Filozof światła – 10 filmów Jerzego Wójcika
Jest autorem najsłynniejszych kadrów w historii polskiego kina. To on pokazał śmierć Maćka Chełmickiego w "Popiele i diamencie" i pożar Wołmontowicz w "Potopie". Uwodził rozmachem "Faraona" i precyzją formy w "Matce Joannie od Aniołów". Oto 10 najwybitniejszych filmów Jerzego Wójcika, genialnego artysty i ojca polskiej szkoły operatorskiej (ur. 12 września 1930, zm. 4 kwietnia 2019).
"Eroica" (1957), reż. Andrzej Munk
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Kadr z filmu "Eroica" w reżyserii Andrzeja Munka, 1957, fot. Wiesław Zdort/Studio Filmowe "Kadr"/Filmoteka Narodowa - Instytut Audiowizualny www.fototeka.fn.org.pl
Obrazek
"Eroica" w reżyserii Andrzeja Munka, 1957, fot. Wiesław Zdort/Studio Filmowe "Kadr"
Po tym jak w "Kanale" i "Prawdziwym końcu wielkiej wojny" pracował pod okiem Jerzego Lipmana, w 1958 oku przyszedł czas na jego pierwszy samodzielny film. Była nim "Eroica", arcydzieło Andrzeja Munka.
Debiutujący Wójcik miał spore ambicje. Zainspirowany "Obywatelem Kanem" postanowił wprowadzić do polskiego kina dotąd nieużywany w nim format wide screen, ekran kaszetowany o formacie 1:1,66. Żeby uzyskać właściwy efekt, operator wraz z technikami przerabiał klasyczne kamery, wklejając w nie… żyletki. Umieszone u góry i dołu kadru miały przysłaniać część światła wpadającego przez obiektyw kamery i ograniczać jej pole widzenia.
Eksperymenty Wójcika budziły niepokój kierownictwa Zespołu Kadr, a sam operator usłyszał, że jeśli ta nowatorska forma zaprzepaści szanse filmu na komercyjny sukces, młody artysta poniesie finansowe konsekwencje swojej decyzji. Wójcika to jednak nie przestraszyło, a opowieść o Dzidziusiu Górkiewiczu – także za jego sprawą – stała się jednym z największych filmów Szkoły Polskiej.
"Popiół i diament" (1958), reż. Andrzej Wajda
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Kadr z filmu "Popiół i diament" w reżyserii Andrzeja Wajdy, 1958., fot. Polflim / East News
Obrazek
fo_film_popiol_i_diament_01_5788441.jpg
Z Wajdą spotkali się przy "Kanale", gdzie Wójcik był szwenkierem (operatorem kamery) pracującym pod kierownictwem Jerzego Lipmana. Kiedy dwa lata później Wajda zaczynał pracę nad "Popiołem i diamentem", młody Wójcik był wiec jego naturalnym wyborem.
W historii Maćka Chełmickiego Wójcik odnajdował osobisty ton. Wracał do wspomnień okresu wojny i pierwszych miesięcy po jej zakończeniu. W czasie II wojny światowej najbliżsi Wójcika uczestniczyli w AK na Podhalu, a on sam, wówczas, 14-letni, był gońcem w I Pułku Strzelców Podhalańskich.
Zdjęcia Wójcika zachwycały nowoczesnością. Młody operator z jednej strony nawiązywał do największych osiągnięć ówczesnego kina – "Trzeciego człowieka" i "Niepotrzebni mogą odejść" Carola Reeda – z drugiej zaś ożywiał na ekranie wielkie polskie malarstwo. Ujęcie świeżo zaoranego pola przywoływało obraz Ferdynanda Ruszczyca, a w scenie śmierci Maćka Chełmickiego widoczne były inspiracje malarstwem Andrzeja Wróblewskiego.
"Nikt nie woła" (1960), reż. Kazimierz Kutz
Dla niego świat składa się właśnie z mniej lub bardziej atrakcyjnych powierzchni, z których skóra ludzka nie ma u niego wysokich notowań. Kino dla niego to romans uporządkowanej materii ze światłem. Dramat ludzki – mniej go interesuje" – tak Kazimierz Kutz pisał o Wójciku w swoim alfabecie filmowym pt. "Klapsy i ścinki".
Spotkali się jeszcze w Szkole Filmowej, a ich zawodowe drogi przecięły się na planie "Kanału". Zawarta wówczas znajomość zaowocowała wspólną pracą przy "Nikt nie woła", filmowej polemice z "Popiołem i diamentem" Wajdy.
