"Językoznawca, polonista" – tak przedstawiono go w książce "Bralczyk o sobie. W rozmowie z Pawłem Goźlińskim i Karoliną Oponowicz". To jak dotąd najpełniejsze źródło wiedzy o jednym z najbardziej rozpoznawalnych profesorów językoznawstwa w Polsce, autorytecie medialnym, ulubieńcu studentów i internautów (jego wykład "Jak mówić, żeby nas słuchano" ma ponad osiem milionów wyświetleń na YouTubie). Opowiada w nim dowcip (który sam ułożył) o tym, że gdy zaczynał pracę na uczelni, pragnął uczyć, ucząc; potem postanowił jednak uczyć, bawiąc; w końcu zmienił kolejność i bawił, ucząc; a gdy spostrzegł, że bawi, bawiąc, przeszedł na emeryturę.
Urodził się nie tam, gdzie się urodził (w metryce widnieje "Kobylino" zamiast właściwego Ciechanowa) i nie wtedy, gdy to zapisano (jest "5 czerwca 1947 roku", powinno być 23 maja). Wywodzi się z rodziny nauczycieli: dziadkowie nauczali w wiejskiej szkole, ojciec był kierownikiem placówki w Kobylinie, matka jedyną tam nauczycielką, wuj stworzył słownik gwary mazowieckiej z okolic Gołymina. Z młodszą o sześć lat siostrą mówili do siebie cytatami ze wspólnych lektur. Nauczył się czytać w wieku pięciu lat. W domu nie brakowało klasyki literatury (Sienkiewicz, Prus, Dostojewski), jego pierwszym ulubionym bohaterem literackim został Gerwazy z "Pana Tadeusza" Mickiewicza. Dziś Bralczyk może pochwalić się prawdopodobnie największą na świecie kolekcją wydań tego poematu. Niewykluczone, że potrafi wyrecytować każdy jego wers, podobnie jak wiele innych mniejszych utworów i fragmentów literatury (chociaż cytuje z pamięci nie zawsze w stu procentach zgodnej z oryginałem). Poza tym ważną książką jest dla niego "Wojna i pokój" Tołstoja również pokazująca wydarzenia wojen napoleońskich, ale z drugiej strony. Bralczyk z łatwością godzi ze sobą te dwie miłości. Podobnie jest ze słowami: