Druga natura miasta – fotointerwencje w Belfaście
Stolica Irlandii Północnej, w której wiktoriańska architektura współistnieje z postmodernistyczną zabudową, a gdzieś w tle majaczą malownicze wzgórza, po raz 15. przeobraziła się w żywą galerię sztuki. Polscy artyści skonfrontowali odbiorców ze zmieniającym się krajobrazem nadwiślańskiej ekologii i społeczeństwa.
"No Alibis" wabi czytelnika kolorową witryną i pomalowanym fragmentem fasady, które kontrastują ze stonowanym, ceglastoczerwonym kostiumem okolicznych budynków. Na tę niezależną księgarnię można natknąć się, zmierzając z gwarnego centrum Belfastu do kojących zmysły Ogrodów Botanicznych w południowej dzielnicy uniwersyteckiej Queen’s Quarter. Kameralne wnętrze kusi literaturą wszelakich gatunków i o różnorodnej tematyce. Między publikacjami traktującymi o historii i tożsamości Irlandii Północnej oraz całej wyspy można znaleźć tutejszy bestseller "Old Ireland in Colour". Autorzy albumu – John Breslin, który za pomocą sztucznej inteligencji i programu graficznego do obróbki zdjęć pokolorował w większości ponadstuletnie fotografie, oraz historyczka Sarah-Anne Buckley – stworzyli wizualną wizytówkę kraju pamiętającego o dramatycznej przeszłości, lecz patrzącego z dumą (chociaż i z troską) w przyszłość.
Taki też wydaje się sam Belfast: estetycznie historyzujący, udekorowany muralami opowiadającymi historię konfliktów, przyciągający turystów bogatą ofertą kulturalną i niezobowiązującą atmosferą pubów, głęboko zakorzeniony w naturze. Gdyby porównać współczesne ujęcia miejskiego krajobrazu wyświetlane na ekranie smartfonów oraz archiwalne kadry z książki "Old Ireland in Colour", to okaże się, że dzieli je niemal wszystko: architektura domostw, infrastruktura, moda. Jednak ich wspólną cechą pozostają barwy ziemiste z dominującą zielenią wzgórz i pastwisk, które tworzą subtelną scenerię wydarzeń, i roślinnością zachłannie wgryzającą się w mury budynków, jakby chciała odzyskać należne jej miejsce. Gdzie więc, jeśli nie w Belfaście, zorganizować festiwal fotografii, którego tematem przewodnim jest biosfera, a biorący w nim udział artyści stawiają pytania o etykę i empatię, relacje między ludźmi a innymi istotami żyjącymi na Ziemi?
(O)cena współczesności
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Belfast Photo Festival 2025, Ogrody Botaniczne w Belfaście, fot. Agnieszka Warnke
Obrazek
belfast_photo_festival_ogrody_botaniczne_fot._agnieszka_warnke.jpg
Fotografia to wynalazek epoki człowieka, zwanej – w zależności od tego, kogo w nazwie obwinia się za zmiany geologiczne – antropocenem lub kapitałocenem. Jak zauważa Marianna Michałowska w publikacji "Materia(ł) fotografii", medium to, widziane z perspektywy kapitałocenu, jest niejednoznaczne:
Z jednej strony, jako gałąź przemysłu i narzędzie polityki reprezentacji, wpisuje się w dyskurs globalizacyjno-kolonizacyjnego uprzemysłowienia. I jako taka [fotografia] jest częścią brutalnej gry rynkowej – wyścigu patentów, wypierania mniej dochodowych technik przez nowe, tańsze i przynoszące skuteczniejsze finansowo wyniki, ekspansji korporacji, czyli dokładnie tych samych mechanizmów, które rządzą kapitalistyczną gospodarką. Z drugiej – jako obraz zawiera w sobie potencjał emancypacyjny. Dostarcza bowiem szerokiemu odbiorcy globalnej kultury wizualnej licznych dokumentów pokazujących kapitałocenną eksploatację i zniszczenie.
