Napisany przez dwudziestokilkuletniego zaledwie komediopisarza tekst sztuki w trzech aktach wierszem – o niewiernej Elwirze, o jej szukającym erotycznych przygód mężu Wacławie, o równie niestałym kochanku Alfredzie oraz o całą tę trójkę wodzącej za nos pokojówce Justysi – drażnił różnej maści purytan i rozpalał polemiczne namiętności. Przy dzisiejszym stanie swobód obyczajowych utwór sprzed dwóch wieków z okładem, mało kogo, jak mniemam, może jeszcze gorszyć i zaskakiwać brakiem morału – czyli jednoznacznego opowiedzenia się autora po stronie cnoty.
W kanonie komedii Fredrowskich "Męża i żonę" wymienia się wśród najlepszych – obok "Ślubów panieńskich", "Dożywocia" i "Zemsty". Głównymi atutami sztuki "Mąż i żona" są przedni humor przenikający kunsztowne poetyckie frazy oraz język – przepojony silnym erotycznym podtekstem, rozkwitający w salonowej konwersacji, dopełniany gdzie należy komizmem sytuacyjnym.
Napisaną w 1821 roku komedię "Mąż i żona" otacza dwuznaczna aura autobiografizmu, część interpretatorów wiąże ją z miłością Aleksandra do Zofii [Skarbek], którą współcześni początkowo uważali za jeszcze jeden skandal towarzyski wiążący się z rozluźnieniem obyczajów. Jednak, mimo że komedia Fredry ma za temat wielokrotną zdradę małżeńską, trudno byłoby uznać ją za "sztukę z (personalnym) kluczem", a zwłaszcza za udramatyzowaną wersję związku jej autora z żoną Skarbka. Niewątpliwie utwór wyrastał z obserwacji lwowskiego wyższego towarzystwa, a wnioski bynajmniej nie są dla niego pochlebne. Komedia ta przynosi bowiem obraz środowiska zepsutego, amoralnego, w którym każda z postaci udaje i oszukuje pozostałe, prowadząc konsekwentnie swoja grę, mając za cel własną przyjemność.
[Marcin Cieński, "Fredro", Wrocław 2003]
Czworo młodych, inteligentnych ludzi prowadzi między sobą misterną grę. Grę pozorów, choć – było, nie było – stawką są w niej uczucia. Choćby głównym uczuciem miała tu być miłość własna (zranione poczucie własnej wartości).
Scena z przedstawienia "Mąż i żona", 1973, Teatr TV, reżyseria: Bohdan Korzeniewski, nz. Jolanta Bohdal (Justysia) i Zdzisław Wardejn (Alfred), fot. archiwum TVP/Forum
Wiele komediowych sytuacji w tej sztuce polega wszakże na ukrywaniu erotycznych intryg pod warstwą salonowej wymiany zdań. Gra jest o tyle emocjonująca, o ile uczucia prawdziwe. I kostium epoki nie ma tu nic do rzeczy, bo w emocjach (zresztą niekoniecznie wyłącznie erotycznych), jesteśmy podobni bez względu na moment historyczny, na tę czy inną modę.
Komedia obraca się wokół jednej sprawy – zdrady małżeńskiej, i rozgrywa w jednej dekoracji w domu Wacława, zachowując jedność miejsca i zręcznie skonstruowanej akcji, prowadzącej do zdemaskowania czworokąta. Z realizmem i odwagą obserwacji obyczajowej, przesyconej jadowitą ironią, harmonizuje zakończenie, w którym obaj mężczyźni całą winę zrzucają na Justysię, zapowiadając wysłanie jej do klasztoru (co pozwoli im pozbyć się świadka); w trójkącie Elwira–Wacław–Alfred wszystko pozostanie po dawnemu. W pośmiertnej edycji dzieł Fredry (1880) pojawiło się zakończenie odmienne (istnieją poszlaki, że sporządzone samowolnie przez syna pisarza), wyszlachetnione, ale pozbawione prawdopodobieństwa psychologicznego i osłabiające wymowę utworu. Justysia nie zostaje ukarana, a mąż wybacza żonie i uwodzicielowi; sprawa dwu zakończeń wywołała ostrą dyskusję między znawcami Fredry (Eugeniusz Kucharski, Tadeusz Żeleński), a Adam Polewka wystawił [w] 1938 w teatrzyku Cricot "Męża i żonę" z obu finałami i odtworzeniem sporu w wierszowanych międzyaktach. Komedia "Mąż i żona" to najwybitniejszy utwór w dorobku Fredry przed 1830; jej geneza jest prawdopodobnie osobista: stanowić miała odpowiedź pisarza na plotkę towarzysko-obyczajową komentującą jego niekonwencjonalne "narzeczeństwo". Przekłady: francuski, niemiecki, rosyjski, czeski i angielski.
[Kazimierz Wyka w: "Literatura polska. Przewodnik encyklopedyczny. Tom I", Warszawa 1984]
Nie udało się także ustalić wyraźnej zależności Aleksandra Fredry od któregoś z klasyków komedii światowej, choć "wpływolodzy" doszukiwali się motywów jego dzieł u Plauta, Moliera, Goldoniego czy Musseta. W wydanej z okazji dwusetnej rocznicy urodzin komediopisarza pracy "Fredro na scenie" (antologia, Warszawa 1994) znalazł się nawet artykuł o paralelach twórczości autora "Trzy po trzy" z Szekspirem. Do jakichkolwiek wniosków doszliby uczeni filolodzy, nie od rzeczy wydaje mi się przypomnieć świadectwo, które autorowi "Zemsty" wystawił współczesny mu "kolega po piórze" Cyprian Kamil Norwid (w liście do Ludwika Nabielaka jesienią 1869 roku) odnotowując znaczącą uwagę: "Najnieskończeńszym poetą polskim jest nie Mickiewicz, Zygmunt, Juliusz etc., etc., ale Fredro!!!".
Komedią władał coraz świetniej. […] "Mąż i żona" (premiera we Lwowie w roku 1822) wierszem o urozmaiconej formie ukazuje stępienie moralne, które autor widział w sferach arystokratycznych, obojętność na zdradę małżeńską, na zmienne stosunki miłosne, dbanie o same tylko pozory, a kompozycja daje świadectwo, jak Fredro umie doskonale zbudować sztukę teatralną. Celował on bowiem nie tylko żywością postaci i scen, które tworzył, lecz również opanowaniem tego, co nazwać by można rzemiosłem teatralnym, a co zawdzięczał znajomości teatru francuskiego.
[Juliusz Kleiner, "Zarys dziejów literatury polskiej. Część I i II", Wrocław–Warszawa–Kraków–Gdańsk 1974]
Aleksander Fredro wychował się w aurze osiemnastowiecznych idei oświeceniowych. Romantyzm go nie pociągał, zwłaszcza po osławionej napaści Seweryna Goszczyńskiego ("talent Fredry podrzędny… wiersz gładki, bez oryginalności… komedie są nienarodowe"). Stało się to zresztą przyczyną "połamania pióra autorskiego" i kilkunastoletniego milczenia pisarza w latach 1839–1855.
Długi jego żywot przypada na kilka różnych okresów historycznych w życiu społeczeństwa polskiego XIX wieku. Fredro przeżywa bowiem ostatnie lata wojen napoleońskich, powstanie listopadowe, wiosnę ludów, powstanie styczniowe. Młody adiutant cwałował u boku Napoleona, starzec dożył kapitulacji Napoleona III pod Sedanem. Umiera on wówczas, kiedy kapitalizm, za lat jego młodości ledwo widoczny w naszym kraju, jest już w pełnym rozwoju… Na niemniej rozległe w czasie okresy i prądy literackie przypada twórczość komediopisarska Fredry. Rozpoczyna się przed wystąpieniem Mickiewicza, a kończy – kiedy pierwsze powieści generacji pozytywistycznej zaczyna ogłaszać Eliza Orzeszkowa.
[Kazimierz Wyka, "Aleksander Fredro", Warszawa 1968]
Komedia "Mąż i żona" uważana jest za jedno z najważniejszych arcydzieł Fredry, cieszących się największym powodzeniem i dlatego najczęściej grywanych. Utwór ten swój żywot inscenizacyjny rozpoczął 29 kwietnia 1822 roku na scenie teatru lwowskiego. Teatr warszawski dał premierę "Męża i żony" 22 czerwca 1823 roku. Publiczność krakowska po raz pierwszy ujrzała spektakl 12 lutego 1824 roku. Odtąd kroniki teatralne odnotowują częste powroty na scenę świetnej komedii, która niezmiennie ujmuje widzów swoim wdziękiem, trafnością psychologicznej obserwacji, swawolnym tonem i wirtuozerią konstrukcji.
Komedia, którą łatwo było przekształcić w melodramat, kończący się morderstwem, a przynajmniej pojedynkiem, albo też w satyrę na niemoralność światka, gdzie hrabia zdradza żonę z pokojówką i nawzajem jest przez nią zdradzany, przy czym wszystko kończy się kompromisem, którego ofiarą pada jedynie ukarana zamknięciem w klasztorze pokojówka – jest tylko spokojnie, obiektywnie ujętym obrazkiem z życia. Na amoralność tego ujęcia oburzano się nieraz, podobnie jak próbowano niekiedy spotęgować jego wymowę społeczną, biorąc w obronę rzekomą ofiarę jaśniepańskich zachcianek. Niezwykłość "Męża i żony" polega na realistycznym ujęciu całej sprawy, na wyzyskaniu w sposób zupełnie nowy roli tradycyjnej subretki Molierowskiej jako uczestniczki intrygi na równych prawach z jej chlebodawcami, słowem na wprowadzeniu do komedii zasad realizmu, spotykanego podówczas raczej w powieściach romantycznych aniżeli w utworach dramatycznych.
