W filmie Michała Kwiecińskiego klasyczna biografia Chopina łączy się z metaforyczną opowieścią o oswajaniu śmierci. Ale Chopin, Chopin!, choć efektowny i imponująco piękny, rozczarowuje emocjonalną sterylnością.
Realizując biograficzną opowieść o Chopinie, Michał Kwieciński zmierzył się z utrwalonym wizerunkiem kompozytora jako smutnego suchotnika, który nad klawiaturą fortepianu opiewa mazowieckie wierzby. Filmowy Chopin AD 2025 daleki jest od tego nagrobnego dagerotypu. W interpretacji Eryka Kulma to nieco arogancki bawidamek karmiący się uwielbieniem tłumów. Wprawdzie nimi gardzi, ale ich potrzebuje. Lubi frywolne żarty, a na całym świecie ma tylko kilku przyjaciół na czele z rywalizującym z nim Ferencem Lisztem. Ów zdziecinniały flaneur z pewnością dalej zdzierałby zelówki na paryskim bruku, gdyby nie diagnoza dająca mu zaledwie kilka lat życia.
W opowieści napisanej przez Bartosza Janiszewskiego informacja o śmiertelnej chorobie uruchamia ciąg dramatycznych zdarzeń. Chopin, Chopin! nie jest bowiem klasyczną biografią kompozytora kroczącego na muzyczny Olimp, ale historią gwiazdora mierzącego się z nadchodzącą śmiercią. U Kwiecińskiego widmo śmierci pcha Chopina do (pozornej) zmiany życia – ucieczką są przelotne romanse i nocne eskapady, wymyślone z nagła małżeństwo z córką z zaprzyjaźnionej rodziny, relacja z George Sand, starszą i dojrzalszą od niego pisarką, a także próba usynowienia wybitnie zdolnego ucznia-pianisty.
Chopin Kwiecińskiego przypomina w tym sensie Woolfowską panią Dalloway, która wciąż wystawia przyjęcia, żeby zagłuszyć nimi ciszę. Historia ostatnich lat życia muzycznego geniusza staje się opowieścią o próbie ocalenia cząstki siebie. Jak w Brzezinie Wajdy Eros tańczy tu z Tanatosem, ale zamiast wizualnych odniesień do Malczewskiego otrzymujemy epicki obraz epoki – z salonową arystokracją i plebsem, który tylko czeka na nadchodzącą rewolucję.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Eryk Kulm Jr. w filmie „Chopin, Chopin!” w reżyserii Michała Kwiecińskiego, 2025, fot. Jarosław Sosiński/TVP
Obrazek
chopin_chopin_photos_jaroslaw_sosinski_-2008.jpg
Ekranowa rozmowa mistrza Fryderyka ze śmiercią szybko obnaża jednak swoje mankamenty. Kwieciński i Janiszewski próbują połączyć intymną opowieść o godzeniu się z myślą o umieraniu i filmową biografię pełną anegdot, postaci i wątków. W wyniku tego Chopin, Chopin! zmienia się w serię epizodycznych opowieści powiązanych jedynie osobą głównego bohatera. Kolejne postaci ożywają na ekranie jako życiowi epizodyści. Są jedynie lustrami mającymi odbijać aktualny stan ducha Chopina, a nie pełnokrwistymi postaciami zasługującymi na własną miniopowieść. Hrabina Potocka grana przez Karolinę Gruszkę pojawia się zatem tylko po to, by zniknąć na kilkadziesiąt minut, młoda adoratorka kompozytora w interpretacji Martyny Bryczkowskiej dostaje całe dwie sceny, podobnie jak jej matka przedstawiona brawurowo przez Dominikę Ostałowską.
Ta narracyjna strategia zastosowana przez Michała Kwiecińskiego oddala nas od dramatu. Następujące po sobie wzloty i upadki Chopina, które przypominają wręcz epizody choroby dwubiegunowej, z czasem stają się nużące. A fakt, że „epizodyczni” bohaterowie znikają z ekranu, zanim wybrzmią ostatnie nuty kolejnego mazurka, sprawia, że zarówno ich emocje, jak i uczucia głównego bohatera wobec nich zostają unieważnione.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Eryk Kulm Jr. Joséphine de La Baume w filmie „Chopin, Chopin!” w reżyserii Michała Kwiecińskiego, 2025, fot. Jarosław Sosiński/TVP
Obrazek
chopin_chopin_photos_jaroslaw_sosinski_4317eryk_kulm_josephine_de_la_baume_miniatura.jpg
Traci na tym także sam filmowy Chopin. Bo choć Eryk Kulm ani na chwilę nie znika z ekranu – samodzielnie wykonuje na fortepianie najtrudniejsze Chopinowskie partie, a w większości scen mówi płynną francuszczyzną – trudno jest zżyć się z jego bohaterem. Próbując uciec śmierci, Chopin nieustannie skrywa się bowiem za maskami: skrajnie naiwnego optymisty snującego marzenia o wyzdrowieniu i defetysty pogrążającego się w żałobie jeszcze przed własną śmiercią. I choć ta ambiwalencja mogłaby być interesująca, w Chopin, Chopin! twórcy zbyt rzadko pozwalają nam zajrzeć za maski przywdziewane przez głównego bohatera, byśmy mogli naprawdę z nim współodczuwać.
Styl wyświetlania galerii
wyświetl slajdy
Film Michała Kwiecińskiego imponuje przy tym rozmachem i realizacyjną precyzją. Dzięki scenografii Katarzyny Sobańskiej i Marcela Sławińskiego na ekranie ożywa dziewiętnastowieczny Paryż z dezynfekowanymi podczas epidemii cholery ulicami, nigdy niezatrzymującym się tłumem i pędzącymi konnymi powozami. Kostiumy Magdaleny Biedrzyckiej i Justyny Stolarz są poniekąd kolejnymi bohaterami tej opowieści. Jeśli dodamy do tego zdjęcia Michała Sobocińskiego, który najpierw uwodzi malarską kompozycją kadrów, by po chwili ruszyć we frenetyczną pogoń za bohaterem, otrzymamy film formalnie imponujący. Ale ten zbudowany z rozmachem, strzelisty kościół pozbawiony jest Boga. Ponaddwugodzinna opowieść o wadzeniu się ze śmiercią, okazuje się bowiem chłodna i wyrachowana. I choć Chopin jest w niej zupełnie inny od swojego stereotypowego wyobrażenia, trudno powiedzieć, czy jest od niego ciekawszy.
-
Chopin, Chopin!, Reżyseria: Michał Kwieciński. Scenariusz: Bartosz Janiszewski. Zdjęcia: Michał Sobociński. Scenografia: Marcel Sławiński, Katarzyna Sobańska. Kostiumy: Magdalena Biedrzycka, Justyna Stolarz. Montaż: Piasek&Wójcik. Występują: Eryk Kulm, Josephine de la Baume, Victor Meutelet, Lambert Wilson, Theo Grundmann Brechet, Przemysław Kowalski, Karolina Gruszka, Kamil Szeptycki, Michał Pawlik.
Premiera: 10.10.2025.