Opisując styl wizualny tego filmu, Jarosław Grzechowiak pisał w "Sformatowanej energii":
Swoją wizję plastyczną oparł Wójcik na odcieniach czerni, bieli i szarości. Szarość w filmie występuje w różnej tonacji, różnych odcieniach i natężeniach – przede wszystkim w elementach tła. Odrapane ściany, szare mury pokoju […], a na wet dachy domów […]– ta szarość, jak i elementy, na tle których fotografowani są bohaterowie, doskonale współgrają z ich stanem psychicznym, pewnego rodzaju wypaleniem i zagubieniem, będącym konsekwencją wojny oraz z rodzącym się uczuciem".
"Matka Joanna od Aniołów" (1961), reż. Jerzy Kawalerowicz
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Kadr z filmu "Matka Joanna od Aniołów", reż. Jerzy Kawalerowicz . Na zdjęciu: Mieczysław Voit i Kazimierz Fabisiak
Obrazek
Kadr z filmu. Na zdjęciu: Mieczysław Voit i Kazimierz Fabisiak., fot. ZRF "Kadr" / Album / East News
W książce "Więcej niż kino" Jerzy Kawalerowicz wspominał:
W "Matce Joannie…." nie stosowałem wyszukanych […] punktów widzeń kamery. Naczelną zasadą kompozycyjną była zasada "złotego środka". Ekran podzielony był idealnie na cztery części. Postacie występują centralnie. Ruchy kamery zostały sprowadzone do poziomych lub pionowych, z wyłączeniem pośrednich. […] Oszczędność inscenizacji i prostota kompozycji dały w rezultacie surowość. Bogactwo plastyczne czerni, bieli i szarości, które zastosował Jerzy wójcik […]dało efekt wzniosłości".
W filmie Kawalerowicza Wójcik stworzył jedne z najbardziej pamiętnych zdjęć w historii polskiego kina. Gra czerni i bieli stawała się częścią opowieści o starciu dobra i zła, a zdjęcia Wójcika - mimo pozornej prostoty – zaskakiwały nowatorskimi pomysłami i eksperymentalnymi rozwiązaniami.
Choćby w słynnej scenie rozmowy księdza i rabina granych przez Mieczysława Voita. Aby stworzyć na ekranie wrażenie spotkania się dwóch rzeczywistości, Wójcik obie postaci filmował z pomocą różnych obiektywów – podczas gdy księdza filmował obiektywem o ogniskowej 32mm, postać rabina pokazywana była za pomocą obiektywu 75mm, który rozmywał tło, osadzając postać w nierzeczywistej przestrzeni. Realistyczny obraz księdza zmontowany z onirycznym ujęciem rabina tworzyły nowe znaczenie tej znakomitej sceny.
"Faraon" (1965), reż. Jerzy Kawalerowicz
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Kadr z filmu "Faraon" w reżyserii Jerzego Kawalerowicza., fot. Polfilm / East News
Obrazek
Kadr z filmu "Faraon" w reżyserii Jerzego Kawalerowicza., fot. Polfilm / East News
Film Kawalerowicza był największą superprodukcją polskiego kina tamtego czasu. Produkcja trwała trzy lata, na jej potrzeby powołano specjalną pracownię scenograficzną w Łodzi, w Warszawskiej Stoczni Rzecznej wykonano egipski statek sprzed 4 tysięcy lat, a na jeziorze Kirstajny stworzono nawet sztuczną wyspę. Scenograficzne wyzwania i długie miesiące spędzone na uzbeckiej pustyni w temperaturze przekraczającej 60 stopni Celsjusza, to nie wszystko, z czym musieli się mierzyć twórcy filmu.
Dla Jerzego Kawalerowicza i Jerzego Wójcika największym wyzwaniem nie były jednak produkcyjne ograniczenia, ale wypracowanie odpowiedniej formy filmu. W "Więcej niż kino" Kawalerowicz wspominał:
Kolor. Był to chyba problem najistotniejszy i najbardziej skomplikowany. Jak najintegralniej związać treść i formę? Decyzja, co do kształtu kolorystycznego "Faraona" inspirowana była przez podróże do współczesnego Egiptu i w jego starożytną historię [...] Chcieliśmy wyselekcjonować barwy i sprowadzić je do syntezy spraw formy i treści, to znaczy ograniczyć bogactwo i blichtr starożytności, a pokazać Egipt obyczajowy, taki, jakim być może był naprawdę".
