Zdecydowana większość popowych piosenek opowiada o miłości, tymczasem przeczytałem w jednym z wywiadów z panem, że w swoich początkach – choćby w piosenkach pisanych dla Naszej Basi Kochanej – zupełnie się pan od tego odżegnywał i nie chciał poruszać tej tematyki w swoich tekstach.
Byliśmy wówczas zdegustowani estetyką piosenek, które były łatwe, lekkie i przyjemne – ze wskazaniem na lekkie i łatwe. Buntowaliśmy się przeciw tej konwencji, chcieliśmy innej faktury emocjonalnej. Na płycie Naszej Basi Kochanej nie ma właściwie piosenek o miłości. Gdy pisałem teksty na pierwszą płytę Eli Adamiak, to ten wątek się pojawiał, ale w nieoczywisty sposób – te piosenki opowiadały o miłości chropowatej, nieudanej, emocjonalnie skrzywionej.
Potem też starałem się wystrzegać klisz. Dobrym przykładem będzie tu Wszystko ma swój czas Perfectu, singiel z płyty DaDaDam, który odnosi niesamowite sukcesy w internecie. Czy wie pan, ile odsłon na YouTubie ma ta piosenka?
Strzelałbym, że około 40 milionów.
Wygrał pan nagrodę – bo granica błędu wynosiła 39 milionów. Ma 79 milionów wyświetleń i niesamowite jest to, że są tam głównie wpisy młodych ludzi. Stacje radiowe nie puszczają tej piosenki zbyt często, bo obawiają się tego, że porusza temat śmierci. Ale ludzie wcale się tego nie boją. Bo to jest przede wszystkim piosenka o miłości: „A gdy przyjdzie mój czas,/ gdy pokryje mnie rdza / usiądź przy mnie tuż, tuż,/ bym mógł z tobą być sam”. A w drugiej zwrotce padają takie słowa: „ja wybłagam wśród chmur,/ bym tu czasem mógł wpaść”. To jest o miłości i dlatego pewnie młodzi ludzie lepiej odbierają moje intencje niż redaktorzy muzyczni, którzy boją się, że spadnie im słuchalność. A przecież nie wygumkujemy śmierci z życia, więc nie gumkujmy jej też z fal radiowych.
Pisanie piosenek o miłości jest wyzwaniem, ale to ekscytujące wyzwanie – warto zmierzyć się z nim i spróbować podejść do tematu inaczej.
Za to odnoszę wrażenie, że przemijanie było ważnym tematem dla pana od samego początku. Przypomniała mi się piosenka Przybywa czasu w nas z pierwszej płyty Elżbiety Adamiak wydanej w 1980 roku – czyli napisał to pan, jak miał niespełna 30 lat.
Oczywiście, to jest temat absolutnie nieśmiertelny. Tak samo na debiutanckiej płycie Naszej Basi Kochanej znalazły się piosenki Spokojniejszy o kolejny dzień i Odchodzić męska rzecz, które też opowiadają o przemijaniu – w przypadku tej ostatniej dramatycznym.
Najlepszym przykładem będzie piosenka Czas nas uczy pogody, w której starałem się zaznaczyć to przemijanie w pozytywny sposób – że może jednak nie będzie tak źle.
Po emisji filmu dokumentalnego Jacek Cygan. Życie jest sztuką w Telewizji Polskiej napisała do mnie przyjaciółka ze szkoły podstawowej, z którą wciąż mam kontakt. Pogratulowała mi, ale dodała, że pod koniec zrobiło jej się smutno, że to wszystko przemija, że jestem jednym z ostatnich autorów tego pokolenia. Odpisałem jej: „Nawet jak napisałaś, że było ci smutno, to mnie się zrobiło przyjemnie – że jesteś, że to widziałaś, że to przeżyłaś”. To, że przemijamy jest przykre, ale z drugiej strony ważne jest to, w jaki sposób przemijamy.
Wspomnieliśmy o środowisku, z którego się pan wywodzi – piosenki studenckiej, tak zwanej krainy łagodności. Czy czuliście się wtedy outsiderami kontestującymi rzeczywistość?
Absolutnie czuliśmy się w offie do ówczesnej estrady. Tworzyliśmy swoje piosenki w sprzeciwie do estetyki ówczesnego popu. Mieliśmy swoje kluby studenckie i swoje festiwale, ale nie funkcjonowaliśmy w mediach, radio nie emitowało naszych piosenek.
Na festiwalu w Opolu w 1978 roku, gdzie występowaliśmy z Naszą Basią Kochaną, wszyscy wykonawcy ze środowiska studenckiego zostali odrzuceni już w półfinałach: my, Wały Jagiellońskie czy Grażyna Auguścik. Wywołało to protesty artystów i dziennikarzy, więc telewizja zaproponowała nam nocny koncert – który jednak nigdy nie został wyemitowany. Prowadziłem go, amfiteatr był wypełniony po brzegi – bardzo to przeżywałem, cały się trząsłem. Zresztą nie tylko ja – pamiętam, jak odpowiedzialny za ten koncert pracownik telewizji powiedział mi za kulisami: „Jeśli powie pan coś nieodpowiedniego, to ja od razu lecę”.
Przyszłość pokazała jednak, że wszyscy z tego środowiska przetrwaliśmy i daliśmy sobie radę: Wolna Grupa Bukowina, Elżbieta Adamiak, Andrzej Poniedzielski czy Rudi Schubert i Grzegorz Bukała z Wałów Jagiellońskich. Wywiązały się z tego przyjaźnie trwalsze niż przelotny sukces. Gdy dziś spotykam się z Jurkiem Filarem, z którym tworzyłem Naszą Basię Kochaną, to gramy te nasze piosenki tak, jakby nic się zmieniło przez te kilkadziesiąt lat. Gdybyśmy wpadli wtedy w estradowe tryby, to by nas to zniszczyło, a tak mieliśmy swobodę, żeby myśleć, spotykać się i spokojnie pracować nad utworami.