O ile tę podwójną rolę fotografii dostrzegano już w XIX wieku, o tyle jej funkcja alarmująca o destrukcyjnym wpływie przemysłu na bioróżnorodność przybrała na sile w obliczu szybko postępujących zmian klimatu. Propagator humanistyki środowiskowej Lawrence Buell przekonuje, że kryzys ekologiczny to przede wszystkim kryzys wyobraźni. Z kolei Michałowska używa pojęcia "wyobraźni przyrodniczej" rozumianej nie tylko jako naświetlanie pewnych zjawisk i procesów, lecz także kształtowanie myśli ekologicznej i budowanie odpowiedzialności za obraz (ponoszonej zarówno przez fotografującego, jak i oglądającego). W swojej książce pokazuje, jak ważne jest połączenie perspektywy naukowej z artystyczną dla efektywnego zaktywizowania odbiorcy. Skupia się na praktykach wizualnych, choć dostrzega potrzebę rozszerzenia pola badań o sfery dźwięków, zapachów, wrażenia haptyczne. Przesunięcie tych granic prowadziłoby do pełniejszego, bardziej świadomego doświadczania natury.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Anna Zagrodzka, "Alternaria alternata", fot. dzięki uprzejmości artystki
Obrazek
belfast_photo_festival-anna_zagrodzka-alternaria_alternata-06.jpg
Lekcji doświadczania przyrody (zapośredniczonej poprzez sztukę) w przestrzeni miasta udzielił odbywający się w czerwcu 2025 roku Belfast Photo Festival. Czworo organizatorów – Toby Smith, Michael Weir, Josie Smart, Calvin Ballard – zaprosiło do stolicy Irlandii Północnej kilkudziesięciu artystów przyglądających się strefie okołoziemskiej. Wystawy i instalacje pojawiły się w miejscach publicznych i nie sposób było przejść obok nich obojętnie. Nad tradycyjnymi salami ekspozycyjnymi, jak Belfast Exposed czy Ulster Museum, przeważały przestrzenie nieoczywiste. Diana Lelonek "posadziła" śmieciorośliny przed ratuszem w centrum miasta. Anna Zagrodzka odkryła przed spacerowiczami Ogrodów Botanicznych mikroświaty miejsc zagłady. Wiedzeni aromatem kawy mieszkańcy czy turyści mogli zajrzeć do Hustle Coffee przy Rosemary Street – i przenieść się do równoległych rzeczywistości najczystszego jeziora w Polsce oraz pobliskiego lotniska wojskowego dzięki zdjęciom Karola Szymkowiaka. Z kolei Dyba i Adam Lachowie zaprezentowali sensualny obraz filmowy – z rzeką w roli głównej – w kameralnym Queen’s Film Theatre.
Zatrzymajmy się więc na chwilę w królewskiej dzielnicy, do której zmierzaliśmy na początku tej wizualnej wędrówki po Belfaście.
Kwitnące obrazy
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Polly Garnett, "Hill Pictures", fot. Belfast Photo Festival
Obrazek
belfast_photo_festival-polly_garnett-hill_pictures-01.jpg
Pokrzepiające, że o Divis i Black Mountain czy Cave Hill pisze się jako o szlakach przyrodniczych z widokiem na miasto. To symboliczny zwrot: człowiek mieszkający w betonowej dżungli jest obserwowany przez naturę. Na tych wzgórzach irlandzka artystka Polly Garnett przeprowadziła warsztaty fotograficzne, podczas których uczestnicy mieli okazję utrwalić na polaroidach dziką okolicę. Fotografka rozmawiała również z lokalnymi mieszkańcami, dokumentowała skutki pożarów, sadzenie drzew – wszystko po to, by zwrócić uwagę na ochronę środowiska i uchwycić interakcję między przyrodą a człowiekiem.
