Przeklęte widziadła
Definicja „zdrowia psychicznego” jest bardzo płynna – zachowania uznawane w czasach Chopina za zupełnie normalne, dzisiaj mogą wydawać się dziwne. Diagnozowanie chorób psychicznych z perspektywy kilkuset lat nie ma zbyt dużego sensu, ale wielkie postaci ze świata kultury są z wielką chęcią „psychiatryzowane”. Jak diagnozowano kompozytora z Żelazowej Woli? Axel Karenberg, badacz historii medycyny, wymienia listę diagnoz, które przypisywano naszemu kompozytorowi: osobowość schizoidalna, depresyjne zaburzenia osobowości, psychonerwica spowodowana gruźlicą, predyspozycje do psychozy maniakalno-depresyjnej. Spekulowano na temat psychastenii, psychozy schizofrenopodobnej, homoseksualności lub aseksualności, morfinizmu i padaczki skroniowej. To przegląd badań powstałych od początku XX wieku – wiele z tych terminów jest przestarzałych, wiele nieadekwatnych.
Objawy przypominające depresje pojawiły się u Chopina po raz pierwszy w Wiedniu, na początku jego emigracyjnej drogi. Tęsknocie za domem towarzyszyły niepokojące wieści o przegranej powstania listopadowego, carskich wojskach wkraczających do Warszawy. Depresyjne symptomy powróciły na Majorce. Chopin narzekał, że jego świat staje się czarny jak jego serce. Po pobycie na Majorce jego chęć do pracy i produktywność opadły, po raz pierwszy w życiu zaczął cierpieć na przewlekłą bezsenność.
Dostrzegłszy swoją słabość i brak zainteresowania życiem, mówił, że starzy mnisi mają w sobie więcej żarliwości niż on. Porównywał swoją celę w monasterze do dużej trumny, ogarniające go poczucie beznadziei podsumował nietypową metaforą: „Nie moja wina, żem jak ten grzyb, podobny do szampiniona, co truje, jak go z ziemi odgrzebiesz i posmakujesz wziąwszy za co innego – wiem, żem się nikomu nigdy na nic nie przydał – ale też i sobie nie na wiele co”. George Sand napisała z kolei: „Kolejny miesiąc w Hiszpanii i Chopin umarłby na depresję”.
Wspominany już Axel Karenberg zauważał:
Z perspektywy psychopatografii wielce znaczące jest to, że fizyczne symptomy – kaszel, plwociny, gorączka i krwotok płucny – poprzedzone były pogorszeniem stanu psychicznego.
Narcisse Edmond Joseph Desmadryl, „Portret George Sand”, 1839, fot. Biblioteka Narodowa Polona
Znamy kilka przypadków, w których Chopin halucynował. Nannette Streicher, uczennica Chopina, wspominała lekcję, podczas której był wyjątkowo zajęty swoją własną grą, całkowicie oderwany od świata. Nagle przestał grać, jego włosy stanęły dęba, wykrzyknął coś i zaczął płakać. Trwało to tylko chwilę.
W nieszczęsnym klasztorze w Valdemozie, nawet gdy czuł się lepiej, wydawało mu się, że otaczają go widma i strachy. „Zastawałam go o dziesiątej wieczór przy fortepianie bladego, z błędnym spojrzeniem, z włosami zjeżonymi” – wspominała Sand. W Histoire de ma vie opisywała jeszcze jedną historię związaną z Chopinowskimi majakami. Pewnego dnia wróciła z kilkugodzinnej wycieczki, Chopin zobaczywszy ją wstał i z szalonym wzrokiem miał powiedzieć: „Ach! Dobrze wiedziałem, że jesteś martwa!”. Czekając na powrót Sand, śnił, w pewnym momencie przestał rozróżniać fikcję od rojenia. Uspokoił się, grając na fortepianie, niemal zasnął przy instrumencie, wierząc w tym samym czasie, że sam jest martwy. Widział siebie utopionego w jeziorze.
Nie po raz pierwszy snuł wyobrażenia o własnej śmierci, pierwszy raz zdarzyło się to w czasie ostrej infekcji stomatologicznej w 1844 roku, co zbiegło się w czasie ze śmiercią jego ojca i Jana Matuszyńskiego, bliskiego przyjaciela jeszcze z czasów szkolnych. Sand wspominała:
Katolickie dogmaty ukazują śmierć w straszliwym świetle. Chopin nie marzył o lepszym świecie, na który odeszły te czyste dusze, lecz był nękany przeraźliwymi wizjami, a ja musiałam spędzić wiele nocy w pokoju obok, w ciągłej gotowości, by oderwać się od swojej pracy i przeganiać upiory nawiedzające go na jawie i we śnie. Swoją własną śmierć wyobrażał sobie tak, jak przedstawia ją pełna przesądów słowiańska poezja. Upiory wzywały go i pochwycały. Nie widział zmarłych ojca i przyjaciela uśmiechających się do niego, tylko odpędzał ich bezcielesne twarze od siebie i walczył z uściskiem ich lodowatych rąk.
We wrześniu 1848 roku przerwał swój koncert w Londynie. W liście do Solange Clésinger, córki Sand, pisał wówczas:
Już miałem zacząć marsza gdy nagle ujrzałem wyłaniające się z na wpół otwartego pudła fortepianu przeklęte widziadła, które pewnego ponurego wieczoru ukazały mi się w opactwie.
Pojawiały się też psychoanalityczne interpretacje twórczości zmarłego w Paryżu pianisty. Sergio Rocchietta w rytmie Marsza żałobnego z II Sonaty doszukiwała się próby zapisu powtarzalnych odgłosów kaszlu. André Michel pisał, że pojawiający się w twórczości kompozytora motyw kołysanek może świadczyć o nieświadomej tęsknocie za utraconą piersią matki.