Do zdjęcia legitymacyjnego z żeńskiego I Państwowego Liceum im. Juliusza Słowackiego długie włosy zaplotła w warkocze i upięła je za uszami. Twarz ma spokojną, pełne nadziei zielone oczy, choć na czarno-białej fotografii tego nie widać. Zieleń to jej kolor: w utworze Taki list napisze: „Jesteś dla mnie szeregiem zielonych liter dźwięczących miło”; wydawnictwo artystyczne Kurtiak i Ley ułoży bibliofilską książkę Ogień zielonych księżyców z jej wierszami, faksymiliami niektórych rękopisów i fotografiami; Wydawnictwo Literackie wznowi jej dzieła zapisane zieloną czcionką.
Maturę zda już po ślubie, w 1955 roku, korespondencyjnie. Potem pozazdrości studiów polonistycznych niewidomemu przyjacielowi, Ireneuszowi Morawskiemu – wkrótce jednak to ona stanie się obiektem zawistnych spojrzeń, gdy już ze zdrowszym sercem jesienią 1959 roku rozpocznie naukę w amerykańskim Smith College. Później, w pierwszej połowie lat 60. będą jeszcze studia filozoficzne i doktoranckie w Krakowie, praca na uczelni – i wiele niespełnionych planów. Każdą relację zamknie w lirycznej metaforze, każdy etap podsumuje w tomiku poezji, swoje uczucia wyzna w listach. Napisze też kilka dramatów i opowiadań, bajkę dla dzieci, autobiograficzną Opowieść dla przyjaciela. A następnie odejdzie, choć jej serce wciąż będzie biło w wierszach.
O tym wszystkim – i wielu innych interesujących, czasem nieznanych, a nierzadko polemicznych szczegółach z życia poetki – można przeczytać w nowym wydaniu biografii Poświatowskiej Uparte serce pióra Kaliny Błażejowskiej – rozszerzonym o niedostępne wcześniej materiały, rzadziej cytowane utwory i odnalezione listy. Po dziesięciu latach od pierwszej edycji autorka wraca do swojej bohaterki, by przedstawić czytelnikom jeszcze bardziej złożony obraz kobiety kochającej i kochanej, niepokornej, zmysłowej, wrażliwej, narcystycznej, cierpiącej, zagubionej. Świadomej śmierci, więc zachłannej na życie.
Portret ten, doskonale udokumentowany i napisany ze swadą, wzbudza wiele, niekiedy skrajnych, emocji. Czasem nie wiadomo, czy Poświatowską podziwiać, czy się na nią złościć, a może jej współczuć, bo przecież „litością się brzydzi”. Błażejowska próbuje ją zrozumieć, nie usprawiedliwiając i nie oceniając, lecz jak najrzetelniej opisując jej losy. A poruszenie towarzyszące lekturze tylko dowodzi, że poetkę i jej dzieło warto odczytać na nowo.
„żyje się tylko chwilę”