Ze wzgórza Cave Hill roztacza się widok na Ogrody Botaniczne, otwarte w 1828 roku najpierw jako prywatny park, a pod koniec XIX stulecia dostępny dla wszystkich. Tutaj, w otoczeniu róż, stawu i szklarni przypominającej kształtem muszlę, zainstalowano prace Garnett z serii "Hill Pictures". Trudno było ich nie dostrzec, gdyż przewyższające człowieka prostokątne obiekty zaburzały bezrefleksyjną kontemplację przyrody.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Ogrody Botaniczne, projekt Anny Zagrodzkiej "Alternaria alternata", fot. Agnieszka Warnke
Obrazek
ogrody_botaniczne_projekt_anny_zagrodzkiej_22alternaria_alternata22_belfast_fot._agnieszka_warnke.jpg
O wiele dyskretniej zachowywały się fotografie Anny Zagrodzkiej z projektu "Alternaria alternata" ustawione dosłownie kilka kroków dalej. Geometrycznie ułożone, półprzezroczyste wydruki pleśni widzianych pod mikroskopem kojarzyły się raczej z gwiezdnymi konstelacjami lub obrazami abstrakcjonistów niż z agresywnymi mikroorganizmami zacierającymi ślady po nazistowskich obozach zagłady. Niepokój budziły dopiero sąsiadujące z nimi ujęcia przyrody będącej świadkiem masowych mordów podczas wojny. Dzięki zastosowaniu specjalnych negatywów uczulonych na spektrum podczerwieni fotografka uchwyciła to, co emituje ciepło, czyli w pewnym sensie nadal żyje.
Podobnie jak Garnett na warsztatach, Zagrodzka podczas dokumentacji projektu wykorzystała polaroidy. Nie można jednak było obejrzeć ich w Belfaście ze względu na wrażliwość materii. Z jednej strony poświadczają one o niepodważalności fotografii (w przeciwieństwie do zdjęcia cyfrowego, które łatwo poddać obróbce graficznej), z drugiej – mają w środku ukrytą chemię, więc proces wywoływania, "dojrzewania" zdjęcia trwa.
Uwodzące piękno pleśni z "Alternarii alternaty" kontrastuje z surowym, czarno-białym krajobrazem irlandzkich torfowisk zarejestrowanym przez Chada Alexandra. Oba pokazywane w Ogrodach Botanicznych projekty łączy wspólna refleksja na temat relacji między człowiekiem a naturą. O ile Zagrodzka poddaje namysłowi ewoluującą politykę instytucji muzealnych względem przyrody w miejscach zbiorowej pamięci, o tyle pochodzący z Belfastu autor "Bog Story" ukazuje wysiłki podejmowane przez organizacje, aktywistów i lokalną społeczność w celu odbudowy unikalnych ekosystemów. Prace obojga artystów ukonkretniają w fotografii ślady procesów niewidocznych na pierwszy rzut oka.
Ekskluzywne śmieciorośliny
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
"Centrum Żywych Rzeczy" Diany Lelonek przed ratuszem w Belfaście, fot. Agnieszka Warnke
Obrazek
22centrum_zywych_rzeczy22_diany_lelonek_przed_ratuszem_w_belfascie_fot._agnieszka_warnke.jpg
Organizmy zamieszkujące torfowiska przystosowane są do trudnych warunków: wysokiej wilgotności, niskiej temperatury, niedoboru tlenu. Szkołę przetrwania musiały również przejść obiekty znalezione przez Dianę Lelonek na nielegalnych składowiskach odpadów i innych nieużytkach, stanowiących dla artystki pole do eksperymentów. Zzieleniały niekoniecznie ze starości portfel, zawłaszczona przez porosty gąbka tapicerska czy zużyte części komputera, do których wprowadziły się różne gatunki mchów – to tylko niektóre okazy śmiecioroślin zgromadzone w parainstytucie badawczym "Centrum Żywych Rzeczy". Zostały sfotografowane jak luksusowe produkty z katalogu albo eksponaty muzealne, na białym tle, wyjęte z kontekstu.
