10 wystaw, które warto zobaczyć tego lata
Od eksperymentalnej twórczości fotograficznej Beksińskiego po ukraińską awangardę i szeroko zakrojoną opowieść o queerowej sztuce kwitnącej w opresyjnym klimacie politycznym. Polecamy 10 wystaw, na które warto wybrać się tego lata w różnych zakątkach Polski.
"Lato, które zmieniło wszystko. Festiwal 1955", Muzeum Warszawy
19 czerwca – 21 grudnia 2025
"Nigdy nie będzie takiego lata", pisał swego czasu Marcin Świetlicki. Jakkolwiek ironicznie można traktować westchnienia, że kiedyś to były czasy, a teraz nie ma czasów, takiego lata, jak w roku 1955 faktycznie już nigdy później nie było. A na pewno nigdy więcej milicja nie była taka uprzejma.
V Światowy Festiwal Młodzieży i Studentów na przełomie lipca i sierpnia tamtego roku przeobraził wynurzające się na nowo z gruzów miasto w międzynarodową, barwną metropolię, rozbrzmiewającą najróżniejszymi językami, gdzie na każdym rogu można było zobaczyć twarze przybyszów ze wszystkich stron świata, zamiast powielanych w nieskończoność smutnych wąsatych oblicz Stalina i Bieruta. O tych dwóch krótkich tygodniach na przełomie lipca i sierpnia, które stały się pokoleniowym doświadczeniem, opowiada wystawa "Lato, które zmieniło wszystko. Festiwal 1955", przygotowana przez Zofię Rojek i Błażeja Brzostka w Muzeum Warszawy. Zgodnie ze sprawdzoną formułą tej instytucji, bogate archiwalia i pamiątki przeplatają się ze sztuką z epoki, w tym z otwierającymi symbolicznie epokę artystycznej odwilży dziełami pokazywanymi w Arsenale, a także dopowiadającymi historię komentarzami współczesnych artystek.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Widok wystawy „Strefy LGBT+. Sztuka queerowa w czasach dobrej zmiany”, Galeria Miejska Arsenał w Poznaniu, fot. https://arsenal.art.pl/
Obrazek
1._strefy-lgbt_049-933x700.jpg
"Strefy LGBT+. Sztuka queerowa w czasach dobrej zmiany", Galeria Miejska Arsenał, Poznań
30 maja – 31 sierpnia 2025
Czasem w kilka lat wydarza się cała epoka, innym razem w równie krótkim czasie wieloletnie wysiłki zostają niemal przekreślone. Jak płonna okazała się nadzieja na to, że zmierzamy nieuchronnie ku postępującej społecznej otwartości wobec osób nieheteronormatywnych, przekonywaliśmy się w ostatnich latach aż za często. Zamiast ustawy o małżeństwach jednopłciowych dostaliśmy niechlubne, zatruwające przestrzeń samorządowe uchwały o "strefach wolnych od LGBT" – minione na szczęście, ostatnia została uchylona w kwietniu 2025 roku. Odnoszą się do nich w tytule przygotowanej przez siebie w poznańskim Arsenale wystawy Tomek Pawłowski-Jarmołajew i Gabi Skrzypczak. Jej narracja startuje w roku 2015, kiedy jeszcze przed wyborami parlamentarnymi ostatecznie zniknęła z warszawskiego Placu Zbawiciela kilkukrotnie podpalana "Tęcza" Julity Wójcik, a batalia wokół niej okazała się tylko gorzkim przedsmakiem prawdziwych wojen kulturowych.
Poznańska wystawa to nie tylko przegląd twórczości queerowych osób artystycznych aktywnych w ostatnich latach, w którym to gronie mieszczą się zarówno święcący rynkowe triumfy malarze, jak i eksperymentalne artystyczno-poetyckie kolektywy. To także opowieść o tworzeniu alternatywnych obiegów sztuki i bezpiecznych przestrzeni oraz splocie życia, sztuki i aktywizmu.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Zdzisław Beksiński, „Kompozycja nr 17”, 1957, Muzeum Narodowe we Wrocławiu
Obrazek
5._zdzisaw_beksiski_kompozycja_nr_17_1957_muzeum_narodowe_we_wrocawiu.jpg
"Fenomenalny. Zdzisław Beksiński", Muzeum Narodowe we Wrocławiu, Pawilon Czterech Kopuł
13 kwietnia – 24 sierpnia 2025
Są tacy wielcy klasycy, których sława nie sięga poza bańkę środowiska artystycznego, są i artyści znani oraz hołubieni powszechnie, choć w kanonach praktycznie nieobecni. Do tych ostatnich zalicza się Zdzisław Beksiński, nieodmiennie fascynujący swoją biografią – odmalowaną przez Magdalenę Grzebałkowską w książkowym reportażu, a na kinowym ekranie przez Jana P. Matuszyńskiego – nieceniony jednak jako malarz. Jego słynne mroczne, surrealizujące obrazy, choć mają swoich obrońców i fanów w świecie sztuki, od lat 90. stały się sztandarowym przykładem wyszydzanego "arte polo".
