Słynny gwiazdokrążca, kapitan dalekiej żeglugi galaktycznej, łowca meteorów i komet, niestrudzony badacz i odkrywca osiemdziesięciu tysięcy trzech globów, doktor h.c. uniwersytetów Obojga Niedźwiedzic, członek Towarzystwa Opieki nad Małymi Planetami i wielu innych towarzystw, kawaler orderów mlecznych i mgławicowych, Ijon Tichy […].
Taką laurkę międzyplanetarnemu wędrowcy wystawił profesor Tarantoga we wstępie do "Dzienników gwiazdowych". Wkład Tichego w rozwój wszechświatowej nauki jest nie do przecenienia, wystarczy przypomnieć choćby prawo Tichego powiadające, że "jako pierwsza zaczyna świerzbić i łaskotać ta część ciała, w którą żadnym sposobem nie można się podrapać".
Tichy pojawiał się na kartach prozy Stanisława Lema przez 30 lat. Przez ten czas pisarz czynił swojemu bohaterowi różne podłości: zesłał na niego los odmrożeńca i kazał znosić trudy związane z adaptacją do nowej rzeczywistości zastanej kilka dekad po hibernacji ("Kongres futurologiczny"); doprowadzał do zagubienia się w pętli czasowej, gdzie jedyną kompanią Tichego był on sam, z tymże z innych dni tygodnia (podróż siódma z "Dzienników gwiazdowych"); wreszcie naraził jego półkule mózgowe na rozszczepienie ("Pokój na Ziemi").
Dzielny kosmonauta nie dawał jednak za wygraną. Jak pisał Jerzy Jastrzębski w posłowiu do "Dzienników gwiazdowych": "Cechy charakteru? Człowiek czynu, raczej optymista, ale też towarzyski, obyty w świecie, nie dziwiący się byle czemu, przy tym gaduła, bajarz, dbający przede wszystkim, by słuchaczy ubawić – nawet własnym kosztem. Podróżując z Tichym, porzucamy grozę, jaką budzić może obcość wszechświata: kosmiczny wędrowiec wszędzie jest bowiem zadomowiony, nic nie narusza na dłużej jego pewności siebie, a niezmożony praktycyzm, jaki ujawnia w każdej sytuacji, pokonuje wszelkie przeszkody". Tichego plasował między takimi postaciami światowej literatury jak baron Münchhausen i Guliwer.
Ostatecznym pożegnaniem z gwiezdnym podróżnikiem było opowiadanie "Ostatnia podróż Ijona Tichego", które ukazało się w 1999 roku w polskiej edycji magazynu "Playboy".
Tytus de Zoo