Podczas Festiwalu Fotografii w Belfaście wrosły w tkankę miejską – wielkoformatowe zdjęcia ustawiono na trawniku okalającym ratusz. Nocą świetnie komponowały się z podświetloną, zabytkową budowlą projektu Alfreda Brumwella Thomasa, czerpiącego wzorce ze stylu renesansowego, baroku i klasycyzmu. Za dnia na tle monumentalnego gmachu wyglądały co najmniej osobliwie, ale zapewne o ten efekt chodziło kuratorom instalacji. W końcu miasto krytycznie zapatrzone w historię – przypominaną chociażby poprzez wystawiony w City Hall stół, przy którym zwolennicy unii z Wielką Brytanią podpisali w 1912 roku przymierze stawiające opór próbom uniezależnienia się Irlandii od korony (zdjęcie z tego wydarzenia zamieszczone w "Old Ireland in Colour" pokazuje, że wnętrze ratusza niewiele się zmieniło przez te lata) – podąża z duchem czasu. Z kolei obiekty śmieciowe zatoczyły krąg: wyrzucone przez człowieka powróciły do niego w formie sztuki.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Joe Laverty, "Shallow Waters", fot. Belfast Photo Festival
Obrazek
belfast_photo_festival-joe_laverty-shallow_waters-01.jpg
Prace Lelonek to niejedyny akcent "reklamowy" festiwalu fotografii. W różnych częściach Belfastu ulokowano cyfrowe billboardy przedstawiające Lough Neagh – największe jezioro Wysp Brytyjskich, które umiera na naszych oczach. Joe Laverty poprzez projekt "Shallow Waters" ukazuje zaniedbania człowieka mogące doprowadzić do całkowitego załamania ekosystemu akwenu dostarczającego 40 proc. wody pitnej mieszkańcom Irlandii Północnej. Sam sposób zaprezentowania pracy irlandzkiego fotografa i filmowca powinien zmuszać do bezpośredniej interakcji odbiorcy z tematem. Czy jednak kolejny wizualny komunikat w centrum miasta ma jeszcze jakąkolwiek siłę przekazu?
Kawa z widokiem na wojnę
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Karol Szymkowiak, z książki "0169-8629 5223-01750", fundacja Pix.house, fot. dzięki uprzejmości fotografa
Obrazek
belfast_photo_festival-karol_szymkowiak-0169-8629-5223-01750-07.jpg
Paradoksalnie trwalej zapada w pamięć sztuka, z którą spotkanie wydaje się przypadkowe. Turyści lub mieszkańcy odwiedzający w czerwcu kościół prezbiteriański usytuowany przy Rosemary Street, pierwszy w Belfaście, ufundowany w XVII wieku i przebudowany w 1783 roku (o czym informuje inskrypcja nad wejściem), mogli wstąpić do sąsiadującej z nim kawiarni Hustle Coffee. Jedną z jej wewnętrznych ścian przekształcono w minigalerię: powiększona, centralnie umiejscowiona fotografia przedstawiała fortecę z piasku znad Jeziora Powidzkiego (uruchamiając wyobraźnię, można było dostrzec podobieństwo do zamku położonego na zboczu Cave Hill), a rozsypane na jej tle czarno-białe zdjęcia opowiadały historię akwenu oraz największego lotniska wojskowego w Polsce, stanowiącego potencjalny cel ataku w wypadku wojny.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Karol Szymkowiak, z książki "0169-8629 5223-01750", fundacja Pix.house, fot. dzięki uprzejmości fotografa
Obrazek
belfast_photo_festival-karol_szymkowiak-0169-8629-5223-01750-01.jpg
