Bezpiecznie, czyli najlepiej?
IS: Wiesz, pomyślałam, że to ciekawe nawiązanie do naszego odcinka podcastu FLIS z Aleksandrą Przegalińską i Ewą Chamczyk o wykorzystaniu AI w kontekście Konkursu i uczestników. Okazało się przecież, że już pierwszego dnia finałów ChatGPT wytypował Erica Lu na zwycięzcę i miał rację. Nie wiem, czy to była zwykła intuicja algorytmu, czy faktycznie AI potrafi już trafnie odczytywać takie subtelności w interpretacjach, które my wychwytujemy dopiero z czasem. To dopiero jest dziwne. I daje podwaliny do teorii spiskowych wokół Konkursu.
FL: Wyliczenia algorytmu, o których mówisz, były oparte na dość prostej statystyce. Analizie poddano poprzednich laureatów, skupiając się na ich pedagogach oraz zwycięstwach w innych konkursach. To były jedyne dane, na których oparta miała być ta przepowiednia. Też się w to bawiłem przed Konkursem, ale nie starczyło mi cierpliwości, żeby przejść do etapu WróżbyGPT. Jeden z wniosków, które zaprezentowała mi sztuczna inteligencja brzmiał:
Istnieje wyraźny trend, w którym wybitni pedagodzy, których studenci zdobywają najwyższe wyróżnienia, są często zapraszani do zasiadania w jury konkursów. Tworzy to potężny cykl wpływu, zapewniając przekazywanie tradycji artystycznych i standardów oceny przez pokolenia.
Brzmi to dość afirmatywnie, AI nie obawia się wpływów jurorskich. Ale nie podzieliłaś się jeszcze swoją reakcją na wyniki XIX Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina w Warszawie. Czy po opublikowaniu tej, ostatniej już, części relacji, na Plotku pojawi się artykuł pod tytułem „Muzykolożka ostro gani jury Konkursu Chopinowskiego”?
IS: Byłam zaskoczona. Chyba spodziewałam się po jury decyzji odważniejszej. A tymczasem dostałam werdykt, który ani mnie ziębi, ani grzeje („Muzykolożka o wynikach Konkursu Chopinowskiego: ani mnie ziębi, ani grzeje”). Zareagowałam takim zwykłym „aha”, które skutecznie zgasiło entuzjazm, jaki towarzyszył mi od początku konkursu. Trudno powiedzieć, że nagle Lu „nie nadaje się” na zwycięzcę. To świetny pianista, z ogromnym warsztatem i spokojem, który potrafi imponować.
Ostateczny werdykt uświadamia też coś innego – jak bardzo różni się perspektywa publiczności i krytyków od perspektywy jury. Wielu słuchaczy wskazywało zupełnie inne nazwiska jako swoich faworytów, a komentarze w internecie kipiały emocjami i niezgodą na tak zachowawczy wybór. To nie pierwszy raz, kiedy Konkurs Chopinowski przypomina, że istnieją dwa równoległe rankingi: oficjalny i ten nieformalny, rozgrywany wśród publiczności.
Wybór Erica Lu można odebrać jako ukłon w stronę pianisty pełnego kultury, elegancji i spójności – kogoś, kto w oczach jury uosabia ideał stabilności. Być może uznano, że właśnie on najlepiej oddaje klasyczny, „bezpieczny” model interpretacji Chopina. Ale dla wielu słuchaczy taki werdykt to rezygnacja z mocniejszego głosu, z osobowości artystycznej, która miałaby odwagę wyjść poza schemat. Jestem w tym gronie. Trudno oprzeć się wrażeniu, że jury postawiło na kompromis. A kompromisy rzadko budzą wielkie emocje. W konkursie tej rangi oczekuje się przecież nie tylko poprawności, ale też „iskry” – zwycięstwa kogoś, kto potrafi zmienić sposób, w jaki słuchamy i rozumiemy Chopina.
FL: Tak jak pisałem wcześniej, mój umysł nie chciał uwierzyć w konkursowe wyniki, ale nie jestem jakoś specjalnie oburzony. Emocje wokół tegorocznych mistrzostw w graniu Chopina są niezwykłe. Myślę, że nikt nie spodziewał się takiej gorącej atmosfery. Myślę, że nie będzie przesadą stwierdzenie, że żadne inne wydarzenie artystyczne nie wzbudzało w Polsce takich emocji, nawet koncerty Taylor Swift albo Oscary. I w tych emocjach spotykają się krytycy muzyczni, osoby po szkołach muzycznych, które w dorosłym życiu porzuciły grę na instrumencie, melomani i kompletni laicy, którzy po raz pierwszy albo drugi śledzą konkurs – uważam, że ich odbiór jest tak samo cenny; czasem mogą nawet zauważyć ciekawsze rzeczy. To zjawisko bardzo egalitarne. Ale reakcje na zwycięstwo Lu bywają zbyt brutalne, często formułują je właśnie „doświadczeni” słuchacze – komentatorzy obecni w studiach telewizyjnych albo profesorowie.
FL: Mnie po prostu jest szkoda Dawita Chrikuliego. Uważam, że Kevin Chen został słusznie doceniony II nagrodą, chociaż słuchanie jego gry nie zawsze dostarczało mi przyjemności. Cieszę się, że na podium znalazła się Zitong Wang, chociaż na moim osobistym podium jest zdecydowanie wyżej. Podobnie jak Tianyao Lyu, chociaż IV nagroda Konkursu Chopinowskiego to wielkie wyróżnienie. W końcu w 2015 roku IV nagrodę zdobył dzisiejszy zwycięzca, Eric Lu. Dzisiaj jest to artysta koncertujący na całym świecie, często odwiedzający Polskę. Radzi sobie świetnie, ma kontrakt z Warner Classics, czyli jest w jednej „stajni” z Marthą Argerich, Nigelem Kennedym, Cristiną Pluhar i Jakubem Józefem Orlińskim.
Trzy lata po występie w XVII Konkursie Chopinowskim Lu zwyciężył w Międzynarodowym Konkursie Pianistycznym w Leeds – jednym z ważniejszych igrzysk muzycznych świata, na którym można zbudować karierę nawet bez tytułu laureata (to przypadek Piotra Anderszewskiego, bodaj najważniejszego polskiego pianisty po Krystianie Zimermanie). Jego zwycięstwo w XIX Konkursie budzi jednak pewien resentyment, tym bardziej, że jego forma nie była tej jesieni zjawiskowa. Eric Lu jest uczniem dwóch tegorocznych jurorów – Đặng Thái Sơna i Roberta McDonalda – trudno się dziwić teoriom spiskowym.
Izo, Będziesz odczuwała pustkę po konkursie?
IS: Będę! Zdarza mi się łapać na tym, że w myślach nucę Chopina, a Konkurs śnił mi się już kilka razy. Zostałam opętana przez Fryderyka. A tak na serio – to był bardzo intensywny czas. Teraz z przyjemnością odpocznę od klasyki i włączę sobie „kocią muzykę”. No i przecież mamy do nagrania kolejne odcinki naszego podcastu! A Ty?
FL: Na pewno rytuał niemal codziennego chodzenia do Filharmonii jest niezwykle przyjemny. Ale Chopin mnie nie opuszcza. Przecież zanim opublikujemy kolejne odcinki naszego podcastu, to podzielimy się ze słuchaczami i słuchaczkami playlistą wypełnioną twórczością patrona Konkursu – chociaż niekoniecznie będą to wykonania konkursowe.