Na ulicy Gandalfa w Mordorze. Co nam mówią nazwy ulic w Polsce
Temat urbanonimii – nazewnictwa ulic i innych części miast – w Polsce okazuje się kopalnią informacji o charakterze nie tyle językoznawczym, ile socjologicznym. Zagłębiając się weń, odkrywamy, jak internet stał się narzędziem do walki o dekomunizację, które nazwy ulic są najczęstsze w Polsce i dlaczego w Słupsku nazwy ulic mogą mieć tylko do 30 znaków.
Od początków istnienia internetu użytkowników kusiło, by wykorzystać jego możliwości kreowania fikcji do płatania mniejszych czy większych figli. Jeden z takich niewinnych żartów, a zarazem eksperyment, zrealizowała w 2004 roku grupa anonimowych autorów, dodając do polskiej Wikipedii hasło „Henryk Batuta”. Przedstawiało ono rzekomą postać jednego z głównych działaczy Komunistycznej Partii Polski, którego nazwisko miała nosić jedna z ulic na warszawskim Służewie. Choć przedstawili go bardzo przekonująco, z pełnym życiorysem, opisem dokonań, a nawet z dowodem upamiętnienia w postaci zdjęcia tabliczki z jego nazwiskiem, Henryk Batuta był postacią całkowicie zmyśloną. Żart przez 15 miesięcy pozostał niezauważony, a informacje z fałszywego artykułu były cytowane także na innych stronach, powielając wyssaną z palca historię.
Celem tego żartu była prowokacja – jego autorzy, nazywający się „Armią Batuty”, chcieli z jednej strony zwrócić uwagę na bezrefleksyjne podejście do nazw ulic, a z drugiej wykpić to, że polskie miasta wciąż pełne były „nazw osób i instytucji tego niegodnych”. Pomysł miał się zrodzić, gdy autorzy hasła jechali taksówką na Służew, na ulicę Batuty i spytali taksówkarza, czy wie, że jej nazwa pochodzi od nazwiska „komunisty i wroga Polski”. Taryfiarz odparł, że wszystko mu jedno, a pytany dalej przyznał, że nie przeszkadzałoby mu także, gdyby ulica upamiętniała hitlerowskiego generała.
Ulica Batuty w rzeczywistości związana jest z muzyką, podobnie jak okoliczne ulice Bacha, Sonaty, Mozarta czy Smyczkowa. Ostatecznie 5 lutego 2006 roku wpis o Henryku Batucie został usunięty z Wikipedii, a cała sytuacja opisana w prasie, nie tylko z adnotacją, że nie warto wierzyć we wszystko, co się czyta w internecie, lecz także z zaznaczeniem zasadniczego celu prowokacji „Armii Batuty”.
Ulica Dworcowa i inne relikty komunizmu
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Ulica Marusarzówny, Otwock, fot. Krzysztof Żuczkowski / Forum
Obrazek
ulica_marusarzowny_otwock_swider_fot_krzysztof_zuczkowski_forum-0798949875-s.jpg
Temat dekomunizacji nazw w przestrzeni publicznej, choć stale obecny po 1989 roku, wypłynął znów w roku 2016 wraz z ustawą zakazującą propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego w nazwach obiektów publicznych, ze szczególnym uwzględnieniem nazw związanych z systemem władzy w Polsce w latach 1944–1989. Publiczne debaty rozsądzające, które nazwy należy bezwzględnie zmienić, a które zostawić, były niezwykle ożywione, bo skupiały w sobie dwa ważne wątki: rozprawy z historią i organizacji codzienności. Istotnym aspektem tej dyskusji były koszty, jakie pociąga za sobą każda zmiana w nomenklaturze ulic: konieczność wymiany tabliczek na budynkach i znakach, wyrabiania nowych dokumentów, uaktualnienia danych w rejestrach, a w przypadku firm także drobnych, lecz kosztownych ingerencji w materiały biurowe, jak pieczątki, czy reklamowe.
Podnosiły się głosy, że niechlubne nazwy obiektów w przestrzeni publicznej to także ważny ślad historii, której nie należy wymazywać. Ponadto część życiorysów trudno jest jednoznacznie ocenić, a niektóre wydarzenia mimo tragicznej przeszłości upamiętniają przy okazji bohaterstwo Polaków. Na przykład: poznańska ulica 23 lutego, upamiętniającą „wyzwolenie” przez Armię Czerwoną, a więc początki komunizmu, w pierwszym odruchu została w procesie dekomunizacji zmieniona (na ulicę por. Janiny Lewandowskiej, pilotki szybowcowej i samolotowej, jedynej kobiety-ofiary zbrodni katyńskiej). Decyzja ta została jednak cofnięta ze względu na sprzeciw Rady Miasta argumentującej, że w walkach o Poznań walczyli także cywile – Cytadelowcy.