Swoisty zgrzyt pomiędzy przestrzenią wypoczynku, naturą a widmem katastrofy jeszcze pełniej oddaje książka fotograficzna autora projektu, Karola Szymkowiaka, którą można było przeczytać na miejscu. Jej tytuł, "0169-8629 5223-01750", to kod z czasów zimnej wojny – numer na liście celów strategicznych w krajach bloku wschodniego i Chinach wybranych przez amerykańskie lotnictwo w razie globalnego konfliktu. Dziś w wielkopolskim Powidzu stacjonują wojska US Army, a nad brzegiem tamtejszego jeziora stoi marna kopia Statuy Wolności. Szymkowiak wyłapuje takie paradoksy przez obiektyw aparatu i tworzy surrealistyczną mozaikę powidzkiego krajobrazu. Pozostawia odbiorcę z pytaniem o bezpieczeństwo człowieka ponoszone kosztem przyrody, co niejako koresponduje ze wspomnianym "Shallow Waters" i pokazuje, że problemy dotyczące relacji człowieka i środowiska są wspólne, niezależnie od szerokości geograficznej.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Sitara Thalia Ambrosio, "Fragile as Glass", fot. Belfast Photo Festival
Obrazek
belfast_photo_festival-sitara_amrbosio_02.jpg
15. Belfast Photo Festival obfitował nie tylko w tematykę katastrofy ekologicznej. Kontekst wojny poruszony przez Szymkowiaka w pełni uobecnił się w pracach Sitary Thalii Ambrosio oraz Oleksandra Rupety. Fotoreporterka dzieląca życie między Hanower a Kijów udokumentowała codzienność queerowych mieszkańców Ukrainy. Jej książka "Fragile as Glass" zawiera fotografie i historie pięciorga bohaterów szczególnie zagrożonych przemocą ze strony sił rosyjskich, a których perspektywa jest często marginalizowana. Tematycznie bliższy pracom polskiego twórcy jest projekt ukraińskiego fotografa "Stages of Air". Rupeta utrwalił krajobraz Donbasu, w którym kojący spokój mącą echa eksplozji i ostrzału artyleryjskiego.
Za sprawą dwóch wizualnych opowieści o Ukrainie wylądowaliśmy ponownie w Ogrodach Botanicznych. W ich przestrzeni stanął również kontener z biblioteką fotoksiążek. Wyselekcjonowane przez Fotofestiwal w Łodzi publikacje –z dominującą reprezentacją polskich artystów –pozwoliły na inny sposób doświadczenia narracji festiwalu. Pięć głównych wystaw fotograficznych skupiło się wokół kruchości i piękna naturalnego dziedzictwa Irlandii Północnej. O trzech już wspomnieliśmy – projektach Polly Garnett, Chada Alexandra i Joe Laverty’ego. Warto także przyjrzeć się dwóm pozostałym.
Głębia głębin
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Yvette Monahan, "The Ocean Within", fot. Belfast Photo Festival
Obrazek
belfast_photo_festival-yvette_monahan-the_ocean_within-remember_coming_home-08.jpg
Helio León, hiszpański fotograf i filmowiec mieszkający w Dublinie, zaproponował wizualną wędrówkę po chronionym obszarze umiarkowanego lasu deszczowego, który przetrwał przy minimalnej ingerencji człowieka. Obumarłe drzewa pozostawiono działaniu natury, by mogły nakarmić ziemię i odrodzić się. "Narrow Valley" to hołd oddany nie tylko ekosystemowi, lecz także alternatywnym procesom fotograficznym. Naświetlony film został zanurzony i wybielony w rzece Glenarm, a zarejestrowany obraz pojawił się na tkaninie. Powrót do tradycyjnych technik obserwujemy także w twórczości Diany Lelonek – w swoich ostatnich dziełach artystka korzysta z solarigrafii, cyjanotypii oraz anthotypii. I podobnie jak u Leóna jej utrwalone cyfrowo śmieciorośliny poddają się cykliczności zmian w środowisku, przechodzą metamorfozę zgodną z naturą.