Jerzy Wójcik tak opisywał tamte prace w rozmowie z Sewerynem Kuśmierczykiem:
Pojęcie redukcji było obecne we mnie. Nie dodawałem, lecz zdejmowałem przedmioty z planu. Film jest rodzajem domniemania o kulturze egipskiej […] przynosił pewną propozycję rozumienia tej kultury. Operowaliśmy pięknem, czystością, subtelnością, a równocześnie siłą energii, którą zawierał obraz".
"Potem nastąpi cisza" (1965), reż. Janusz Morgenstern
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Jerzy Wójcik i Janusz Morgenstern na planie filmu "Potem nastąpi cisza", 1965, fot. Studio Filmowe "Zebra"/ Mieczysław Lewandowski /Filmoteka Narodowa - Instytut Audiowizualny www.fototeka.fn.org.pl
Obrazek
potem_nastapi_cisza-fn.jpg
Janusz Morgenstern nie lubił opowiadać o wojnie. Nawet najbliżsi przyjaciele nie znali jego wojennych losów. Wiedzieli jedynie, że trauma, jakiej doznał twórca "Kolumbów", była zbyt wielka, by chciał się nią dzielić.
Kiedy więc w 1965 roku Morgenster postanowił nakręcić opowieść o młodych żołnierzach, którzy w ostatnich miesiącach II wojny muszą podejmować trudne, ideologiczno-polityczne wybory, nie musiał długo przekonywać swoich współpracowników. Wójcik, który rok wcześniej pracował z Morgensternem przy "Życiu raz jeszcze" (zatrzymanym przez cenzurę), został operatorem tego obrazu. Filmu niełatwego nawet dla tak zdolnego twórcy.
Szczególnym wyzwaniem była pierwsza sekwencja filmu, która opowiedziana została niemalże w jednym ujęciu. Morgenstern chciał pokazać bitwę oczami żołnierza, a Wójcik wraz Witoldem Sobocińskim będącym operatorem kamery wymyślili sposób, jak ożywić to spojrzenie. Sobociński z kamerą czołgał się więc w krętym okopie, tym samym tworząc ujęcia, które przeszły do historii polskiego kina.
"Potop" (1974), reż. Jerzy Hoffman
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Scena z "Potopu" Jerzego Hoffmana, fot. Franciszek Kądziołka, Fototeka Filmoteki Narodowej/ www.fototeka.fn.org.pl
Obrazek
full_scena_z_potopu_jerzego_hoffmana_fot_franciszek_kadziolka_2_770.jpg
Gdy Jerzy Hoffman zaczynał prace nad filmowym "Potopem", Jerzy Wójcik był na szczycie operatorskiej kariery. Jako autor arcydzieł Wajdy i Munka, a przede wszystkim autor zdjęć do epickiego "Faraona" był naturalnym wyborem reżysera.
"Potop" był jednym z największych wyzwań w jego karierze. Operator tak mówił w wywiadzie dla "Trybuny Ludu":
Zdawałem sobie sprawę, że "Potop" będzie oglądało wiele milionów młodych widzów, i to, w jaki sposób zostanie ten film zrealizowany, wpłynie na formowanie ich wyobraźni. […] Nie chciałem, żeby to był jeszcze jeden film historyczny – kolorowy, który jaśnieje efektownym blaskiem jedynie na czas trzygodzinnej projekcji; pragnąłem, żeby ten świat ekranowej wizji przeszłości utrwalił się w pamięci widzów na czas znacznie dłuższy.
"Potop" okazał się gigantycznym sukcesem. Przyciągnął do kin ponad 27 milionów widzów i na kilkadziesiąt lat stał się jednym z najpopularniejszych polskich filmów. Dla Wójcika był przeżyciem szczególnym także z innego powodu. Jako człowiek głęboko religijny Wójcik szczególnie przeżył scenę, w której jasnogórscy pielgrzymi oglądają obraz Czarnej Madonny. Na specjalną prośbę Wójcika w filmie wykorzystano oryginał, a nie kopię obrazu, a zgodę na to musiał wyrazić sam Kardynał Wyszyński.
"Ryś" (1981), reż. Stanisław Różewicz
Kadr z filmu "Ryś", reżyseria: Stanisław Różewicz, 1981, Na zdjęciu: Jerzy Radziwiłowicz i Janusz Paluszkiewicz, fot. Marcin Isajewicz/Studio Filmowe "Tor"/Filmoteka Narodowa - Instytut Audiowizualny www.fototeka.fn.org.pl
Choć jego operatorski dorobek kojarzony jest głównie z wielkimi dziełami Wajdy, Kawalerowicza i Hoffmana, to właśnie ze Stanisławem Różewiczem pracował najczęściej. Od czasu "Echa" z 1964 roku rozpoczynającego ich wspólną drogę, aż do "Anioła w szafie" nakręcili wspólnie aż 9 filmów. "Ryś", historia spotkania księdza i młodego partyzanta z czasów II wojny światowej, jest z nich jednym z najlepszych.
