Wajda tworzył wówczas kino narodowej terapii. Ale lecznicze właściwości sztuki filmowej wykorzystywał też w produkcjach bardziej intymnych i osobistych. Zwłaszcza we "Wszystko na sprzedaż" z 1969 roku, hołdzie dla zmarłego dwa lata wcześniej Zbyszka Cybulskiego i zarazem autotematycznej opowieści o nim. Opowiadając o śmierci gwiazdora i ekipie przygotowującej film, Wajda dokonywał bolesnej wiwisekcji, jednocześnie mierząc się z mitem Cybulskiego jako symbolu pokoleniowych doświadczeń. I choć film przyjęty został z entuzjazmem, a krytycy słusznie odnotowywali, że może on być przełomem w twórczości reżysera, on sam pozostał z niego niezadowolony. Gdy w 1969 roku brał udział w pogrzebie Krzysztofa Komedy, a na cmentarzu słyszał jego kołysankę z "Dziecka Rosemary" Polańskiego i odnotował z podziwem i żalem wobec "Wszystko na sprzedaż": "Pogrzeb Komedy na Powązkach. Muzyka jest sztuką. Grają kołysankę z «Dziecka Rosemary»« i on tego słucha, a Zbyszek na pewno nie przyszedł na mój film".
Po kino jako środek terapeutyczny Wajda sięgał jeszcze wielokrotnie. Wtedy, gdy w "Katyniu" rozliczał się ze stratą ojca zabitego przez Sowietów w 1940 roku, a także gdy wraz z Krystyną Jandą realizował "Tatarak" według Iwaszkiewicza. Kiedy reżyser pracował nad ostatecznym kształtem scenariusza, zmarł Edward Kłosiński, operator, a prywatnie mąż Jandy. To osobiste doświadczenie nie tylko nie położyło kresu planom realizacji "Tataraku", lecz proces żałoby wręcz stał się częścią filmu. W "Kinie" Wajda wspominał:
Owdowiała Krystyna zdecydowała się zagrać. Jej nowa sytuacja nie oznaczała jednak, że film miał być inny, niż rok wcześniej zaplanowaliśmy. Lecz kiedy nakręcone przez nas opowiadanie Iwaszkiewicza złożyło się już w całość, Krystyna przyniosła mi kilka kartek; przeczytałem, ze zdumieniem i z dreszczem emocji, w jak dojmujący sposób ona opowiedziała na tych kartkach ostatnie chwile i śmierć Edwarda. Sądziłem, że to jest jej wyznanie wobec mnie jako przyjaciela. Ale zadałem jej pytanie, czy byłaby skłonna powiedzieć ten tekst do kamery?".
Tak powstał jeden z najbardziej osobistych i prawdziwych filmów w późnym okresie twórczości Wajdy, film o śmierci i (nie)zgodzie na nią, o opłakiwaniu bliskich i szukaniu nadziei.
Uciekinierzy w mrok