Rok 2016 i ożywione rozmowy o dekomunizacji w przestrzeni publicznej przyniosły też nowego „Batutę”. Podczas rozmowy na antenie Radia Kraków jeden z krakowskich radnych zaapelował, by przyglądać się bliżej życiorysom patronów ulic. „Jest na przykład kontrowersyjna ulica Dworcowa”, mówił. „Część mieszkańców myśli, że ta ulica jest związana z dworcem PKP, a to nie jest nazwa ulicy związana z dworcem, tylko z Dworcowem”. Nie potrzeba było wiele czasu, by sprostować tę informację i uspokoić, że krakowska ulica Dworcowa nie ma żadnego związku z radzieckim pisarzem, ponieważ swoją nazwę otrzymała, gdy ten miał osiem lat.
Które nazwy ulic występują najczęściej?
Według danych zawartych na stronie Głównego Urzędu Statystycznego w Polsce jest obecnie (tj. na początku 2026 roku) 293 080 ulic. Wśród najczęściej występujących nazw są ulice Leśna (3689), Polna (3570), Słoneczna (3166) – mimo wysokiej reprezentacji, każda z nich stanowi zaledwie nieco ponad 1 procent wszystkich nazw. Często występują także ulice Krótka (2585), Ogrodowa (2455) czy Brzozowa (2160). Ulic Szkolnych jest w Polsce 2421, Kościelnych – 1455, Dworcowych (oczywiście tych, których nazwy pochodzą od dworców) – 847.
1072 ulice upamiętniają Tadeusza Kościuszkę, 462 – Józefa Piłsudskiego, a 416 – Bolesława Chrobrego. Jan Paweł II jest patronem 677 ulic, a kardynał Karol Wojtyła – 33. Imię Marii Skłodowskiej-Curie otrzymały 292 ulice, Mikołaja Kopernika – 649. Ulic 1 Maja jest nieznacznie więcej (477) niż 3 Maja (424), a Wojska Polskiego (543) – więcej niż Armii Krajowej (432).
Próżno by jednak szukać ulic Olgi Tokarczuk, Adama Małysza, Roberta Kubicy czy Maryli Rodowicz – w wielu gminach i miastach przyjęto zasadę, że nazwy pamiątkowe pochodzące od nazwisk, pseudonimów lub innych określeń osób można nadać dopiero po upływie pięciu lat od śmierci upamiętnianej postaci. W wyjątkowych sytuacjach czas ten może zostać skrócony, na przykład na wniosek prezydenta miasta. Z tej możliwości skorzystał w 2020 roku prezydent Trzaskowski, dzięki czemu w pierwszą rocznicę tragicznej śmierci Pawła Adamowicza aleja w warszawskim Parku Mazowieckiego otrzymała imię zmarłego prezydenta Gdańska.
Dające do myślenia statystyki przedstawiła Maryna Tomaszewska przy okazji wystawy „Waw. Miasto i ulice kobiet”, która trwa do 22 lutego 2026 roku w Domu Spotkań z Historią w Warszawie. Spostrzegła, że w stolicy na 5800 ulic i placów około dwadzieścia procent posiada nazwy upamiętniające konkretne osoby, z czego prawie 1300 z nich to ulice nazwane na cześć mężczyzn, a jedynie około 158 – na cześć kobiet.
Kto bywa w Poniedziałkowym Dole
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Ulica Próżna w Warszawie, fot. Artur Zawadzki / East News
Obrazek
ulica_prozna_w_warszawie_fot_artur_zawadzki_en_01171105_4481-kopia.jpg
Znajdująca się w Działdowie ulica Organizacji Młodzieży Towarzystwa Uniwersytetów Robotniczych nosi zaszczytne miano nazwy składającej się z największej liczby znaków w Polsce – aż 56 (nie wliczając spacji). Długie nazwy, kłopotliwe w codziennym użyciu, są w dodatku mało ekonomiczne: im więcej liter, tym większa tablica i droższe znaki stawiane na drogach. Niektóre miasta mają na to sposób. Słupsk, by ograniczyć tego rodzaju koszty, wprowadził limit długości nazw: 30 znaków ze spacjami.
