Kiedy zaczynałem pracę w kinematografii, mówiło się, że film żyje życiem motyla: zachwyca, ale szybko popada w zapomnienie; jest piękny, ale żyje tylko jeden dzień" – mówi Krzysztof Zanussi.
Dziś dzięki cyfrowej rekonstrukcji stare polskie filmy zyskują nowe życie. Znów są piękne, a dzięki digitalizacji mają szansę przetrwać nienaruszone przez kilka dziesięcioleci.
Blask przywracają im rekonstruktorzy zrzeszeni w projekcie KinoRP. "To benedyktyńska praca" – mówi Witold Sobociński. – "Tak jak przed wiekami mnisi przepisywali ręcznie wielkie księgi, tak dziś rekonstruktorzy ręcznie czyszczą każdy z filmowych kadrów. Wypełniają uszczerbki, ożywiają wyblakłe kolory i w ten sposób przywracają blask perełkom sprzed lat". Przegląd Martin Scorsese Presents, który po nowojorskiej premierze ruszył w 2014 roku do kolejnych amerykańskich i kanadyjskich miast, przypomniał o największych dokonaniach polskiego kina, a jednocześnie pokazał siłę rekonstruktorów znad Wisły.
Polskie filmy wiecznie młode - rekonstrukcja cyfrowa od kuchni from Culture.pl on Vimeo.
Polskie kino w Ameryce
Pomysł na zaprezentowanie Amerykanom odnowionej polskiej klasyki zrodził się w grudniu 2011. Martin Scorsese przyjechał wówczas do Polski, by odebrać doktorat honoris causa łódzkiej Szkoły Filmowej, a przy okazji promować swój najnowszy wówczas film – "Hugo i jego wynalazek". Jędrzejowi Sablińskiemu, twórcy firmy Di Factory zajmującej się m.in. rekonstrukcją starych filmów, udało się porozmawiać z amerykańskim mistrzem i wręczyć mu płytę Blu-ray z odnowionym filmem Wojciecha Jerzego Hasa "Rękopis znaleziony w Saragossie". "Czy nie dałoby się pokazać tych filmów w Stanach?" – spytał reżysera. "Coś wymyślimy" – odpowiedział Scorsese, a kilka tygodni później skontaktował się z Sablińskim, by porozmawiać o przeglądzie polskich filmów za oceanem.
Dla twórcy "Taksówkarza" odnowiony "Rękopis…" był lekturą sentymentalną.

Martin Scorsese w filmie "Hugo i jego wynalazek", fot. mat. promocyjne.
Krzysztof Zanussi wspomina:
Przed laty film Hasa był wielką inspiracją i odkryciem dla wielu amerykańskich kolegów. Oglądając go, byli zaskoczeni, że w kinie można zrobić coś tak delikatnego i pięknego, a w dodatku za tak niewielkie pieniądze.
Scorsese mawiał o Hasie, że jest jedynym reżyserem obok Felliniego, któremu na ekranie udało się pokazać inny wymiar rzeczywistości. W latach 90. amerykański reżyser przyczynił się do ocalenia niszczejących negatywów "Rękopisu...". Wraz z Francisem Fordem Coppolą i Jerrym Garcią (liderem grupy Grateful Dead) doprowadził do wydania filmu Hasa na DVD w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Wielkiej Brytanii. Dzięki Martinowi Scorsese i jego Film Foundation udało się odrestaurować jedyny negatyw filmu i zabezpieczyć go przed niszczeniem. Niestety, technologia końca lat 90. nie pozwalała na przeprowadzenie cyfrowej rekonstrukcji filmu, a "Rękopis..." odzyskał blask dopiero w 2007 roku dzięki polskim specjalistom.
Nadgryzione przez myszy i czas
Pulsujący obraz, drgania, włosy, pyłki, wytłumiony dźwięk, pleśń osiadła na kliszy, brakujące pojedyncze klatki i całe sceny wycięte przez cenzorów. To tylko część problemów, z jakimi mierzą się na co dzień filmowi rekonstruktorzy. Opracowanie nowej kopii jednego filmu to praca kilkudziesięciu osób odpowiedzialnych za skanowanie, archiwizację i komputerową obróbkę. Sam proces oczyszczania obrazu i dźwięku ośmioosobowemu zespołowi zajmuje co najmniej kilka tygodni. Kamil Rutkowski z Di Factory mówił:
Najszybsza rekonstrukcja, jaką do tej pory robiliśmy, zajęła nam miesiąc. Ale prace nad "Rękopisem znalezionym w Saragossie" trwały ponad rok.
Wieloetapowy proces rekonstrukcji to zarazem próba cierpliwości i kreatywności. Samo skanowanie negatywów zajmuje kilka dni. Skaner naświetla osobno każdą klatkę, a w jednym filmie jest ich średnio 100-150 tysięcy. Zeskanowane kadry zostają zapisane w pamięci komputera, a pierwsza kopia negatywu zajmuje około 8 terabajtów danych (przeciętny film DVD zajmuje zaledwie 4 gigabajty, prawie 2 tysiące razy mniej).

