Płonąć dla sztuki
Od paru lat widoczna jest pani bardziej w teatrze niż w filmie. Wystąpiła pani w kilku etiudach ("Dzień Babci" Miłosza Sakowskiego, "Fikołek" Mileny Dutkowskiej). Co mają w sobie te scenariusze, że znajduje pani czas na zdjęcia w swoim wypełnionym terminarzu?
Uwielbiam pracować z młodymi reżyserami na początku ich drogi. Lubię sobie w życiu fundować prezenty, a największym prezentem jest dla mnie praca z takimi młodymi reżyserami. Miłosz jest niesamowicie wrażliwy, precyzyjny, spostrzegawczy, czujny i bardzo trafnie obsadza. Do roli w "Dniu Babci" wybrał na przykład Mateusza Nędzę – chłopaka, który wygląda jak ktoś, kto cię zaraz zabije, a w oczach ma zagubione, potrzebujące miłości dziecko. Początkowo nie mogłam wziąć udziału w jego filmie, powiedziałam mu: "Tylko mi nie wysyłaj scenariusza, bo cię zabiję, jak będzie dobry!". A ten smarkacz mi wysyła scenariusz, który jest rewelacyjny. I wyję, bo nie mogę tego zagrać. Los chciał jednak, że i tak zagrałam. Pewnie, że za darmo. To był dyplom Miłosza. Nie mogłam przyjąć proponowanej stawki, a te pieniądze bardzo im się przydały.
Fragment filmu "Dzień Babci", reż. Miłosz Sakowski
Rola w "Fikołku" nie była czymś, za co dałabym się pokrajać, ale poznałam reżyserkę. I pomyślałam: "Jezu, z taką dziewczyną chciałabym się spotkać!". Kompletnie "odleciana" osoba, ruchliwa, szczupła, z dużymi oczami, okropnie śmieszna, emocjonalna, o nietuzinkowej wyobraźni, w dodatku malarka, kolorystka. Życie by oddała za film. Podobnie było u Miłosza Sakowskiego – wszyscy na planie płonęli dla sztuki, a ja to uwielbiam, bo sama mam tak zawsze. Jak coś robię, to wkładam w to całe serce, siły… całą siebie. To jest najważniejsze. Tego uczyła mnie m.in. Lidia Zamkow, Konrad Swinarski i wielu wybitnych ludzi sztuki.
W " Fikołku" – otoczona samymi młodymi ludźmi, aniołami, królikami – grałam malarkę, która właśnie malowała króliki. Oczywiście i ściany, i wszystkie obrazy namalowała sama pani reżyser. Miałam synka, którego grał Piotrek Polak, brat Jaśminki. Scenariusz też był odlotowy jak sama Milenka i od razu wiedziałam, że chcę poprzebywać z nią, w jej świecie. To tak, jakby ktoś zabrał cię na inną planetę. Byłam już na tylu planetach! Na planecie "Jarocki", "Grzegorzewski", " Wajda", " Swinarski"… I rzeczywiście lubię podróże na te młode planety, które dopiero powstają.