Co dokładnie ma pan na myśli, mówiąc o samotnym zawodzie?
Spędzam sześć lub siedem godzin dziennie w mojej bibliotece. Mam dom w Kanadzie z bardzo dużą piwnicą, którą przekształciłem w bibliotekę liczącą około 5000 książek. To tam prowadzę swoje życie intelektualne i stamtąd czerpię inspirację. Ponieważ nie ma tam światła słonecznego, co jakiś czas wychodzę na górę, żeby spojrzeć przez okno i upewnić się, że wciąż jest dzień, albo napić się kawy, a potem wracam do biurka.
Wszystko zapisuję ręcznie. Jestem na tyle staroświecki, że wiem, iż dopóki moje słowa nie przepłyną przez moją prawą dłoń, nie należą do mnie. Współcześni badacze często mówią: „Och, mam to – jest w moim komputerze”. Cóż, jest w ich komputerze, a nie w nich. Pisanie to proces fizyczny. Piszę długopisem Staedtler na wielokolorowych notatnikach dla dzieci. Kiedy napiszę szkic, który jest dla mnie możliwy do zaakceptowania, wprowadzam go do komputera. Moje osobiste archiwum na Uniwersytecie McMaster w Hamiltonie, liczące około 48 pudeł, zawiera cały rękopis biografii Chopina.
Biorąc pod uwagę pański nacisk na fizyczność nośników, czy zasoby cyfrowe odgrywają jakąkolwiek rolę w pańskich badaniach?
Żadną. Jestem człowiekiem analogowym. Dźwięk analogowy, na przykład, jest o wiele lepszy niż dźwięk cyfrowy. Moje własne archiwum, które składa się z wielu listów – tysięcy listów do i od muzyków oraz osób, które poznałem w BBC – jest dla mnie bardzo cenne. Być może pewnego dnia zostanie ono zdigitalizowane. Póki co, archiwum na Uniwersytecie McMaster jest ogólnodostępne, katalog można przejrzeć w internecie. Jeśli wyszuka pan, powiedzmy, moją korespondencję z Arturem Rubinsteinem, wyślą panu kopię.
Gdyby znalazł się pan w XIX-wiecznej Warszawie, gdzie skierowałby pan swoje pierwsze kroki?
Myślę, że do kościoła Świętego Krzyża, kościoła Wizytek, kościoła Karmelitów. I oczywiście do Żelazowej Woli, a także do Pałacu Myśliwskiego książąt Radziwiłłów w Antoninie, ale to dwieście czy trzysta kilometrów od Warszawy. Właściwie udałbym się do wszystkich miejsc, które powinien odwiedzić biograf Chopina.
Mam na to określenie: „geografia biografii”. Ważne jest, aby pojechać do miejsc, o których się pisze. Mówiłem wiele razy, że można zostać w domu i napisać biografię, czytać stare książki, łączyć je ze sobą i powiedzieć, że oto nowa wersja tej historii. Ale to nie jest sposób na pisanie biografii, a już na pewno nie biografii Chopina. Trzeba jechać i przejrzeć dokumenty. Trzeba zobaczyć budynki. Trzeba wniknąć w ducha osoby, o której się pisze.
Jednym z najważniejszych miejsc dla biografa są cmentarze. Trzeba wiedzieć, gdzie są pochowane ciała. Nagrobki nie kłamią. Przekazują nam imiona, daty, zdradzają dane członków rodziny – to wszystko tam jest. Gdybym miał dać radę moim kolegom biografom, brzmiałaby: spacerujcie wśród nagrobków.
Jakich pytań biografie powinny dotykać, a jakich unikać?
Nie sądzę, by w przypadku biografii należało unikać jakichkolwiek pytań, chyba że oczywiście dotyczy to żyjącej osoby. Gdy podmiot naszych badań dawno umarł, myślę, że wszystko jest otwarte. Czasami tylko pytania i odpowiedzi nie są zbyt przyjemne.
W przypadku Chopina weźmy na przykład kontrowersyjny aspekt jego osobowości, czyli utajony homoseksualizm. Nie sądzę, by istniał. Bardzo dokładnie się temu przyjrzałem. Podobnie jak wielu innych biografów, zbadałem te nieliczne dokumenty, listy i różne przyjaźnie, które miał. I jestem przekonany, że język, którego używał, był po prostu językiem młodzieńczego entuzjazmu. I nie miał nic wspólnego z miłością do tej samej płci. Jednak są chopinolodzy, którzy się ze mną nie zgadzają.
Jakie informacje, szczegóły dotyczące życia Chopina, do których nie był pan w stanie dotrzeć, najbardziej pana nurtują?
Chciałbym poznać prawdę kryjącą się za rozstaniem, zerwaniem przyjaźni i romansu z George Sand. Myślimy, że wiemy, co się stało, ale oczywiście kryje się za tym znacznie więcej.
Spotkali się w 1838 roku. Dość szybko zostali kochankami. Inicjatywę podjęła George Sand, a Chopin reagował dość powoli. Według Sand, byli kochankami w każdym tego słowa znaczeniu. W ciągu kilku tygodni od ich spotkania udali się na Majorkę – zasadniczo nie po to, jak często się powtarza, by uciec przed skandalem, ale dlatego, że jej syn, Maurice, nie czuł się najlepiej. Myśleli, że ciepło hiszpańskiej wyspy poprawi jego zdrowie. Wiemy jednak, że Chopin tam zachorował. W bardzo krótkim czasie – szacuję, że trzy lub cztery tygodnie – George Sand z kochanki stała się opiekunką. I przez następne osiem lat Chopin był swego rodzaju inwalidą, zawsze wymagającym opieki i ochrony, którą Sand była w stanie zapewnić.
Ale potem doszło do kłótni, w którą zaangażowana była Solange, córka Sand. One często się spierały, zawsze były problemy. A Chopin zawsze stawał po stronie Solange. Kochał tę dziewczynę, jakby była jego córką, i to było częścią problemu. Pod koniec doszło do bardzo nieprzyjemnej sceny, a George Sand nigdy nie wybaczyła Chopinowi, że stanął po stronie Solange w tej wielkiej kłótni. Solange opuściła Nohant, wiejski dom, w którym George Sand mieszkała z dziećmi, i wróciła do Paryża. Potem spotkała się z Chopinem i opowiedziała mu swoją wersję wydarzeń, a George Sand poczuła się upokorzona i zła. Chciałbym poznać trzecią perspektywę tej historii.
Od samego początku artykuły o Chopinie były wypełnione snami, fantazjami i kłamstwami. Słowo drukowane jest trwałe, gdy raz coś zostanie opublikowane, nigdy nie można się go pozbyć. Jedyne, co możemy zrobić, to udoskonalać fakty pozostawione nam przez poprzednie pokolenia. Jak mówię, życie Chopina jest w ciągłym stanie zaniedbania. Zawsze wymaga naprawy i poprawy.