podano białe wino, nie pamiętam już jakiej marki. Po rybie podano stek filet mignon, a do niego wytrawne czerwone wino. Kolację zwieńczył szampan i wielki cudowny tort do czarnej kawy.
Każdy, kto czytał dziecięce wiersze Jana Brzechwy, wie, że poeta unikał zdrobnień, nie chcąc niańczyć czytelników, niezależnie od ich wieku. Ale w codziennym życiu wystarczyło zacząć rozmowę o jedzeniu lub zbliżającym się przyjęciu, by zdrobnienia i pieszczotliwe sufiksy pojawiły się same w jego sposobie mówienia: sałatka, twarożek, ziemniaczki, kapustka, wódeczka... Po wojnie koledzy żartobliwie nazywali go "rycerzem zdegradowanej polskiej gastronomii". Pewnego dnia żona Janina – piękność, w której zakochał się w czasie okupacji – wyznała poecie, że chciałaby choć raz w życiu zjeść kawior łyżką z głębokiego talerza. Brzechwa zapamiętał sobie tę rozmowę i pewnego dnia wrócił do domu z zawiniątkiem, krzycząc od progu: "Przygotuj talerz i łyżkę!". Tego dnia przy ulicy Brackiej otwarto delikatesy, gdzie sprzedawano doskonały kawior astrachański, a Brzechwa kupił cały kilogram.
Okładka książki Małgorzaty Musierowicz "Łasuch literacki". fot. materiały promocyjne wydawnictwa
Małgorzata Musierowicz postanowiła zebrać w jednym zbiorze przepisy na potrawy, którymi raczą się bohaterowie jej książek. Ukazała się niezwykła pozycja pt. "Łasuch literacki, czyli ulubione potrawy moich bohaterów – przepisy kulinarne i wnikliwe komentarze" (1991). Potrawy, opisane w tym niеtuzinkowym zbiorze, pojawiają się w cyklu Jeżycjada. Pierwsza książka z tej serii, powieść o szkolnej miłości "Szósta klepka", ukazała się w 1977 roku, a ostatnia, dwudziesta druga – w 2018 roku. Bohaterowie "Jeżycjady" jedzą dużo i z przyjemnością, a tytuły niektórych powieści mają kulinarne konotacje – "Kwiat kalafiora" (w tej książce bohaterowie przygotowują wspaniały mus czekoladowy "Murzyn w koszuli"), "Opium w rosole", "Pulpecja", "Czarna polewka"… W Polsce wyrosło kilka pokoleń fanów Jeżycjady i wielu dziś już dorosłych wielbicieli twórczości Musierowicz przyrządza teraz w domu potrawy ulubionych postaci literackich, z nostalgią wspominając dzieciństwo.
Tłumaczenie z j.rosyjskiego Anna Wolska.