[Julian Krzyżanowski, "Dzieje literatury polskiej", Warszawa 1979]
Po premierze warszawskiej Franciszek Kisieliński w liście do Aleksandra Fredry z 4 lipca 1823 roku tak relacjonował jej przebieg: "Sztuka ogólnie się podobała, oklaski zbierała częste, a po jej ukończeniu żądano widzieć autora i wymieniono Ciebie. Dowodzi to wszystko, jak Twoje płody są tu cenione. Staraj się przysłać mi co już masz gotowego, a sprawisz nam wielką przyjemność. Do poszczególnej opinii o komedii «Mąż i żona», to jest dobrą, zabawną i dowcipną, to jej tylko wszyscy zarzucają, że jest nadto wolną i ja się obawiam bardzo, aby ministrowi oświecenia nie przyszła chętka zakazać jej grania. Stare kwoki są zgorszone, a obydwie Oborskie, starsza i młodsza, które były na jej wystawieniu, łają Cię bardzo".
A jak dopiero musiano go łajać w salonach po wystawieniu sztuki we Lwowie! Satyra była celna, dotkliwa i wszystko wskazuje na to, że została odczuta, jak należało.
Za jedną z najwybitniejszych inscenizacji "Męża i żony" historycy współczesnego teatru uważają wersję z 1949 roku, wyreżyserowaną przez Bohdana Korzeniewskiego. Bywały i inne głośne realizacje, w których Fredrę w ten lub inny sposób starano się widzowi "uatrakcyjnić", "uwspółcześnić" i "przybliżyć". "Modne w ostatnim czasie ingerencje reżyserskie w teksty Fredry polegają w większości na przerabianiu go na musicale, bądź na «aktualizacji», która nie wyszła jednak, jak dotychczas, poza umieszczenie akcji «Ślubów panieńskich» nie w salonie, ale na sianie oraz kąpielach bohaterów «Męża i żony» w wannach wystawionych do ogrodu" – pisała zdegustowana takimi niefrasobliwymi poczynaniami Marta Fik.
"Śluby panieńskie" na wiejskim podwórzu, z sianem, stosami jabłek, pianiem kogutów i gdakaniem kur zrealizował w 1971 roku Maciej Prus w teatrze kaliskim. Kochanków z "Męża i żony" umieścił w wannach Adam Hanuszkiewicz w przedstawieniu Teatru Narodowego w 1977 roku. Czterem postaciom z komedii towarzyszył chór panien służących i lokajów oraz grupa odzianych w kożuchy muzykantów, przygrywających na oblodzonych instrumentach. Rzecz bowiem rozgrywała się na tle ośnieżonego pejzażu – zimą. Scena pomiędzy Elwirą i Alfredem, w trakcie której zażywali oni kąpieli w wannach pełnych piany, a z góry padały na scenę płatki śniegu, stała się celem drwin i prześmiewek recenzenckich. W pięknym stylu wykpił wówczas tę inscenizację Bohdan Korzeniewski na łamach "Pamiętnika Teatralnego".
Scena z przedstawienia "Mąż i żona", 1993, Teatr Powszechny, Warszawa, reżyseria: Krzysztof Zaleski, nz. Krystyna Janda (Elwira), Janusz Gajos (Hrabia Wacław), fot. Maciej Czajkowski / Studio69 / Forum
Komedia "Mąż i żona" grana była chętnie w Teatrze Telewizji. Po raz pierwszy na użytek małego ekranu wyreżyserował ją w ośrodku poznańskim Jerzy Hoffman (reżyser teatralny, nie filmowy). Widowiska Teatru Telewizji grało się wówczas przed kamerą "na żywo". Najstarszym zachowanym telewizyjnym widowiskiem Fredrowskim jest "Mąż i żona" z 1964 roku w reżyserii Maryny Broniewskiej. Tę komedię realizowano w polskiej telewizji bodaj najczęściej (do wersji Jana Englerta z 2016 roku – siedem razy).
Czy potrafimy śmiać się szczerze i beztrosko w teatrze? Historia wystawiała nasze poczucie humoru na próby szczególnego rodzaju. Zdrowe instynkty obronne Polaków przejawiały się raczej w satyrze politycznej. Etos patriotycznych powinności polskiego pisarza spowodował, że nie wykształciła się u nas tradycja komediowa. Jedynym naszym komediopisarzem z prawdziwego zdarzenia, o liczącym się dorobku, jest Aleksander Fredro, zmuszony zresztą do złamania pióra zaciekłymi atakami "patriotycznie" nastawionych ideowców. Ich poważną publicystykę pokrywa dziś gruba warstwa bibliotecznego kurzu.
Tymczasem Fredro nadal święci sceniczne triumfy. Jego sztuki, skrzące się nienachalnym, inteligentnie podanym humorem, są dowodem na to, że polska klasyka komediowa, wciąż jest warta najżywszej uwagi.
Aleksander Fredro w "Mężu i żonie" obnażył niestałość jako jedną z naczelnych przywar ludzkiej natury. Co jest wciąż jak najbardziej współczesnym problemem. Niestety.