Kadr z filmu "Eroica" Andrzeja Munka, po rekonstrukcji (na górze) i przed (na dole)
Każdy film niesie ze sobą inne wyzwania. W "Eroice" Andrzeja Munka filmowy negatyw naznaczony był tysiącami uszkodzeń, a obraz drgał ze względu na uszkodzoną perforację taśmy. Dopiero po ustabilizowaniu obrazu i usunięciu z kadrów zanieczyszczeń, film odzyskał blask. Jednym z najtrudniejszych zadań, z którymi spotkali się rekonstruktorzy, był o odnowienie "Rękopisu znalezionego w Saragossie" Hasa. "Film miał tysiące drobnych rysek. Wyglądał tak, jakby ktoś przeciągnął negatyw filmu po asfalcie – pełen był nieregularnych uszczerbków" – wspominał Kamil Rutkowski.
Inne dzieło Hasa "Sanatorium pod Klepsydrą" przypadło do gustu myszom żyjącym w archiwum filmowym. "Częściowo zniszczyły mi dwa akty filmu" – powiedział operator Witold Sobociński. – "Odnowiony obraz wygląda jednak jak nowonarodzony". Po pierwszej projekcji zrekonstruowanego "Sanatorium..." z trudem powstrzymywał łzy wzruszenia.

"Faraon" Jerzego Kawalerowicza przed i po rekonstrukcji
Problem rekonstrukcji nie dotyczy jedynie starych filmów z lat 50. i 60., których negatywy uległy zniszczenia przez dziesięciolecia złego przechowywania. Najmłodszym spośród obrazów odnawianych w ramach projektu KinoRP jest "Dług" Krzysztofa Krauzego, którego premiera odbyła się w 1999 roku. Inaczej niż na Zachodzie, w Polsce często wykonywano kopie kinowe odbijając je od oryginalnego negatywu. W wyniku takiego działania pierwotna kopia ulegała ogromnemu zniszczeniu. Maciej Molewski z KinoRP wspominał:
Przed rekonstrukcją "Dług" był więc tak samo zniszczony jak filmy Barei z lat 70.
Arcydzieła widziane po latach
"Naprawiając film, łatwo przesadzić i stworzyć coś, co nie będzie przypominało pierwowzoru" – dodał Molewski. Dlatego tak ważna jest obecność dawnych mistrzów, którzy nadzorują proces rekonstrukcji, by ostateczna wersja filmu jak najbardziej przypominała pierwowzór sprzed lat. Kamil Rutkowski mówił:
To dzięki obecności i uwadze Witolda Sobocińskiego mogliśmy odwzorować paletę barw w "Sanatorium pod klepsydrą", którego pierwsze sekwencje opowiedziane są za pomocą intensywnie kolorowych zdjęć, a z czasem ich miejsce zajmują monochromatyczne kadry.
Do dziś w ramach projektu Kino RP zrekonstruowano już 200 filmów fabularnych, krótkometrażowych i animowanych. Początki były jednak trudne. Przez wiele lat filmy niszczały w archiwach, a ich odnawianie było zbyt kosztowne (digitalizacja jednego obrazu to koszt około 100 tysięcy dolarów) zarówno dla państwowych instytucji, jak i prywatnych inwestorów. Wszystko zmieniło się na początku minionej dekady. Grzegorz Molewski, twórca kanału KinoPolska, poszukiwał filmów, które mógłby pokazywać na małym ekranie. Większość klasycznych obrazów była jednak w opłakanym stanie. Ze sprzeciwu wobec takiego stanu rzeczy zrodził się pomysł programu rekonstrukcyjnego. Między innymi dzięki Molewskiemu powstał projekt KinoRP zrzeszający firmy technologiczne, instytucje kultury i wydawców.

Kadr z filmu "Faraon" Jerzego Kawalerowicza, przed i po rekonstrukcji
O tym, że programy rekonstrukcyjne nie mogą opierać się na infrastrukturalnych możliwościach jednej instytucji, boleśnie przekonali się Anglicy. Spektakularny projekt uruchomiony w 2008 roku przez BBC został równie spektakularnie zamknięty w 2012 roku. Po czterech latach okazało się, że ilość prac i koniecznych inwestycji przerasta możliwości jednej telewizji, a technologiczne zmiany, jakie następują na przestrzeni kilkunastu miesięcy, wymagają od realizatorów dużej elastyczności.
Jak wyglądają osiągnięcia polskich rekonstruktorów na tle ich zagranicznych kolegów? "Nie mamy się czego wstydzić" – przekonywał Kamil Rutkowski z Di Factory. Osiągnięcia polskich ekspertów porównywalne są z dokonaniami firm z Ameryki, Indii (będących jednym z największych rynków rekonstrukcyjnych), Niemiec czy Włoch. Dziś dzięki benedyktyńskiej pracy rekonstruktorów, a także filmowej pasji, największe dzieła polskiego kina mogą oglądać widzowie w Stanach i Kanadzie, zaś jeszcze tej wiosny odnowione arcydzieła zawitają także do rodzimych kin.

"Niewinni czarodzieje" Andrzeja Wajdy przed i po rekonstrukcji
Wśród już odrestaurowanych filmów znajduje się dziś 200 tytułów. Oprócz dzieł wielkich mistrzów kina: Andrzeja Wajdy, Wojciecha Jerzego Hasa, Andrzeja Munka, Krzysztofa Zanussiego, Jerzego Skolimowskiego i Krzysztofa Kieślowskiego znajdziemy też pełnometrażowe animacje dla dzieci, dzięki którym nowy blask odzyskały kultowe postaci naszego dzieciństwa: Reksio, Koziołek Matołek, Bolek i Lolek. Część z odnowionych filmów doczekała się już edycji DVD i Blu-ray, pozostałe czekają na swoją edycję, a także telewizyjne emisje w nieosiągalnej dotąd jakości HD. Dopracowane do ostatniego szczegółu, odświeżone i pozbawione skaz znów mogą lśnić blaskiem sprzed lat.