Zupełnie inaczej ma się sprawa z jego fotografiami. Choć dość wcześnie tę odnogę twórczości zarzucił, odważne eksperymenty fotograficzne Beksińskiego z lat 50. zapisały się na stałe w historii powojenne fotografii i są dziś najwyżej cenioną częścią jego dorobku, a przy tym najsłabiej rozpoznaną. Pokazywane w niewielkim wyborze przy okazji różnych wystaw, w końcu doczekały się dużej monograficznej ekspozycji. Przygotowana przez Aleksandrę Szwedo wystawa we wrocławskim Muzeum Narodowym to wycieczka obowiązkowa dla tych, którzy Beksińskiego znają tylko jako malarza – bez względu na opinię o nim.
Plansze z komiksu "Pan Marcin", autorka: Pola Dwurnik, 2019, fot. dzięki uprzejmości Muzeum Komiksu
"W szerokim kadrze. Komiks polski po transformacji", Galeria Sztuki Współczesnej Bunkier Sztuki, Kraków
30 kwietnia 2025 – 31 sierpnia 2025
Choć wielu artystów wizualnych sięgało po komiks, jak Wilhelm Sasnal czy Bartosz Zaskórski, a niektórzy nawet, jak Piotr Marzec, wręcz wyemigrowali z pola sztuki do twórczości komiksowej, w galeriach rzadko mamy okazję z nią się zetknąć. Lukę tę wypełnia wystawa przygotowana w Bunkrze Sztuki przez Artura Wabika, artystę, publicystę i wydawcę, współzałożyciela Krakowskiego Stowarzyszenia Komiksowego i Fundacji Muzeum Komiksu.
"W szerokim kadrze. Komiks polski po transformacji" to opowieść zakrojona z rozmachem, nie tylko pod względem rozpiętości czasowej, ale i podejmowanych wątków. Krakowska wystawa to nie tylko przegląd najważniejszych tytułów w najnowszej komiksowej historii, ale też historia przemian systemowych – tych portretowanych na kartach wydawnictw i tych zachodzących właśnie w komiksowym polu. Od niszowych, niezależnych wydawnictw z lat 90., przez erę blogów i komiksów internetowych, po tytuły rysowane na państwowe zamówienie za sowite wynagrodzenia, i wpisujące się w określoną politykę historyczną – "W szerokim kadrze" pokazuje także to, jak pozakadrowy kontekst współtworzy komiksowe opowieści wespół z ręką rysowniczki.
Nadpisz opis powiązanego wpisu
Wybrane prace z wystawy "W szerokim kadrze. Komiks polski po transformacji"
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Ołeksandr Bohomazow, „Ostrzenie pił”, 1927, olej, płótno, Narodowe Muzeum Sztuki Ukrainy, fot. mat. prasowe Muzeum Sztuki w Łodzi
Obrazek
2._oleksandr_bohomazow_ostrzenie_pil_1927_olej_plotno_narodowe_muzeum_sztuki_ukrainy.jpg
"W oku cyklonu. Modernizm w Ukrainie", Muzeum Sztuki w Łodzi
27 czerwca 2025 – 1 luty 2026
Jesienią 2022 roku, kilka miesięcy po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji rosyjskiej na Ukrainę, z Kijowa wyjechał specyficznych konwój ewakuacyjny. Polską granicę przekroczyły wówczas zapakowane w ciężarówki arcydzieła ukraińskiego modernizmu. Z prezentującą je wystawą "W oku cyklonu. Modernizm w Ukrainie" mogła zapoznać się dotąd m.in., publiczność brytyjska na wystawie w londyńskiej Royal Academy. Teraz ponownie obrazy ewakuowane z Kijowa znajdą się w Polsce, a podróżującą po Europie wystawę międzywojennej awangardy będzie można zobaczyć w miejscu chyba najbardziej do tego odpowiednim, czyli ufundowanym na darze grupy a.r. jednym z pierwszych muzeów sztuki nowoczesnej na świecie – Muzeum Sztuki w Łodzi.