Z kolei w "The Ocean Within" Yvette Monahan bada ukryte role ryb, będących biologicznymi strażnikami czasu i historii. W ich ciałach zapisana jest mapa doświadczeń życiowych, zbiorowa pamięć wodnego świata. O pamięci – ludzkiej i przestrzennej – traktuje też projekt Anny Zagrodzkiej. Obie fotografki wielką wagę przywiązują zarówno do artystycznej strony swoich prac, jak i do zaplecza naukowego: Monahan pokazała dwumetrowe wydruki swoich koncepcyjnych obrazów niedaleko stacji badawczej Agri-Food and Biosciences Institute w Irlandii Północnej, autorka "Alternarii alternaty" rozpoczęła swoje mikroskopowe badania podczas studiów technologii żywności na Politechnice Łódzkiej.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
"Przynoszę ci dzikość", reż. Dyba Lach, zdjęcia: Adam Lach, fot. Adam Lach
Obrazek
adla_zygmunt_004.jpg
Interesującym kontrapunktem dla opowieści z głębi oceanu irlandzkiej fotografki wydaje się film "Przynoszę ci dzikość" w reżyserii Dyby Lach i ze zdjęciami Adama Lacha. Towarzyszyli oni z kamerą muzykowi Michałowi Zygmuntowi w 40-dniowej podróży z Bugu do Odry. Katastrofa ekologiczna na tej drugiej co do długości rzece w Polsce, w wyniku której zginęło ponad 200 milionów organizmów wodnych, skłoniła artystów do sięgnięcia po inne środki wyrazu. Duet tworzący dotąd wspólnie książki fotograficzne (m.in. "Stigma", "Rewizje") tym razem posłużył się językiem filmu, łączącym wrażenia wzrokowe i słuchowe. Dźwięki Bugu, Wisły i Odry oraz okolicznej przyrody wypełniły salę Queen’s Film Theatre w Belfaście. W poetyckim dokumencie "Przynoszę ci dzikość" królową była rzeka – tajemnicza, wdzięczna, nieokiełznana, dziko piękna.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
"Przynoszę ci dzikość", reż. Dyba Lach, zdjęcia: Adam Lach, fot. Adam Lach
Obrazek
adla_zygmunt_002.jpg
W obrazie filmowym Lachów pobrzmiewa echo Szkoły Ekopoetyki, wspólnego przedsięwzięcia Julii Fiedorczuk i Filipa Springera. Celem szkoły było ukształtowanie w słuchaczach ekokrytycznej refleksji, skierowanie uwagi na relacje między człowiekiem a nie-ludzką przyrodą. Za myśl przewodnią posłużyły słowa Buella o kryzysie wyobraźni, do których nawiązuje także Michałowska w swojej książce. Wydaje się, że film polskich artystów to znakomite studium przypadku, wykraczające poza czysto wizualne pole doświadczania natury, proponujące różne wersje immersyjności.
Symbolem Belfastu jest konik morski odwołujący się do historii miasta jako portu. Obecny także w herbie pilnuje łacińskiej dewizy "Pro tanto quid retribuamus". Artyści biorący udział w festiwalu fotografii zdają się zadawać to samo pytanie w kontekście więzi istot ludzkich z naturą: Co oddamy w zamian za tak wiele?
Podczas Festiwalu Fotografii w Belfaście polscy artyści zaprezentowali prace w ramach programu "Metamorfoza". Instalacje i projekcję filmową powstałe we współpracy z Dianą Lelonek, Anną Zagrodzką, Karolem Szymkowiakiem, Dybą i Adamem Lachami oraz Fotofestiwalem Łódź można było zobaczyć w ważnych miejscach w centrum miasta od 5 do 30 czerwca 2025 roku. Wydarzenie to było częścią sezonu kulturalnego UK/Polska 2025 organizowanego przez Instytut Adama Mickiewicza, Instytut Kultury Polskiej i British Council.