Gdy w 1986 roku zobaczy "Poza prawem" Jarmuscha, nie będzie krył entuzjazmu:
Szczęśliwy wieczór! Serce znów poruszyło się, bije mocno dla kina. Chciałbym zrobić jakiś piękny film".
Kilka lat później od Jarmuscha "pożyczy" operatora Robbiego Müllera, który stanie za kamerą "Korczaka". Ale inspiracje czekają na niego wszędzie. W "Billym Elliocie" Stephena Daldry’ego znajdzie lement przygotowywanego przez siebie "Wybuchu":
Prawdziwy film – kino dla wszystkich. Szkoda, że na sali było tylko kilkanaście osób. Ale nasza widownia to nie świat, gdzie ten film ma miliony widzów. Zdumiewający podkład muzyczny: nie muzyka, lecz udźwiękowienie w typie dokumentu TV. Melanż w zależności od potrzeb sceny. Może to wskazówka dla »Wybuchu«!".
"Hana-bi" Takeshiego Kitano z 1997 roku podsunie Wajdzie pomysł filmu o Andrzeju Wróblewskim, genialnym malarzu, którego poznał na studiach w krakowskiej ASP. Ideę tego filmu karmi regularnie kolejnymi seansami. Wraca do niej po seansie "Całkowitego zaćmienia" Agnieszki Holland, "Człowieka z księżyca" Formana ("Portret artysty naszych czasów, czasy są marne dla sztuki, gdyż dziś, przez telewizję, to masy wydają ocenę sztuki, a nie jak dawniej – elita, która miała do tego prawo dzięki swemu wykształceniu i pozycji w społeczeństwie"), wreszcie – po "Moim Nikiforze" Krzysztofa Krauzego, który skłoni go do następującej refleksji:
A może tematem filmu o Wróblewskim powinna być przyjaźń z niedolnym kolegą z ASP, który staje się filmowcem, widząc, że sam nigdy nie namaluje nic oryginalnego".
W "Notesach" zostawia niezwykłe ślady inspiracji. O "Capotem" Benneta Millera pisze: "Od lat nie widziałem w kinie czegoś tak oryginalnego i innego. Tak przeciw zasadom opowiadania, rozwijania tematu, budowania postaci. To jest powieść, a nie film, a równocześnie utwór nieodparcie filmowy, zrobiony w sposób trudny do wyśledzenia. Niezwykle powolny, zarazem wciągający i ciekawy. Zdumiewający twór filmowej przyrody", a w filmie amerykańskiego reżysera znajduje wskazówki dotyczące realizacji "Tataraku".
Gdy obejrzy "Verę Drake" Mike’a Leigh z 2004 roku, zanotuje: "Tak skupiony, prawdziwy i dramatyczny powinien być film o Katyniu", a inspirację do swojej przyszłej superprodukcji znajduje także w "Wiernym ogrodniku" Fernando Meirellesa. "Moulin Rouge" Baza Luhrmanna z 2001 roku stanie się dla niego przestrogą przed zepsuciem "Zemsty": "Na początku mam nieodparte wrażenie, że oglądam zepsuty telewizor, gdzie pomieszały się różne programy. To trwa dobre 15 minut, po czym (skoro widownia znalazła się jak w domu) już można zacząć banalną i kompletnie głupkowatą operetę, której libretta wstydziłby się nawet Lehar".
Mistrz filmowego czytania
Spośród dziesiątek mini-recenzji najciekawsze okazują się jednak te "bezinteresowne", w których Wajda pozwala sobie na czysty, niemalże dziecięcy zachwyt nad kinem jako sztuką, reżyserskimi talentami i genialnymi pomysłami, które filmy przeciętne wynoszą do rangi arcydzieł. Wajda-krytyk urzeka przenikliwością sądów i umiejętnością zapisania swoich refleksji w jednym, krótkim wpisie.
Gdy w 1999 roku obejrzy "Magnolię" Paula Thomasa Andersona, napisze:
To jest kino bez rodowodu literackiego, malarskiego czy muzycznego. Integralna całość, film totalny – kino! Najważniejsza jest szybkość, jak w dyskotece – przenikanie się programu telewizyjnego z życiem. Grają w rytm muzyki, wszystko w pogoni. Trudno uwierzyć, że ta rozsypana mozaika może się złożyć w całość. To piękne!"