Prezentowane prace pochodzą z Narodowego Muzeum Sztuki Ukrainy, Muzeum Sztuki Teatralnej, Muzycznej i Filmowej Ukrainy oraz Narodowego Muzeum Ukraińskiej Sztuki Dekoracyjnej. Bogactwo estetyk, wśród których kubofuturystyczna stylizacja sąsiaduje z inspiracjami ludowymi i radykalną konstruktywistyczną abstrakcją, odpowiada skomplikowanemu tłu społeczno-politycznemu. Wystawa ukazuje ukraińskie arcydzieła nowoczesności w kontekście politycznych napięć i przewartościowań oraz nie mniej skomplikowanej układanki etnicznej, tworzonej przez środowiska ukraińskie, polskie, rosyjskie i żydowskie.
Styl wyświetlania galerii
wyświetl slajdy
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Teresa Kelm, Zygmunt Krauze, „Kompozycja przestrzenno-muzyczna nr 2”, Galeria Współczesna, Warszawa, 1970, fot. Teresa Kelm
Obrazek
4._teresa_kelm_zygmunt_krauze_kompozycja_przestrzenno-muzyczna_nr_2_galeria_wspolczesna_warszawa_1970_fot._teresa_kelm.jpg
"Przestrzenie", Zachęta – Narodowa Galeria Sztuki
27 czerwca – 21 września 2025
Dziś słowo "environment" brzmi dość staroświecko i podobnie jak chociażby "happening" praktycznie wyszło z użytku w odniesieniu do współczesnej sztuki. Nie znaczy to jednak, że tradycja, którą pierwotnie opisywało, wymarła. Obecnie wpisane w określoną przestrzeń, wieloelementowe i działające na różne zmysły instalacje są jednym ze standardowych narzędzi artystycznych, ale ledwie kilka dekad wcześniej były prawdziwą rewolucją.
Początki tej rewolucji, sięgające nad Wisłą roku 1958 i "Studium przestrzeni" Wojciecha Fangora oraz Stanisława Zamecznika, przybliża wystawa "Przestrzenie", przygotowana przez Michała Jachułę w Zachęcie. Projekty sprzed pół wieku – łączące w jeden amalgamat elementy rzeźby, malarstwa, architektury czy dźwięku – można zobaczyć tutaj nie tylko w postaci archiwalnych dokumentacji, ale i rekonstrukcji kilku kluczowych dzieł, w tym trzech prezentowanych po raz pierwszy od momentu powstania.
Dorota Berlinerblau-Seydenmannowa, "W południowym ogrodzie", 1939, fot. dzięki uprzejmości Muzeum Narodowego w Lublinie
"«Co babie do pędzla?!». Artystki polskie 1850-1950", Muzeum Narodowe w Lublinie
26 kwietnia – 5 października 2025
W ostatnich latach wystawy współczesnych malarek powstawały licznie i cieszyły się dużym zainteresowaniem, także na rynku twórczynie takie jak Agata Słowak, Karolina Jabłońska czy Agata Bogacka radzą sobie znakomicie. O tym, że kobiety w grę o nazwie kariera artystyczna grają jednak wciąż na nieco innym boisku świadczy choćby utrzymująca się na uczelniach znacząca dysproporcja studentek do otrzymujących szanse nauczania profesorek.
Z grubsza sto lat temu Zofia Stryjeńska musiała jednak przebierać się za mężczyznę i podszywać pod własnego brata, by w ogóle móc na akademii studiować, a poza wyjątkami w rodzaju Olgi Boznańskiej i Meli Muter wiele malarek z przełomu wieków długo pozostawało powszechnie nieznanych. Część tej historycznej luki wypełnia Muzeum Narodowe w Lublinie, gdzie do początku jesieni oglądać można wieńczącą długie badania wystawę przygotowaną przez Bożenę Kasperowicz, prezentującą prace 133 artystek aktywnych w XIX i w pierwszej połowie XX wieku, aktywnych w kraju i za granicą, tych słynnych oraz tych – liczniejszych – których nazwiska mówią więcej tylko garstce badaczek.
Nadpisz opis powiązanego wpisu
Wybrane prace z wystawy "«Co babie do pędzla?!». Artystki polskie 1850-1950".
Celem wystawy jest ukazanie znaczenia twórczości kobiet XIX i pierwszej połowy XX wieku w życiu artystycznym.
Styl wyświetlania galerii
wyświetl slajdy
"Kierunek Paryż. Polskie artystki z pracowni Bourdelle’a", Królikarnia
9 maja – 26 października 2025
W herstorycznych uzupełnianiu rzeźbiarskiego kanonu XIX wieku doświadczenie ma już Muzeum Narodowe w Warszawie. Przed dwoma laty mogliśmy w nim zobaczyć wystawę "Bez gorsetu. Camille Claudel i polskie rzeźbiarki XIX wieku", teraz, w ramach większego projektu realizowanego przez warszawskie muzeum wraz z Musée Rodin i Musée Antoine Bourdelle w Paryżu oraz Musée Camille Claudel w Nogent-sur-Seine, przyszedł czas na jej sequel.
