Okładka książki "Tęgie głowy. 58 sylwetek humanistów", autor: Michał Głowiński, 2021, fot. Wielka Litera
W latach 80. Głowiński niewiele publikował, za to częściej wyjeżdżał za granicę. Leczył nadciśnienie tętnicze, mocno przeżył śmierć matki, niedługo później – na początku lat 90. – ojca. Był jedynakiem i zawsze postrzegał siebie jako odludka i samotnika. Teksty autobiograficzne, przed publikacją których długo się wstrzymywał, określał jako "gadanie z samym sobą". Od dawna myślał o zrelacjonowaniu doświadczeń z Zagłady, choć ciągle wydawało mu się, że jest niedojrzały zarówno psychicznie, jak i pisarsko. W końcu zdecydował się na ten krok i w 1998 roku ukazały się wspomnieniowe "Czarne sezony", przywołujące okres okupacji. W 2010 roku opublikował "Kręgi obcości", obejmujące już całe życie filologa.
Mówił, że interesuje go poetyka w zderzeniu z dyskursem społecznym i z historią. Te autobiograficzne książki właśnie takie są: wnikliwie i ożywczo odzwierciedlają krajobraz literacki Polski drugiej połowy XX wieku, uważnie i na chłodno analizują zmiany polityczne oraz społeczne, stawiają pytania, często niewygodne, i wyciągają surowe wnioski. Autor nie szukał efektownych historii, ale pracował nad językiem. Pisał prosto i uczciwie. Nigdy nie myślał o sobie jako o pisarzu. Tłumaczył, że nie potrafi stworzyć fikcji ani poprowadzić dialogu. Dlatego sięgał po opowiadanie, które "może być bliskie literaturze faktu". W książkach narracyjnych – jak je nazywał – "Kładce nad czasem", "Carskiej filiżance" czy "Papudze i ratlerku" łączył wątki fikcyjne z autobiograficznymi. Zmieniał realia, nazwiska, nazwa Pruszków rzadko pada wprost – było to po prostu Miasteczko.
Gdy wspominał o sukcesach zawodowych, przemawiała przez niego nieudawana skromność. Na przykład fakt nominacji profesorskiej w 1976 roku "należało" odnotować, a "profesura miała bodaj większe znaczenie dla rodziców niż dla mnie". Gdy pisał o innych, to zawsze z szacunkiem, często ukrywał personalia osób, które sprawiły mu zawód. W stosunku do literatów był bardziej wylewny, z chęcią rozprawiał o ich twórczości, padały nawet zdania typu: "Kochanowski jest cudem języka!". Portrety 58 humanistów naszkicował w ostatniej książce "Tęgie głowy", wydanej w 2021 roku. "Czas nieprzewidziany", czyli "rozmowę rzekę" z Grzegorzem Wołowcem przeprowadzoną w kilku odsłonach od września 2015 do lipca 2016 roku zakończył refleksją na temat starości. Powiedział:
Nie wiem, czego jeszcze doczekam, kiedy moja fabuła, moje poznawanie fabuł się przerwie, a stanie się to, niewątpliwie, niebawem. Chciałbym w związku z tym tę swoją, jak się teraz mówi, nie opowieść, ale narrację, zakończyć znakiem zapytania.