Wśród najkrótszych nazw ulic jest za to ulica Ewy (znajdująca się np. w Kutnie, Częstochowie czy Białymstoku), nosząca imię na pamiątkę biblijnej pierwszej kobiety. Jednak rekord należy do wsi Kolonia Ldzań w województwie łódzkim, gdzie ulice ponumerowano, nadając im nazwy: 1, 2, 3 i tak dalej.
Nazwy ulic mogą też wprowadzać do rzeczywistości trochę bajkowości. Na mapie Polski znajdziemy ulice upamiętniające między innymi Kubusia Puchatka (i to aż w 75 miejscowościach), Pszczółkę Maję, Bolka i Lolka czy Reksia. Na warszawskim Służewcu Przemysłowym, nieoficjalnie nazywanym „Mordorem”, jedna z ulic jako patrona otrzymała autora trylogii Władcy pierścieni: J.R.R. Tolkiena, a druga – bohatera jego książek, Gandalfa. Nazwy te nie tylko wywołują uśmiechy, lecz także dokumentują język i slang współczesnej Warszawy, co spotkało się z aprobatą mieszkańców.
Warto sprawdzać nieznane nam nazwiska, które znajdujemy w nazwach obiektów publicznych i poznawać w ten sposób historię, zwłaszcza regionalną. Dowiemy się wtedy, że Bronisław Czech, patron ulicy w Zakopanem, był wybitnym polskim narciarzem, który nawet potrafił tańczyć na nartach, a przy warszawskiej ulicy Kazimierza Szpotańskiego niegdyś znajdowała się należąca do niego fabryka, gdzie produkowano supernowoczesne aparaty elektryczne. Ulica Poniedziałkowy Dół w Lesie Wolskim w Krakowie swoją nazwę zawdzięcza położeniu w wąwozie, należącym dawniej do Józefa Poniedziałka, a ulica Na Ostatnim Groszu we Wrocławiu przypomina o znajdującej się tu niegdyś karczmie, gdzie przepijano ostatnie pieniądze.
Jak nadawanie ulic przebiega w praktyce
Nazwy ulic przede wszystkim pełnią funkcję ewidencyjną i porządkują przestrzeń publiczną. Grają jednak także inne, mniej oczywiste role – integrują mieszkańców miejscowości, a przez upamiętnianie pewnych postaci lub zdarzeń, edukują i pełnią funkcję prestiżową.
Nazwy ulicom, a także innym obiektom, jak place czy ronda, w drodze uchwały nadaje rada gminy, w miastach – rada miasta. Sama inicjatywa nadania bądź zmiany nazwy może wyjść nie tylko od władz, lecz także od mieszkańców. W niektórych gminach powołane zostały specjalne komisje opiniodawcze do spraw nazewnictwa ulic, na przykład Komisja Opiniodawcza ds. Nazewnictwa Ulic w Poznaniu czy Zespół Nazewnictwa Miejskiego w Warszawie.
Choć przeważnie rady gminne i miejskie mają dość dużą dowolność w wyborze nazw, to zasady nazewnictwa mogą być ujęte w odrębnych uchwałach, jak na przykład Uchwała nazewnicza Rady m.st. Warszawy. Zgodnie z nią, nazwy w stolicy powinny, między innymi, zachowywać zgodność z tradycją i dziejami Warszawy oraz uwzględniać cechy charakterystyczne dla danego obiektu lub terenu, na którym ten obiekt (czyli w tym przypadku ulica) się znajduje. Nazwy mogą pochodzić od nazw własnych, pospolitych lub pamiątkowych, przy czym należy zachować równowagę między tymi rodzajami oraz, jak czytamy w wytycznych, unikać w nazwach dominacji nazw pamiątkowych, czyli tych upamiętniających postaci, podmioty zbiorowe i wydarzenia historyczne, literackie lub artystyczne.
Nazwy ulic nie mogą mieć charakteru ośmieszającego lub poniżającego, nie powinny być też trudne w codziennym użyciu, dlatego należy unikać nazw wielowyrazowych, niejasnych lub będących wyrażeniami obcymi. Nie powinny się także powtarzać w obrębie jednej miejscowości, co może się zdarzyć, gdy miasto wchłonie sąsiednie miasteczko lub dwie miejscowości się połączą.
Zwykle nazwy ulic traktujemy czysto użytkowo. Na co dzień pomagają nam zorientować się w przestrzeni, czytamy je odruchowo, bez zastanowienia, a jednak za każdą nazwą stała decyzja. Warto poświęcić czas, by je rozszyfrować i odkrywać często nieoczywiste historie naszych miast.