Styl wyświetlania galerii
wyświetl slajdy
Stanisław Różewicz wspominał tę współpracę w książce "Było, minęło…":
Światło jego zdjęć wydobywało z ludzi i rzeczy efekty niekiedy zaskakujące, sprawy ukryte, nienazwane w słowach. Nie traciliśmy czasu na długie rozmowy na temat charakteru zdjęć. Na wiele zjawisk patrzyliśmy podobnie. Niech mówi obraz.
Różewicz i Wójcik, obaj zafascynowani stylem filmów Bressona oraz Dreyerowską "Joanną d'Arc", w tej wojennej opowieści dotykali tajemnic wiary, pytając o prawdę i możliwość jej ustalenia.
"Anioł w szafie" (1987), reż. Stanisław Różewicz
Kadr z filmu "Anioł w szafie", reżyseria: Stanisław Różewicz, zdjęcia: Jerzy Wójcik, 1988, fot. Inplus/East News
Ostatni wspólny film Stanisława Różewicza i Jerzego Wójcika to psychologiczna historia o mężczyźnie nękanym wyrzutami sumienia opowiedziana za pomocą skromnej fabuły, mieszających się planów czasowych i długich ujęć.
Różewicz tak pisał o swoim filmie:
"Anioł w szafie" mówi o sumieniu i pamięci. O odpowiedzialności, strachach i lękach w nas i wokół nas. W świecie, w których żyjemy, w pozornym spokoju pojawiają się ciemne sygnały. Z obawy przed uwikłaniem, wciągnięciem w nieznane udajemy, że ich nie słyszymy i nie widzimy".
Krytycy widzieli w nim nawiązania do prozy Camusa i filmów Antonioniego i De Palmy, a w 1987 roku podczas festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdańsku Jerzy Wójcik otrzymał Brązowe Lwy za najlepsze zdjęcia. Szkoda, że widzowie w równej mierze nie docenili tego obrazu, a po latach pozostaje on niemal nieznany szerszej publiczności.
"Wrota Europy" (1999), reż. Jerzy Wójcik
Operatorskie sukcesy nie zaspokajały w pełni ambicji Wójcika, a już w latach 70. artysta zaczął także reżyserować. Do 1983 roku stworzył aż siedem spektakli telewizyjnych, a osiem lat później "Skargą" zadebiutował jako reżyser fabuły. Na swój najlepszy film musiał jeszcze poczekać, a "Wrota Europy" nakręcił dopiero w 1999 roku.
Opowiadał w nich historię trzech sióstr zakonnych, które zimą 1918 roku ruszają do szpitala polowego znajdującego się na linii frontu, nie zdając sobie sprawy, że na końcu drogi czeka je najtrudniejsza próba w ich dotychczasowym życiu.
"Wrota Europy" brały swój początek z lektury "Szpitala w Cichniczach" Melchiora Wańkowicza wydanych w 1926 roku. Aby doprowadzić do przeniesienia tego reportażu na ekran, Wójcik najpierw ścierał się z cenzurą, apotem – w wolnej Polsce – z brakiem środków finansowych. Ostatecznie zrealizował swój film dzięki Telewizji Polskiej, a jego film otrzymał w Gdyni nagrody za najlepsze kostiumy autorstwa Magdaleny Tesławskiej i Pawła Grabarczyka oraz zdjęcia, który autorem był Witold Sobociński.
Źródła:
- Jerzy Wójcik, "Labirynt światła", Warszawa 2006
- "Jerzy Wójcik. Sformatowana energia", Andrzej B. Czulda, Łukasz Grygiel, Mieczysław Kuźmicki [red.], Łódź 2014
- Kazimierz Kutz, "Klapsy i ścinki. Mój alfabet filmowy", Kraków 1999.
- Jerzy Kawalerowicz, "Więcej niż kino", Warszawa 2001.
- "Księga KADRU. O zespole filmowym Jerzego Kawalerowicz", S. Zawiśliński, S. Kuśmierczyk [red.], Warszawa 2002
- Stanisław Różewicz, "Było minęło… w kuchni i na salonach X muzy", Warszawa 2012.
- "Musi zostać rysa. Przewodnik po twórczości Janusza Morgensterna", Andrzej B. Czulda, Łukasz Grygiel, Mieczysław Kuźmicki [red.], Łódź 2012