Podobnie jak malarki, twórczynie decydujące się pod koniec XIX wieku na zostanie rzeźbiarkami, na ziemiach polskich nie miały się gdzie kształcić. Jako pierwsza otworzyła się dla nich w roku 1904 warszawska Szkoła Sztuk Pięknych, wcześniej jednak zmuszone były do szukania możliwości edukacyjnych za granicą. Szczególnie atrakcyjny pozostawał wśród możliwych kierunków Paryż – do lat powojennych niekwestionowana stolica świata sztuki, w której obok nobliwej, acz konserwatywnej akademii państwowej funkcjonowały liczne prywatne szkoły artystyczne prowadzone przez wysokiej klasy twórców. Jednym z nich był Antoine Bourdelle, po śmierci Rodina czołowy, obok Maillola, rzeźbiarz francuski, a przy tym gorący orędownik polskiej niepodległości (i autor paryskiego pomnika Adama Mickiewicza). Nie przypadkiem to u niego właśnie kształciły się liczne rzeźbiarki z Polski, bohaterki przygotowanej przez Ewę Ziembińską wystawy.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Katarzyna Kozyra, "Olimpia", 1996, trzy fotografie barwne w pierwotnych ramach i jednokanałowa projekcja wideo (kolor), loop, 4:3 PAL, czas: 12’40”, dźwięk, wł. Barbara Kabala-Bonarska i Andrzej Bonarski, depozyt w Muzeum Narodowym w Krakowie, fot. dzięki uprzejmości Fundacji Katarzyny Kozyry
Obrazek
Katarzyna Kozyra, "Olimpia", 1996, trzy fotografie barwne w pierwotnych ramach i jednokanałowa projekcja wideo (kolor), loop, 4:3 PAL, czas: 12’40”, dźwięk, wł. Barbara Kabala-Bonarska i Andrzej Bonarski, depozyt w Muzeum Narodowym w Krako…
"Nie odwracaj wzroku. Refleksje wokół pokazu Olimpii Katarzyny Kozyry", Muzeum Fotografii w Krakowie
9 maja – 26 października 2025
Niewiele prac w najnowszej historii sztuki żyje w zbiorowej wyobraźni przez kilka dekad, wciąż budząc żywe emocje. Do tej wąskiej grupy należą najsłynniejsze prace Katarzyny Kozyry. Przy okazji niedawnej wystawy kolekcji Zachęty dużą dyskusję wzbudziła ponownie "Piramida zwierząt", teraz zaś artystka wraca do innej ze swoich ikonicznych prac – "Olimpii".
W Muzeum Fotografii zobaczyć możemy tę realizację z 1996 roku w wersji pełnej – na którą składały się trzy fotografie i wideo – oraz współczesną kontynuację. Podwójnie zanurzona w historii sztuki, przez nawiązanie do obrazu Maneta i własnej pracy, Kozyra nie grzęźnie jednak w zabawach cytatami, ale konfrontuje się po raz kolejny z przemijaniem i widmem śmierci – tym razem związanym nie z nowotworem, ale ze starzeniem się – oraz postrzeganiem kobiecego ciała. Zaprasza też do współudziału publiczność, która w części warsztatowej dopowiadać będzie opowieść samej Kozyry przez cały czas trwania wystawy.
Styl wyświetlania galerii
wyświetl slajdy
"Wybielanie", Państwowe Muzeum Etnograficzne w Warszawie
3 kwietnia – 31 sierpnia 2025
Czy w kraju, który nigdy nie miał zamorskich kolonii (choć w międzywojniu miał na to sporą chrapkę), a przy tym sam przez wieku padał ofiarą imperialnych zakusów sąsiadów, dyskusja o dekolonizacji muzeów ma w ogóle sens? Jeśli macie tego rodzaju wątpliwości, w Państwowym Muzeum Etnograficznym rozwieją je Witek Orski i Magdalena Wróblewska.
Dostępna do końca sierpnia wystawa "Wybielanie" nie ma wiele wspólnego z tym, jak wygląda dyskusja o dekolonizacji w odniesieniu do instytucji pokroju British Museum, wypełnionych tysiącami obiektów zdobytych w efekcie kolonialnego podboju. To niewielki, ale niezwykle precyzyjnie skonstruowany esej wizualny, koncentrujący się tak na afrykańskich zbiorach muzeum i historii ich pozyskiwania w różnych momentach historycznych (również bardzo niedawno), jak i, przede wszystkim, na dekonstrukcji sposobów patrzenia, dokumentowania i opisywania, w których zawierają się relacje dominacji i podporządkowania.