Marek Beylin, biograf Szapocznikow, dopatrywał się w tym geście złączenia politycznego podtekstu. Jeden z bohaterów, obejmujący drugiego ramieniem, wyraźnie bowiem w tej kompozycji dominuje, wskazując kierunek marszu. W najlepszym przypadku oglądamy więc, mówiąc słowami Leszka Millera, "szorstką, męską przyjaźń". Choć zaangażowana w socjalistyczne ideały, Szapocznikow wyraźnie dostrzegała rozdźwięk między entuzjastycznym klimatem pierwszych lat po wojnie a rzeczywistością stalinizmu.
Twarze bohaterów "Przyjaźni", choć zsyntetyzowane, o wygładzonych rysach, nie poddają się socrealistycznemu nakazowi typowości w pełni. Realizm socjalistyczny był wrogi XIX-wiecznemu naturalizmowi, odrzucał wierne naśladowanie modela czy pomoc fotografii. Miał oddawać raczej rzeczywistość taką, jaką być powinna. Mimo to Szapocznikow nie pracowała w próżni. Rzeźbiarka, którą koniec wojny zastał w Czechosłowacji, wówczas demokratycznej, zdominowanej co prawda przez komunistów, ale cieszących się autentycznym społecznym poparciem, w 1946 roku triumfujących w wolnych wyborach, w socjalizm angażowała się kierowana autentycznym etycznym imperatywem. Socrealistyczne zlecenia starała się więc realizować dla ludu i wraz z nim. Zaprzęgła więc do pozowania radzieckich żołnierzy, z którymi ponoć także toczyła podczas pracy żywe artystyczne dysputy. Szybko jednak ciała robotników i żołnierzy wyparte zostaną u Szapocznikow przez ciało kobiece. Ciało, z którego przedstawieniem socrealizm często sobie nie radził.