Surowe oceny rozdaje także innym. W "Notesach" nie wstrzymuje ręki, a brutalnych ciosów nie szczędzi ani największym, ani najbliższym sobie twórcom. Po obejrzeniu filmu "Morderca zostawia ślad" Aleksandra Ścibora-Rylskiego napisze o ukochanym Zbyszku Cybulskim: "Zbyszek stracił węch, lezie na lep, jest jednym z aktorów. Żałosne. Nie doniósł siebie do końca". Kiedy obejrzy "Barierę" Skolimowskiego, nazwie ją filmem, który "nazajutrz po premierze postarzał się o 10 lat", a seans filmowego "Za ścianą" Zanussiego w 1971 roku skwituje słowami: "Ich kompleks bycia innymi, właściwie to oni chcą tylko zrobić mi na złość. Na siłę chcą być inni zamiast oryginalni".
Miażdżące noty wystawiał będzie filmom ukochanego przezeń Janusza Morgensterna, bardzo mu bliskiej Agnieszki Holland, wreszcie – Wojciecha Jerzego Hasa. Po obejrzeniu "Nieciekawej historii" według Czechowa zanotuje: "Kompletne nieporozumienie, zaczynając od scenariusza i wyboru aktorów, na muzyce kończąc…. Ale to przecież porządny człowiek, 10 lat nie robił filmów, protestował przeciw władzy, która go skrzywdziła (nie mógł robić filmu według »Czerwonych tarcz« Jarosława Iwaszkiewicza). A więc trzeba go było wyściskać, mówić, że dobrze, bo wrócił itd.".
Zdarzają się także zaskakujące wyrazy uznania: dla "Pulp Fiction" Quentina Tarantino, którego Wajda porównuje do Zoli; dla "Forresta Gumpa" Roberta Zemeckisa albo dla "Pociągu" Kawalerowicza, po którego obejrzeniu wprost przyznaje: "»Pociąg« Kawalerowicza zmusza mnie do skontrolowania swego warsztatu. Nie można ciągle udawać niemowlęcia".
W krytyce kolegów bywa niezwykle zabawny. Choćby wtedy, gdy pisze o "dziecinnych ambicjach" Daniela Olbrychskiego, który zawsze próbuje być najlepszy. Po tym, jak aktor w studiu telewizyjnym mierzy się na szable z Jerzym Pawłowskim, mistrzem olimpijskim w szermierce, Wajda pisze: "Tak napadł z szablą na Pawłowskiego, że ten przestraszony pozwolił mu wygrać". I dodaje wspomnienie z planu "Ziemi obiecanej": "W scenie otwarcia fabryki siusiają wszyscy trzej na mur fabryki – odstępują, ale ślad Daniela dwa razy wyżej".
"Notesy" są dla Wajdy wentylem bezpieczeństwa, strefą bezwzględnej szczerości. Tutaj nie musi się krygować, nie musi czynić towarzysko-politycznych kalkulacji. Ale Wajda-krytyk to nie tylko zjadliwy recenzent cudzych osiągnięć, ale też przenikliwy analityk kultury. Gdy dekadę po wojnie czyta "Potop", notuje, że to opowieść o nieszczęściach wynikających z polskiej nieumiejętności skonfrontowania się z rzeczywistością i postuluje konieczność deziluzji. O polskim kinie powojennym pisze z goryczą:
Nasze filmy są prawidłowe ideologicznie, chociaż raczej nudne (…). W tych filmach występuje czysta idea, a myślę, że można by odwrócić proporcje tak jak u Bruegla: bohaterem obrazu »Upadek Ikara« jest jakiś orzący chłop". Gdy zaś w 1974 roku dziennikarz Polityki pyta, co najbardziej mu dolega, odpowiada: "Wrzód dwunastnicy i kompletny brak kryteriów w naszym filmie. Wolałbym być nikim w Rzymie niż pierwszym na wsi, którą jest nasza kinematografia".
Polityk